Kołodziej: Zdobyte punkty nie odzwierciedlają wszystkiego. Mam jeszcze trochę męczarni podczas startów (wywiad)

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

O problemach zdrowotnych, meczu w Częstochowie oraz wrażeniach po starcie w SGP na PGE Narodowym. Z Januszem Kołodziejem, specjalnie dla speedwayekstraliga.pl rozmawiał Piotr Wieszczyk.

Piotr Wieszczyk: Ostatnio pojawiło się trochę informacji na temat twoich problemów zdrowotnych. Pytanie jak to wygląda obecnie?

Janusz Kołodziej: Teraz jest już coraz lepiej, ale w dalszym ciągu to chyba jeszcze nie jest ta moc, jakiej bym oczekiwał. Trochę długo to trwa. Prawdopodobnie chyba zbyt mocno się zainfekowałem zimą. Problemy zdrowotne rozpoczęły się już podczas okresu przygotowania do sezonu. Tak naprawdę chorowałem od grudnia. Chyba nie do końca zdawałem sobie sprawę, jak będzie to dla mnie obciążające.

Podczas meczu w Lublinie rzeczywiście było widać efekty twoich problemów zdrowotnych. W Częstochowie zdobycz punktowa (10+2) i sama postawa na torze prezentowała się zdecydowanie bardzie optymistycznie. Czy można powiedzieć, że wracasz do optymalnej formy?

Zdobyte punkty nie odzwierciedlają tego wszystkiego.  Może jest ich więcej, ale to nie jest jeszcze to samopoczucie i w dalszym ciągu mam jeszcze trochę męczarni podczas startów. Nie ma się jednak co przejmować. Mam teraz przed sobą kilka dni wolnego. Będę mógł zatem nieco odpocząć i w dalszym ciągu powoli powracać do pełni zdrowia.  Oczywiście nie mogę zaniedbywać treningów, ale muszę to wszystko jakoś wypośrodkować, bo sam już się nieco pogubiłem.

Jak podsumujesz osiągnięty wynik podczas meczu w Częstochowie? Rozpędzeni goście, wręcz staranowały gospodarzy…

Jesteśmy „Bykami” i nastawiliśmy się na walkę od pierwszego biegu. Byś może swój wpływ miały też wcześniejsze informacje o zagrożeniu pogodowym. Generalnie nastawiliśmy się na to, że już na starcie musimy wypracować sobie przewagę, aby potencjalne problemy z pogodą nie odebrały nam szans na zwycięstwo. Jednym z istotnych elementów naszej wygranej w Częstochowie jest to, że mogliśmy wreszcie pojechać w pełnym składzie. Po powrocie Jarosława Hampela jesteśmy z pewnością silniejsi.

Patrząc na aktualną formę, jaką reprezentuje FOGO Unia Leszno jak myślisz, czy ktokolwiek będzie was w stanie zatrzymać w tym sezonie?

Trzeba pamiętać, że jesteśmy tylko ludźmi i w każdej chwili możemy się pogubić i popełnić błąd.

Z czego twoim zdaniem wynika tak znacząca porażka po stronie forBET Włókniarza Częstochowa?

forBET Włókniarz to bardzo dobra drużyna, która zdecydowanie potrafi walczyć i wygrywać. Myślę, że to chyba nie był dobry dzień dla nich i krótko mówiąc „wypadek przy pracy”. Czasami tak bywa. Jednym z elementów, który mógł wpłynąć na wynik w meczu była również niepewna pogoda. Kiedy rozpoczynaliśmy, było bardzo gorąco. Później te warunki pogodowe się nieco zmieniły. Zrobiło się chłodniej, a nasze motocykle się nieco wzmocniły. Myślę, że to również mogło nieco pokrzyżować plany gospodarzy.

Są tacy którzy twierdza, że następnego dnia mamy tak zwany „efekt Grand Prix”. Czy ty jako zawodnik możesz to potwierdzić?

Być może rzeczywiście coś w tym jest. W naszym zespole tylko Bartosz Smektała świetnie pojechał. Reszta z nas chciała się zrehabilitować i starała się pojechać zdecydowanie lepiej niż w Warszawie.

Jakie wnioski po twoim inauguracyjnym FIM SGP na PGE Narodowym?

Z pewnością nie jestem zadowolony z mojego występu. Niestety popełniłem zbyt wiele błędów. Miałem świetne motocykle. Tylko ja sam muszę się jeszcze podreperować w tym wszystkim.

Jakie to uczucie startować na wypełnionym po brzegi biało-czerwonym PGE Narodowym?

To jest naprawdę super uczucie. Być może pojawia się przy tym nieco więcej stresu. Sam dzień startowy wygląda zupełnie inaczej niż przed ligą. Wszędzie jest mnóstwo kibiców i cały czas coś się dzieje. Szczerze mówiąc, nie ma czasu na nic. Nawet na to, aby wyjść do toalety. Jest to jednak bardzo ciekawe doświadczenie. Ja sam staram się wyciągnąć z tego jak najwięcej radości dla mnie.

Co sądzisz o systemie kwalifikacji do przed turniejem FIM Speedway Grand Prix?

Osobiście uważam, że to jest super rozwiązanie. Z perspektywy zawodnika sam start w SGP oraz możliwość jazdy na czas, spowodowały, że przez chwilę mogłem się poczuć niemal jak w F1. A to wszystko dodawało mi dodatkowych emocji.

Jakie są zatem twoje cele minimum na GP?

Moi mechanicy mi mówią, że to powinna być minimum pierwsza ósemka. Ja natomiast podchodzę do tego wszystkiego na chłodno. Chciałbym cieszyć się jazdą, być zadowolonym ze swoich startów i nie mieć sobie zbyt wiele do zarzucenia. To będzie również dla mnie pewnego rodzaju wykładnia po całym cyklu, czy się do niego nadaję. Sam udział w walce o tytuł IMŚ daje bardzo dużo możliwości i pozwala zebrać niezwykle cenne doświadczenie.

Piotr Wieszczyk