Krzysztof Buczkowski: Zależy mi na tym, aby grudziądzanie byli z nas dumni (wywiad)

Fot. Łukasz Trzeszczkowski
Fot. Łukasz Trzeszczkowski

Krzysztof Buczkowski był jednym z dwóch zawodników MRGARDEN GKM-u Grudziądz, którzy w niedzielnym spotkaniu ze SPEED CAR Motorem Lublin potrafili postawić się rozpędzonym gospodarzom. Kapitan drużyny zdobył w sześciu startach jedenaście punktów i bonus. W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl podzielił się pierwszymi wrażeniami po przegranym 49:41 spotkaniu przy al. Zygmuntowskich.

Kamil Rychlicki: Jechaliście do Lublina z dużymi nadziejami. Co poszło nie tak? Da się to podsumować w kilku zdaniach?

Krzysztof Buczkowski: Po prostu zdobyliśmy za mało punktów. Nie jestem od oceniania poszczególnych zawodników. Staram się jechać jak najlepiej, jadę najlepiej jak potrafię. Pracowaliśmy w zimę, żeby mój zły sezon już się nie powtórzył. Myślę, że są jeszcze rezerwy. To jest pierwsza porażka. Mam nadzieję, że nikt nie będzie oceniał, że jest to dla nas koniec walki o konkretne cele. Wielka szkoda. Od dwóch lat co roku mamy falstart i później musimy gonić. Mam nadzieję, że w tym roku tak nie będzie i od kolejnego meczu będziemy zdobywać duże punkty.

Pomimo braku Artema Laguty stawiani byliście w roli faworyta. Gospodarze stracili na początku spotkania Andreasa Jonssona. Tego osłabienia SPEED CAR Motoru Lublin nie udało się jednak wykorzystać. Jak myślisz, dlaczego?

No niestety nie udało się. Bardzo szkoda mi Andreasa, bo z pewnością ten mecz byłby jeszcze ciekawszy. Widzieliśmy, że za Jonssona świetną robotę zrobili juniorzy. Tutaj z pewnością był ten języczek u wagi. Ciężko rozmawia się po przegranym meczu. Nie będę się tłumaczył. Po prostu SPEED CAR Motor Lublin był lepszy.

Mówiło się przed sezonem, że lubelski tor może być zagadką dla innych drużyn PGE Ekstraligi i wielkim atutem gospodarzy. Czy tak jest rzeczywiście?

Wiadomo, że nie startowaliśmy tu zbyt często. Tor był dobrze przygotowany. Przed sezonem było dosypane tu trochę materiału, trochę zmieniła się geometria. Jest to bardzo szybki tor z długimi prostymi. Nie wydaje mi się, aby miała być to wielka zagadka dla pozostałych drużyn PGE Ekstraligi. Gospodarze pokazali, że są mocnym zespołem. Oczywiście wszyscy starają się, aby mieć ten atut toru, ale w tych czasach i w tej lidze trudno ten cel osiągnąć.

Przed drużyną MRGADEN GKM Grudziądz jeszcze jedno spotkanie bez kontuzjowanego Artema Laguty. Teraz nie udało się wypełnić w stu procentach tej luki w drużynie. Myślisz, że w piątek w spotkaniu z forBET Włókniarzem Częstochowa będzie wyglądało to inaczej?

Wypada mi powiedzieć, że tak właśnie będzie i mam nadzieję, że tak będzie. Mamy teraz kilka dni przerwy, kilka dni treningów. Będziemy ciężko trenować, aby dopasować się jak najlepiej. Mam w zanadrzu jeszcze nowy silnik od pana Ryszarda Kowalskiego, który odebrałem kilka dni temu i w Lublinie niestety nie mogłem na nim wystąpić. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepszy niż to, co mam teraz, chociaż w tym roku jestem bardzo zadowolony ze sprzętu i z siebie. Wiadomo, że zależy mi na tym, aby grudziądzanie byli z nas dumni i żeby po prostu źle nie mówiono o klubie. Wszyscy się tutaj bardzo starają, od trenerów i działaczy, po zawodników.

W czternastym wyścigu pożyczyłeś motocykl Przemysławowi Pawlickiemu. Czyja była to inicjatywa?

Widziałem, że Przemysław strasznie się meczy. Nie było to wielkie ryzyko, bo ja na tym silniku nie startowałem, ale używałem go podczas poprzednich sparingów i naprawdę był dobry. Niestety ciężko jest zawodnikowi przesiadać się w czternastym wyścigu na obcy motor i trudno oczekiwać od niego zdobycia punktów. Oczywiście mogło tak być, szkoda, że się nie udało.

Do Lublina przyjechało z Grudziądza kilkuset kibiców. Czy jako kapitan drużyny chciałbyś im coś powiedzieć?

Na pewno chciałbym im podziękować za to, że przejechali tyle kilometrów i byli w stanie nas wspierać. Chciałbym, aby jeździli z nami na wszystkie wyjazdy, przychodzili na stadion, bo po prostu ich potrzebujemy, aby zwyciężać.

Kamil Rychlicki