Kacper Gomólski: kiedyś musi się do mnie uśmiechnąć los (wywiad)

Niedzielny mecz pomiędzy Falubazem Zielona Góra a FOGO Unią Leszno nie zakończył się po myśli gospodarzy, którzy ulegli mistrzom Polski 38:52. Zawody w roli obserwatora oglądał z parku maszyn Kacper Gomólski, który miejsce w składzie stracił po piątkowym sparingu na rzecz Jacoba Thorssella. – Na razie jestem pogubiony, jeśli
chodzi o motocykle – wyjaśniał w wywiadzie dla speedwayekstraliga.pl.

– Na sam początek może krótki komentarz pomeczowy?
– Byliśmy dobrze przygotowani. Przez kilka ostatnich dni ciężko trenowaliśmy. W piątek odjechaliśmy sparing z drużyną z Lublina. Myślę, że pomogło to nam złapać odpowiednie przełożenia na niedzielny mecz. Niemniej jednak przyjechała do nas najmocniejsza drużyna w lidze, która na każdej pozycji ma niezwykle szybkich zawodników. Wygrywając w Zielonej Górze ponownie udowodnili, że nie bez powodu znajdują się na czele tabeli – powiedział dla speedwayekstraliga.pl Kacper Gomólski.
– Co sądzisz o sytuacji z Dominikiem Kuberą w biegu 13?
– Dominik znany jest z tego, że rzadko kiedy odpuszcza. Sama sytuacja, w której zderzył się on z Grześkiem Zengotą, nie do końca była z jego winy. Pociągnęło jego motocykl i tak właśnie powstało całe zajście. Osobiście widziałem na powtórkach, że Dominik starał się uniknąć zderzenia z Grześkiem. Szkoda, że dla niego zakończyło się to w szpitalu. Chłopak niefortunnie zahaczył o zębatkę. Trzeba jednak pamiętać, że to jest PGE Ekstraliga – tutaj nikt nie odpuszcza i trzeba ponosić tego konsekwencje. Życzę Dominikowi szybkiego powrotu do zdrowia.
– Czego twoim zdaniem zabrakło w Falubazie najbardziej? Co zdefiniowało końcowy wynik spotkania?
– Szybkość i start – nad tym zdecydowanie musimy popracować. Leszczynianie jako pierwsi wychodzili spod taśmy, a na trasie jak to na trasie – trudno o odbicie wyżej punktowanej pozycji. Było dzisiaj ciężko, ale to nie jest nasz ostatni mecz. Wciąż mamy szansę na poprawę. Jedno spotkanie u siebie i dwa wyjazdy. Musimy o te punkty zawalczyć.
– Na ten moment Falubaz Zielona Góra znajduje się na ostatniej pozycji w tabeli. Czy odczuwasz już pewnego rodzaju stres związany z aktualną sytuacją drużyny?
– Właściwie to staram się o tym nie myśleć. Wciąż mamy trzy mecze, nie wszystko jest przesądzone. Musimy się spiąć na tę ostateczną fazę rozgrywek. To nie jest tak, że dopiero teraz zamierzamy wziąć się do pracy. Każdy z nas nieprzerwanie trenuje. Kombinujemy z silnikami, przełożeniami. Ale jak widać, na ten moment szczęście nam nie dopisuje. Kiedyś musi się do nas uśmiechnąć, warto wierzyć w to do samego końca.
– Przed piątkowym sparingiem to twoje nazwisko widniało w składzie Falubazu. Jednak Adam Skórnicki zdecydował się na puszczenie w zawodach Jacoba Thorssella. Co sądzisz o tej zmianie?
– Piątkowy sparing pokazał, że Jacob jest w dużo lepszej formie niż ja. Na ten moment jestem pogubiony, jeśli chodzi o motocykle. Zresztą moja pewność siebie, z którą przyszedłem do Falubazu po udanym zeszłorocznym sezonie, gdzieś nagle wyparowała. Jeśli mam być szczery, to jest mi po prostu ciężko. Staram się, kombinuję, inwestuję tyle
pieniędzy, ile jeszcze mam, a mimo wszystko wiatr ciągle wieje mi w oczy. Mimo tego próbuję być optymistą – los musi się kiedyś do mnie uśmiechnąć. Mam nadzieję, że dostanę jeszcze szansę, aby pokazać dobrą jazdę.
– Widać po tobie, że jesteś niezwykle zdeterminowany. Masz już ułożony plan treningowy na najbliższe tygodnie?
– Chcę zostać na dłużej w Zielonej Górze. We wtorek 31.07 jadę do Szwecji. Tam będę zmuszony walczyć na tym, co aktualnie mam. Po powrocie zamierzam popracować trochęnad silnikami. Zobaczymy, jak to wyjdzie. Oby pojawiło się światełko w tunelu.

Katarzyna Olejarz
Fot. Marcin kubiak