Kolejne ciężkie zderzenie PGG ROW Rybnik z PGE Ekstraligą (podsumowanie)

Fot. Arkadiusz Siwek
Fot. Arkadiusz Siwek

Po zakończonym sezonie w PGE Ekstralidze, drużyna z Rybnika nie tylko na papierze, ale i na torze pokazała, jaka różnica dzieli jeden poziom ligowy. Mimo pozyskania zawodników, którzy mogli zrobić różnicę oraz utrzymania swoich liderów z poprzedniego sezonu, PGG ROW był w stanie zwyciężyć tylko raz – z MOJE BERMUDY Stalą Gorzów.

Przygotowania do sezonu obfitowały w spore zaskoczenia. W ostatni dzień okna transferowego kontrakt warszawski podpisał Greg Hancock, a na stanowisku trenera pojawił się świetnie wszystkim znany ze studia telewizyjnego Piotr Świderski. Obaj panowie wybrali jednak inne drogi. Ostatecznie szkoleniowcem PGG ROW-u został Lech Kędziora, a sprawę byłego mistrza świata, który odwiesił kevlar, aby poświęcić czas chorej żonie ostatecznie podsumował prezes Krzysztof Mrozek. Ta informacja nie jest dla nas wielkim zaskoczeniem, bo od początku naszych rozmów wiedzieliśmy, co w tej chwili jest dla Grega najważniejsze. Szanujemy oczywiście jego decyzję, a małżonce życzymy zdrowia – wyjaśnił.

Cała przygoda PGG ROW Rybnik w PGE Ekstralidze rozpoczęła się bardzo niepokojąco. Już w czasie treningu przed rozpoczęciem sezonu łopatkę złamał Przemysław Giera, który miał być liderem juniorów. Pierwszym rywalem rybniczan był RM SOLAR Falubaz Zielona Góra, a w składzie beniaminka pojawił się regulaminowy „gość”, Adrian Miedziński. Jednak nie pokazał on swoich pełnych możliwości, kończąc spotkanie z zerowym dorobkiem. – Na pewno wychodzi brak objeżdżenia i sytuacje torowe też są inne. Ja miałem tak naprawdę 2 treningi, gdzie potestowałem motocykle, a ten tor jest troszeczkę inny – zaznaczył żużlowiec podczas meczu.

Spotkanie zakończyło się porażką rybniczan 36:53, a dodatkowo uwypukliło problemy, które miały przyprawiać o ból głowy. Brak dobrze punktujących juniorów i seniorzy bez błysku nie pozwoliły drużynie PGG ROW-u Rybnik na nawiązanie walki o utrzymanie, a nawet na zdobycie chociażby 40 punktów. Na plus można jedynie zapisać formę Roberta Lamberta, który w dalszej perspektywie miał okazać się strzałem w dziesiątkę.

Kolejny momentem zwrotnym dla drużyny okazał się już następny mecz, który zakończył się wynikiem 58:32 dla MRGARDEN GKM Grudziądz. Świeżo wypożyczony junior, Kamil Nowacki, z trudem starał się wpasować do składu, a w ostatnim biegu miedzy Robertem Lambertem i Andzejem Lebedevsem doszło do kontaktu, który dla Łotysza zakończył się poważną kontuzją i wykluczeniem na niemal wszystkie przyszłe mecze tej edycji PGE Ekstraligi.

W serca kibiców nadzieję wlała 3. kolejka, w której to osłabiony PGG ROW Rybnik na swoim torze pokonał znajdującego się wtedy w dolnych rejonach tabeli MOJE BERMUDY Stal Gorzów. Następne 3 mecze pozwoliły jedynie potwierdzić, że zbudowany skład odstawał od reszty stawki. Przegrana w Lublinie ze zdobyczą drużynową 31 punktów, następnie porażka u siebie z aktualnym Drużynowym Mistrzem Polski, FOGO Unią Leszno do 34 punktów i pogrom do 27 punktów z BETARD Spartą Wrocław, podkreśliły braki. Wyniki odebrały także skrzydła kapitanowi PGG ROW-u, Kacprowi Worynie, który z wielkim trudem starał się dogadać ze sprzętem. Swoje świetne przygotowanie z meczu na mecz potwierdzała rewelacja sezonu – Robert Lambert, zdobywając w tych trzech spotkaniach łącznie 41 punktów. – Jestem zadowolony ze swojej dyspozycji w tym sezonie. Wiedzieliśmy, że przyjeżdża bardzo ciężki rywal. FOGO Unia Leszno to przecież mistrz Polski z zeszłego roku. Wiedzieliśmy, że będziemy męczyć się. Nie udało się wygrać, musimy pracować dalej i skupiać się na jak najlepszych występach w przyszłości – powiedział po meczu nowo wykreowany lider z Wielkiej Brytanii.

Kolejne spotkanie na rybnickim owalu z drużyną ELTROX Włókniarz Częstochowa podniosło nieco na duchu całą drużynę i kibiców, bo mimo przegranej, było widać duże zaangażowanie, a osiągnięte wtedy przez PGG ROW Rybnik 41 punktów i świetna jazda Kacpra Woryny, który zdobył wówczas 14 punktów wydawała się przebudzeniem, na który czekał cały Rybnik.

Na tym jednak pozytywy w tegorocznej PGE Ekstralidze się skończyły. Kolejne przegrane z RM SOLAR Falubaz Zielona Góra (33:57), MRGARDEN GKM Grudziądz (39:51), następnie z MOJE BERMUDY Stal Gorzów (38:52) i Motorem Lublin (38:52) były tylko wstępem prawdziwych pogromów, w których to PGG ROW Rybnik był tylko tłem. W ostatni dzień sierpnia beniaminek pojechał do Leszna, a tam FOGO Unia pokazała możliwości, miażdżąc przyjezdnych 65:25. Potem wyjątkowo na swoim stadionie, rybnicki zespół ponownie gościł ELTROX Włókniarz Częstochowa, a wynik 30:60 nie pozostawiał już żadnych złudzeń. – Chcemy jak najlepiej, coś nie wychodzi i będziemy walczyć dalej i szukać prędkości. Wszyscy próbowali i coś nie wyszło – podsumował pogrom zawiedziony Vaclav Milik.

Ostanie spotkanie fazy zasadniczej odbyło się na Gliwickiej 72, gdzie gospodarze zmierzyli się z BETARD Spartą Wrocław. Przegrana, ale w dobrym stylu mogła się podobać, natomiast w każdym spotkaniu rybniczanom czegoś brakowało, a liczba przeprowadzonych zmian z meczu na mecz nie pozwalała na stabilizację.

Trzeba zauważyć, że PGG ROW Rybnik mógł zrobić niewiele więcej, jeśli chodzi o sam skład. Na pewno problemy kapitana drużyny, Kacpra Woryny, skomplikowały uzyskiwanie dobrych rezultatów, natomiast bez przyzwoitej formacji juniorskiej nie osiągnie się sukcesu. Strzałem w dziesiątkę okazał się natomiast Robert Lambert, którego jazda obfitowała w wiele wspaniałych akcji, a zdobycz punktowa była zwykle najokazalsza. Poważne kontuzje dwóch podstawowych zawodników (Lebedevsa i Giery) to tylko potwierdzenie, że biednemu zawsze wiatr w oczy. Pozostaje jedynie wierzyć, że po zakończeniu następnego sezonu w eWinner 1. Lidze Żużlowej, powrót PGG ROW-u Rybnik do najlepszej żużlowej ligi świata będzie bardziej okazały, a kibice w końcu doczekają się składu na miarę 12-krotnego mistrza Polski.

Grzegorz Rybak