Krzysztof Sadurski: Wszystko idzie w dobrą stronę (wywiad)

Fot. Patryk Kowalski
Fot. Patryk Kowalski

Za Krzysztofem Sadurskim pierwsze występy w karierze w PGE Ekstralidze. Wychowanek FOGO UNII Leszno dotychczas nie notował spektakularnych rezultatów, ale sam z optymizmem patrzy w przyszłość i uważa, że widzi progres w swojej jeździe.

W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl młodzieżowiec FOGO UNII Leszno opowiada o początku sezonu, presji związanej z oczekiwaniami kibiców, różnicach pomiędzy PGE Ekstraligą a innymi zawodami oraz zbliżających się spotkaniach. Krzysztof Sadurski odpowiada też na pytania dotyczące współpracy z Damianem Balińskim, a także jazdy w 2. Lidze Żużlowej.

Joachim Piwek (speedwayekstraliga.pl): Zacznijmy od ostatniego meczu z EWINNER APATOREM Toruń. Wydaje mi się, że to był twój najlepszy występ w tym sezonie, choć może punkty na to nie wskazują. Widać było prędkość, w jednym z wyścigów po rewelacyjnym starcie byłeś o włos od wyjechania przed Chrisa Holdera. Do tego przyzwoity występ w Brązowym Kasku. Czy rzeczywiście czujesz progres?

Krzysztof Sadurski: PGE Ekstraliga to jest dla mnie coś kompletnie nowego, bo nigdy wcześniej nie miałem okazji startować w tak prestiżowych zawodach. Dotychczas ścigałem się w 2. Lidze Żużlowej i czasem zdobywałem punkty na seniorach, ale nie było to tak trudne, jak w PGE Ekstralidze na juniorach. Optymizm jak najbardziej się pojawia. Po ostatnim meczu ligowym, przyszły DMPJ i fajnie poszło, bo wygrywaliśmy z innymi juniorami z ligi. Gdyby nie upadek w Brązowym Kasku, to może otarłbym się o 4. czy 5. miejsce. Wydaje mi się, że wszystko idzie w dobrą stronę, a mecz z EWINNER APATOREM to tylko początek.

Dotychczas oprócz startów w barwach Metalika Recycling Kolejarza Rawicz ścigałeś się głównie w zawodach młodzieżowych, gdzie zazwyczaj występuje dość podobna obsada. W jednym z wywiadów stwierdziłeś kiedyś, że starty ligowe są bardziej różnorodne. Starty w PGE Ekstralidze dają zatem większą szansę rozwoju?

Łapać punkty na seniorach w PGE Ekstralidze jest bardzo ciężko. Sam mówisz, że udało mi się wygrać start z Chrisem Holderem, ale zabrakło umiejętności, by zamknąć Australijczyka, choć miałem do tego sposobność. Później na trasie było gorzej, bo razem z Januszem Kołodziejem odjechali mi o pół prostej. Ale co do zawodów młodzieżowych, to coś w tym jest – w nich wiesz, kto jest lepszy ze startu, a kto na trasie. W meczach ligowych spotykasz się z nowymi zawodnikami, których pokonanie daje większą satysfakcję.

Same starty w najlepszej żużlowej lidze świata to nie jedyna nowość. W tym sezonie masz też okazję do jazdy w jednej drużynie z Piotrem Pawlickim, którego znasz już od dłuższego czasu. Jak wygląda twoja relacja z liderem zespołu?

Piotr Pawlicki to typ kapitana, który do każdego podchodzi tak samo i każdemu zawsze stara się pomóc. Każdy zawodnik z osobna może na niego liczyć. Ja z Kacprem Pludrą zawsze z nim rozmawiamy przed meczem. Dostajemy od Piotra wskazówki i wiemy, co on by zrobił oraz co on by założył, a potem próbujemy te sugestie wykorzystać.

Właśnie, ty z Kacprem zostaliście od razu posadzeni na wysokiego konia, bo staliście się juniorami krótko po tym, jak 21 lat skończyli Dominik Kubera, a wcześniej Bartosz Smektała. Odczuwacie jakąś presję związaną z zastąpieniem znakomitych żużlowców, czy raczej na razie podchodzicie do tego luźniej?

Nam od samego początku w klubie mówiono, że oczekiwania wobec nas dotyczą wygrywania z juniorami, z którymi startujemy też w turniejach młodzieżowych. To jest nasze zadanie. Jak łapiemy dodatkowo jakieś punkty, to super. Przede wszystkim jednak mamy zdobywać doświadczenie. Wydaje mi się, że największą presję wywierają kibice. Niektórzy myślą, że skoro Dominik i Bartosz skończyli wiek juniora, to za chwilę pojawią się kolejni wspaniali żużlowcy, którzy będą zdobywać 8-9 punktów. Niestety i my, i kibice zderzyliśmy się ze ścianą. W tej lidze jeździ się zupełnie inaczej, niż w DMPJ, do których podchodzimy jak do treningów. My potrzebujemy objeżdżenia. W PGE Ekstralidze patrzy na ciebie cała drużyna i cała Polska.

Mówisz o bardzo ważnej rzeczy. Rzeczywiście wielu juniorów mierzy się z dużymi oczekiwaniami fanów. A tymczasem wiele wskazuje na to, że niebawem kibice wrócą na trybuny. Jak to może na ciebie zadziałać? Pozytywna energia czy raczej większe nerwy?

Jakaś nerwowość się na pewno pojawi. Nawet gdy nie widzimy kibiców na trybunach, to mamy świadomość, że oglądają nas oni w telewizji. Myślę, że po powrocie fanów na stadiony z jednej strony może pojawić się dodatkowy stres, ale z drugiej to może mnie to też bardzo podbudować. W końcu będziemy ich widzieć fizycznie przed nami, a to ładuje często pozytywną energią i miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie.

Będzie to na pewno dla ciebie jakaś nowość. Podczas imprez młodzieżowych na razie też ścigacie się bez fanów. Mimo to widać po tobie wielką ambicję i chęć wygrywania. Jakiś czas temu w Lesznie zaliczyłeś defekt na starcie w DMPJ i byłeś wściekły. W pierwszej chwili w ogóle zapomniałeś, żeby zejść z toru. Może ta ambicja momentami jest aż za duża? Żużlowcy często mówią, że jak się za bardzo chce, to nie wychodzi.

Może coś w tym być. Ten bieg w DMPJ to w ogóle była powtórka, a w pierwszym podejściu fajnie rywalizowałem z Robertem Chmielem. W powtórce liczyłem na to samo, ale niestety defekt pokrzyżował mi plany no i się zdenerwowałem. Jak patrzę na to po czasie, to wiem, że mi to nie pomaga, ale to jest sport. W żużlu wszyscy chcą wygrywać, każdy chce być najlepszy, lecz z emocjami trzeba sobie radzić. To były zawody młodzieżowe, gdzie jedzie się tak naprawdę o pietruszkę. W moim przypadku wtedy emocje wzięły jednak górę.

Chciałem też spytać o rywalizację o skład. W kadrze oprócz ciebie są Kacper Pludra oraz Hubert Ścibak. Niebawem w PGE Ekstralidze startować będzie mógł też Damian Ratajczak. Walka o miejsce w składzie FOGO UNII Leszno może być dla kogoś problemem? Nie mam tu na myśli ciebie, tylko mówię o wszystkich czterech zawodnikach.

My jesteśmy wszyscy kumplami, więc wzajemnie bardzo się lubimy i szanujemy. Mamy świadomość, że ktoś może jechać lepiej, a ktoś gorzej i również to dostrzegamy. Nie jesteśmy zapatrzeni tylko w siebie, znamy wyniki kolegów. Dla dobra klubu powinni jeździć najlepsi i ja postaram się być jednym z nich. Jeśli się nie uda, to trudno. Wtedy będę pracować nad sobą i robić wszystko, by pojawiać się w składzie.

Juniorzy w Lesznie mają też bardzo komfortową sytuację – jeśli Piotr Baron uzna, że któryś z was na razie musi jeszcze popracować nad formą, to możecie startować w barwach Metalika Recycling Kolejarza Rawicz.

Nawet ostatnio rozmawiałem o tym z trenerem Romanem Jankowskim. Powiedział, że w razie potrzeby nie będzie żadnego problemu i możemy w Rawiczu jak najbardziej startować. W Metalika Recycling Kolejarzu pojawiły się nowe osoby w zarządzie oraz nowy prezes i wszyscy bardzo chcą wygrywać. Do Rawicza pewnie niedługo pojadę, gdy wystartuje 2. LŻ. Na razie mam jeszcze jednak przed sobą starty w PGE Ekstralidze. Cieszę się też, że wróciły różne zawody młodzieżowe, bo czuję się dzięki nim dużo pewniej na motocyklu. Pokazał to już Brązowy Kask w Gdańsku, gdzie wygrałem np. z Bartłomiejem Kowalskim, którego w lidze nie udało mi się pokonać.

Dokładnie tak, jak mówiliśmy na początku – widać progres. Chciałem jeszcze na chwilę wrócić do Rawicza. W tym sezonie z leszczyńskimi młodzieżowcami współpracuje Damian Baliński, z którym miałeś i nadal będziesz miał okazję jeździć w Metalika Recycling Kolejarzu. Jakie znaczenie ma pomoc legendy FOGO UNII?

Ja z Damianem współpracuję również osobno. Jest on oczywiście trenerem, ale od ostatniego meczu jest ze mną w parkingu podczas spotkań PGE Ekstraligi. Może to jest wyjaśnienie mojego postępu. Wcześniej dużo rozmawiałem z moim tatą, ale inaczej słucha się porad osoby, która jeździ na żużlu i jest legendą leszczyńskiej FOGO UNII. Uważam, że moje występy wyglądają coraz lepiej właśnie dzięki Damianowi, który się mną zajął i pomaga w dobieraniu ustawień czy też w pracy nad stylem jazdy. To on był też pierwszą osobą, która po tym wspomnianym defekcie w DMPJ podeszła do mnie i powiedziała, żebym się tak nie spinał.

Myślę, że kibicom będzie bardzo miło się o tym dowiedzieć, a wróćmy jeszcze na koniec już do tematu samej FOGO UNII. Jak wygląda atmosfera w zespole po trzech pierwszych meczach? Najpierw dość niespodziewana porażka z MOJE BERMUDY STALĄ Gorzów, potem dwa bardzo trudne boje i wygrana nad ELTROX WŁÓKNIARZEM Częstochowa oraz wspomniane już wcześniej zwycięstwo z EWINNER APATOREM Toruń. Na co stać twoim zdaniem ten zespół?

W Lesznie zawsze walczy się o najwyższe cele. Tutaj dosłownie każdy chce wygrywać i to będziemy starać się robić. Atmosfera w klubie jest jak najbardziej dobra – wszyscy sobie pomagają i wszyscy się rozumieją. Myślę, że nikt nie ma prawa na nic narzekać.

To zamknijmy naszą rozmowę pytaniem o najbliższy mecz. Przed wami wyjazd do Grudziądza, a młodzieżowcy ZOOLESZCZ DPV LOGISTIC GKM-u radzą sobie w tym sezonie naprawdę dobrze. Jakie masz oczekiwania względem siebie i jak w ogóle czujesz się na torze przy ulicy Hallera?

Byłem już w Grudziądzu kilka razy i trochę zawodów tam odjechałem. Nie przepadam za takimi torami, ale nie narzekam, bo zazwyczaj zawody w Grudziądzu układały się dla mnie korzystnie. Nie przypominam sobie, żebym wyjeżdżał z tego stadionu smutny. W Gdańsku, podczas Brązowego Kasku, udało mi się wygrać z Denisem Zielińskim oraz Mateuszem Bartkowiakiem, ale na ich torze w Grudziądzu na pewno będzie trudniej. Może uda nam się z Kacprem przełamać i odnieść pierwsze młodzieżowe zwycięstwo w sezonie? Mam taką nadzieję.

 

Joachim Piwek