Komarnicki po sukcesie Zmarzlika: Byłem tak zestresowany, że żona musiała mi przypomnieć o stymulatorze serca (wywiad)

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

Władysław Komarnicki to bez wątpienia jeden z ojców sukcesu Bartosza Zmarzlika. To właśnie były prezes Stali Gorzów odkrył przed laty talent w młodym chłopaku z Kinic. – Pamiętam jak osobiście podpisałem mu zgodę na starty na normalnym torze. Miał wtedy 13 lat. Gdyby coś mu się nie daj Boże stało, to odpowiedzialność spoczywałaby na mnie – wspomina w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl.

Jakub Keller: To głównie pan odkrył przed laty talent Bartosza Zmarzlika. Co pan czuł, kiedy zawodnik ten mijał linię mety w półfinale na pierwszej pozycji, zapewniając sobie tytuł Indywidualnego Mistrza Świata?

Władysław Komarnicki: Przyznaje otwarcie, że poleciała mi łezka po tym półfinale. Przed tym wyścigiem byłem w ogromnym stresie. Żona co chwilę mi jednak przypominała o stymulatorze serca, który lekarze zainstalowali mi w listopadzie ubiegłego roku. Trudno było jednak opanować nerwy.

Jeśli mówi pan o nerwach… Był pan w kontakcie z Bartoszem przed zawodami w Toruniu. Widać było, że presja na nim ciąży?

Właśnie nie do końca. Dzwoniłem do niego o godz. 14, przed zawodami. Był wyluzowany. Zawsze go zresztą prosiłem o to, by starał się na luzie podchodzić do zawodów.

A nie bał się pan, że Leon Madsen wyrwie mu złoty medal?

Powiem szczerze, że byłem bardzo przestraszony, bo widziałem co Leon Madsen wyrabiał na torze. Był piekielnie szybki.

Chyba nikt bliżej, niż pan, nie przyglądał się z bliska współpracy na linii Bartosz Zmarzlik – Tomasz Gollob. Ile więc, pańskim zdaniem, jest zasług Tomasza Golloba w sukcesie Bartosza Zmarzlika?

To Bartek jest mistrzem Świata, ale Tomasz Gollob odegrał w tym bardzo dużą rolę. Pamiętam jak kiedyś poprosiłem go o to, by zajął się wówczas 16-letnim Bartkiem. Na szczęście mnie posłuchał. Cieszę się także, że Bartek docenia wskazówki Tomka. Niech tylko pan spojrzy, jak Bartek zwraca się do Tomasza….

Widać, że ma do niego szacunek. Zawsze mówi mu na „pan”…

No właśnie. Powiedziałbym nawet, że to jest podwójny szacunek. Może się powtórzę, ale bardzo cieszę się, że Tomek przed laty wysłuchał mojej prośby i zajął się Bartkiem. Ten z kolei podpatrywał go niemal na każdym kroku i utożsamiał się z nim. Teraz mamy tego efekt.

Ale chyba długo Tomasza Golloba nie trzeba było namawiać do tego, by zajął się Bartoszem, bo ten praktycznie od samego początku kariery bardzo dobrze rokował i wielu widziało w nim przyszłego mistrza Świata.

To prawda. Teraz Bartek jest zawodnikiem kompletnym. Wielu chłopaków w jego wieku w głowie ma niestety przysłowiową „sodówkę”. A on był zawsze skromny. I to jest jego największa zaleta.

A jakie jeszcze zalety na początku kariery dostrzegł pan w Bartoszu Zmarzliku?

Powiem tak, kiedy jeździł na miniżużlu, to już pokazywał ogromny talent. Osobiście, jako ówczesny prezes Stali Gorzów, podpisałem mu zgodę na to, by w wieku 13 lat zaczął jeździć na dużym torze.

Dlaczego?

Żeby nie nabierał nawyków typowych dla miniżużla.

Zdawał pan sobie sprawę jak wielką wziął pan na siebie odpowiedzialność?

Żeby pan wiedział. Kiedyś zapytałem trenera Stanisława Chomskiego co będzie, jeśli, nie daj Boże, coś się Bartkowi stanie? Odpowiedział, że odpowiedzialność będzie spoczywała na mnie. Niech pan sobie wyobrazi, jaki stres przechodziłem przez te trzy lata.

To przez tę sytuację ma pan ten rozrusznik o którym pan wspominał na początku naszej rozmowy?

(Śmiech) być może cześć tego rozrusznika jest efektem właśnie tamtej decyzji.

Na co jeszcze stać pana zdaniem Bartosza Zmarzlika?

Jako 24-latek jest bardzo utytułowany, a jeszcze ma szansę na to, by nawet kilkukrotnie zostać mistrzem Świata. Będzie dostarczał nam jeszcze sporo radości. Jestem przekonany, że jeszcze niejednokrotnie będziemy dzięki niemu śpiewać na stadionach Mazurka Dąbrowskiego.

By tak się stało czeka go jednak sporo pracy…

On wie, że do sukcesu dochodzi się ciężką pracą. Widział ile pracy Tomasz Gollob musiał włożyć, by odnieść sukces. Jestem pewien, że o tym nie zapomni.

 

Jakub Keller