Krakowiak: Zdobycie brązowego medalu byłoby satysfakcjonujące (wywiad)

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

W rewanżowym spotkaniu o awans do finału PGE Ekstraligi, juniorzy odegrali znaczącą rolę. Dla STELMET Falubazu Zielona Góra, na nieszczęście punktowali młodzieżowcy gospodarzy, którzy razem przywieźli 14 punktów, nie licząc bonusów. W tym czasie jedyny punkt w formacji młodzieżowej gości zdobył w biegu juniorskim Norbert Krakowiak. O porażce, rozwoju i planach na przyszłość zawodnik opowiedział specjalnie dla speedwayekstraliga.pl.

Błażej Kowol: Trudny dzień dla ciebie i całego zespołu. Jak to wszystko wyglądało z twojej perspektywy?

Norbert Krakowiak: W moim przypadku nic kompletnie nie wychodziło. Pracowałem i przygotowywałem się jak zawsze, więc nie ma sensu się tłumaczyć. Widocznie na tyle było mnie stać, czyli punkcik w biegu młodzieżowym. Starałem się, walczyłem, ale nie wychodziło. Na dokładkę upadek w ostatnim biegu. Popełniłem za dużo błędów. Szkoda, że nie udało się do tego finału awansować, bo apetyty po pierwszym meczu na pewno były.

W 7. biegu na pewien moment po starcie wyszliście na 5:1, a ostatecznie przegraliście go 2:4. Nadzieje były…

Po pierwszym wyścigu zrobiliśmy większe korekty sprzętowe i ten motocykl był już poprawnie spasowany z tym torem. Problem w tym, że to ja popełniałem na trasie za dużo błędów. Wrocławianie na własnym torze są piekielnie szybcy, potrafią tu jeździć i nie wybaczają pomyłek.

Co takiego stało się w 12. biegu, gdy wylądowałeś na torze i czy nie przypłaciłeś tego zdrowiem?

Nic poważnego się nie stało, ale przez cały wieczór miałem problem ze startem, który był wyjątkowo przyczepny. Jeżdżąc po tym dostawało się sporej prędkości, co sprawiało mi trochę problemów. To jednak rzecz, nad którą sam muszę popracować, bo inni nie mieli z tym problemów. Tor był równy dla wszystkich. W tamtej sytuacji na wejściu nieco mnie pociągnęło, wjechałem w twardszą nawierzchnię, co skończyło się uślizgiem.

A jak oceniasz sam tor, po którym przyszło wam jeździć? Chyba był zupełnie inny, niż przy okazji twoich poprzednich wizyt?

Dokładnie. Miałem okazję rozgrywać tu zawody młodzieżowe, a wtedy mieliśmy twardą nawierzchnię, diametralnie inną od tej. Tym razem był to świetny tor do ścigania, ale indywidualne błędy i brak doświadczenia na tego typu torach okazały się kluczowe. Po prostu potrzebuję więcej jazdy w takich warunkach.

Co takiego stało się z wami od trzeciej serii, gdy wrocławianie zaczęli wam odjeżdżać. I zrobili to wyjątkowo skutecznie…

Trudno powiedzieć. Sztab szkoleniowy na pewno wyciągnie wnioski z tego, co się stało. Każdy musi też spojrzeć na swoje osiągnięcia i zastanowić się, co można było zrobić lepiej.

Pytanie, czy sam tor mocno zmieniał się w trakcie zawodów?

Na początku nawierzchnia była mocno odmoczona, a potem zaprzestano jego polewania, więc można tak powiedzieć. Być może jest to przyczyna naszych kłopotów w drugiej części zawodów.

Brak Nickiego Pedersena był kluczowy dla losów tego dwumeczu?

Jest to trzykrotny mistrz świata, jeden z liderów drużyny, więc na pewno nam go brakowało. Natomiast wiedzieliśmy już wcześniej o jego kontuzji i przygotowywaliśmy się do dwumeczu w ramach tego scenariusza.

Rewanżowe spotkanie lepiej odjechać na własnym torze czy na wyjeździe?

Myślę, że pierwsze spotkanie lepiej rozgrywać u siebie. Daje to większe możliwości taktyczne w rewanżu, o ile oczywiście w 1. spotkaniu zbuduje się odpowiednią przewagę punktową nad rywalem.

Czy jazdę w spotkaniu o 3. miejsce należy rozpatrywać jako waszą porażkę?

Głównym celem było wejście do play-offów, więc brąz byłby na pewno satysfakcjonujący. Wiadomo jednak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i trudno ukryć rozczarowanie.

Teraz czas na pojedynek z forBET Włókniarzem. Jakie nastawienie?

Pozytywne i obyśmy wyszli z tej konfrontacji z tarczą. Miałem okazję pojeździć w Częstochowie w zawodach młodzieżowych, więc udało poznać się nieco kąty tamtejszego obiektu, choć to samo mógłbym powiedzieć o Wrocławiu… Pierwszy mecz będzie w Częstochowie i trzeba uzyskać jak najkorzystniejszy wynik, by u siebie zwieńczyć dzieło i zdobyć brązowy medal.

Muszę zapytać o plany na następny sezon…

Na pewno zostaje w STELMET Falubazie, bo mój kontrakt został podpisany na dwa lata. Świetny klub, który otacza mnie doskonałą opieką. I choć teraz nie poszło tak, jakbym tego chciał, to rozwój widać jednak w każdych zawodach. Na początku sezonu byłem innym zawodnikiem, niż jestem teraz, więc przejście do PGE Ekstraligi rozpatruję pozytywnie.

Ta rywalizacja formacji juniorskiej dobrze wpływa na wasz rozwój?

Na pewno. Jeśli jest to zdrowa rywalizacja, to każdemu wychodzi ona na dobre. Ważna jest również rola trenera, który musi panować nad tym, żeby ta rywalizacja nie była negatywna…

A udaje mu się to?

Myślę, że tak. Wszyscy jesteśmy poukładani, nie ma między nami złej chemii, dogadujemy się, co przełożyło się na dobre wyniki w zawodach młodzieżowych.

Na koniec muszę zapytać o podsumowanie tego sezonu w twoim wykonaniu, jako że zbliżamy się do jego końca.

Początek do zapomnienia, był naprawdę słaby, za nerwowy. Ale też czuję po sobie rozwój, w zasadzie każdym kolejnym spotkaniu notowałem progres, choć nie taki, żeby co mecz przywozić te 5-6 punktów. W sezonie 2019 przyznałbym więc sobie ocenę dobrą.

 

Błażej Kowol
Fot. Wojciech Tarchalski