Krzysztof Kasprzak cieszy się ze zdobytych punktów i żal mu Landshut

29.07.2018 TARNOW  UL.ZBYLITOWSKA,
PGE EKSTRALIGA, ZUZEL, (POLAND, SPEEDWAY PGE EXTRALIGA SEASON 2018)
MECZ GRUPA AZOTY UNIA TARNOW - CASH BROKER STAL GORZOW WLKP
NZ KRZYSZTOF KASPRZAK
FOTO PAWEL WILCZYNSKI/ CYFRASPORT
29.07.2018 TARNOW UL.ZBYLITOWSKA, PGE EKSTRALIGA, ZUZEL, (POLAND, SPEEDWAY PGE EXTRALIGA SEASON 2018) MECZ GRUPA AZOTY UNIA TARNOW - CASH BROKER STAL GORZOW WLKP NZ KRZYSZTOF KASPRZAK FOTO PAWEL WILCZYNSKI/ CYFRASPORT

Krzysztof Kasprzak był jednym z liderów ekipy Cash Broker Stal Gorzów w zwycięskim pojedynku z drużyną Grupy Azoty Unii Tarnów. Gorzowianin do Tarnowa przyjechał prosto z niemieckiego Landshut, gdzie w sobotę brał udział w eliminacjach do przyszłorocznego cyklu Grand Prix.

– To były dla mnie najważniejsze indywidualne zawody w tym sezonie, a tak naprawdę okazały się parodią żużla. Tor był zorany, nie nadawał się do jazdy, krótko przed rozpoczęciem turnieju gospodarze dosypali 300 ton nowej nawierzchni, zawodnicy mieli problem, żeby utrzymać się na motocyklach. Liczył się tylko start, o jakiejkolwiek walce na dystansie nie było mowy. Dodatkowo w jednym biegu wyrwało mi do tyłu kolano, i nie było sensu kontynuować dalszej jazdy – powiedział wyraźnie rozgoryczony Kasprzak, który w niedzielę zdobył 14 punktów z jednym bonusem.

– To nie jest tak, że w niedzielę byłem innym zawodnikiem, niż w sobotę. Cały czas jestem tym samym Krzysztofem Kasprzakiem, w ciągu 24 godzin nikt się nauczy jazdy na żużlu, ani nagle nie zapomni, jak to się robi. W Tarnowie po prostu wygrywałem starty i jechałem do przodu – analizował swój występ na obiekcie w Mościcach 33-latek.

– Ten tor w pewnych miejscach mnie zaskakiwał, ze względu na upalną pogodę w pewnych miejscach rozrywał się całymi płatami, w pewnym momencie nawet pociągnęło mnie w kierunku bandy. Gospodarze jednak zrobili co mogli, aby był zdatny do jazdy, i taki właśnie był. Można się było na nim ścigać i mijać – powiedział wychowanek FOGO Unii Leszno.

– Cieszę się ze zdobytych punktów, bo one będą bardzo ważne w kontekście nadchodzącej rundy play-off. Tarnów u siebie nigdy nie jest łatwym rywalem, zawsze jest tutaj ciężko o wyjazdowe zwycięstwo, tym bardziej cieszę się z dobrego rezultatu. Gospodarze jechali dobrze, dopóki tor był śliski, do szóstego wyścigu, byliśmy wtedy trochę wolniejsi, potem w naszym wykonaniu wszystko było ok. Pojechaliśmy równo jako drużyna, i to jest najważniejsze – zakończył Kasprzak.

Tomasz Kania
Fot. Paweł Wilczyński