Kołodziejowi nie brakuje ambicji. – Cieszę się, że osiągam w miarę dobry poziom

Znakomity występ zanotował Janusz Kołodziej w starciu z Get Well Toruń. Zawodnik FOGO Unii Leszno w pięciu startach zgromadził na swoim koncie 11 punktów oraz bonus. Do kompletu zabrakło mu jedynie zwycięstwa w pierwszym biegu. – Byłem za bardzo spięty – ocenił zawodnik.

Zawody na MotoArenie nie zaczęły się dobrze dla Kołodzieja. Wychowanek tarnowskiej Unii w pierwszym biegu zaatakował po wewnętrznej Jasona Doyle’a, lecz niestety nie był w stanie opanować motocykla co spowodowało, że upadł na tor. – Byłem zbyt mocno spięty, stąd też ten upadek. To zdecydowanie był mój błąd. Przez cały mecz jeździłem na tym samym motocyklu i wszystko było dobrze. Ewidentnie brak tygodniowej jazdy zrobił swoje. Dodatkowo doszedł do tego stres i skończyło się upadkiem – odpowiada Kołodziej.  Nie wpłynęło to jednak na jego dalszą jazdę, gdyż do końca zawodów nie dał się pokonać żadnemu z przeciwników. – Wiedziałem, że wszystko jest w porządku. Dziękuje kolegom, że ominęli mnie. Przemyślałem swoje błędy i mogłem kontynuować zawody.

Przypomnijmy, że trzy tygodnie temu Janusz Kołodziej uczestniczył w bardzo groźnie wyglądającym wypadku w meczu z Falubazem Zielona Góra. Zawodnik przyznaje, że mimo upływu czasu nadal odczuwa jego skutki. – Po takich wypadkach do siebie dochodzi się miesiącami. Ja jeszcze w stu procentach do siebie nie doszedłem – wyjaśnia Kołodziej.

Mimo dolegliwości, Kołodziej na torze radzi sobie wyśmienicie, dzień po dobrym występie przeciwko Get Well rodowity tarnowianin zajął trzecie miejsce w pierwszej rundzie kwalifikacyjnej do cyklu Grand Prix 2019. Tuż pod kreską znalazł się natomiast Jarosław Hampel. – Cieszę się, że obecnie udaje mi się dochodzić do w miarę dobrego poziomu, ale dążę do tego, by osiągnąć jeszcze więcej. Mimo upływu lat ambicję mam takie same, bo chyba każdy marzy o mistrzostwie świata. Poziom w Grand Prix jest bardzo wysoki. W przeszłości zdarzało się, że nawet nie łapałem się na szprycę – wspomina Janusz Kołodziej.

Anna Trojanowska
Fot. Kamil Woldański