Jeździł we Władywostoku, a do żużla podchodził „na wesoło”. Mariusz Puszakowski żegna się z torem

Pierwsze kroki stawiał na motocyklach typu „Komar” czy WSK. Do szkółki żużlowej zapisał się dopiero w wieku 18 lat. Jeździł na wszystkich szczeblach ligowych, ostatnio w Orle Łódź i KSM Krosno. Teraz postanowił powiedzieć „pas” i zakończyć karierę. W rozmowie dla speedwayekstraliga.pl Mariusz Puszakowski opowiedział o turnieju pożegnalnym, prezencie od jednego z zawodników oraz planach na przyszłość.

speedwayekstraliga.pl: Za nami pana turniej pożegnalny „Puzon Last Lap” na MotoArenie w Toruniu. Jest pan zadowolony z przebiegu oraz atmosfery jaka panowała podczas zawodów?

Mariusz Puszakowski: Miło, że kibice przyszli i mnie dopingowali. Przede wszystkim czapki z głów dla moich przyjaciół z toru, którzy przyjechali. Niektórych zabrakło, bo mieli inne sprawy. Ze wszystkiego jestem bardzo zadowolony i tutaj podziękowania dla klubu GET WELL Toruń i Adama Krużyńskiego z firmy Nice, który zadbał o wszystko. Ja za to denerwowałem się rano przed zawodami, nie mogłem spać. Było obciążenie psychiczne, bo człowiek chce, żeby jak najlepiej wypadło i ostatecznie udało się. Na początku chwilowo mieliśmy pod górkę , ale co się źle zaczyna, to dobrze się kończy.

Czy będzie pan korzystał z puzonu, który otrzymał pan w prezencie?

Raczej zawiśnie na ścianie, ale to była przemiła niespodzianka. Szymon Woźniak trafił w samo sedno. Myślę, że dla wszystkich to było zaskoczenie i uśmiech na twarzy. O takie coś mi chodziło właśnie. Tak, jak ja podchodziłem do wszystkiego na wesoło. Tutaj też mi się wszystko spodobało, a wszyscy stanęli na wysokości zadania. Po niektórych osobach nie spodziewałem się upominku, ale puchar lub statuetka się znalazły. Łza się w oku zakręciła.

Jak oceniłby pan swoją karierę?

Za szybko zleciało. Nie ukrywam, że pojeździłbym jeszcze z dwa, trzy, a może cztery sezony. Ta moja przygoda poszła nie w tą stronę przez jedną kontuzję i później następne. Głowa też zaczęła pracować inaczej. Nie będę drążył tematu i szukał dziury w całym. Decyzja zapadła, jest jak jest i tyle.

Co pan najbardziej zapamięta z całej przygody z żużlem?

Tego było bardzo wiele i nie chciałbym o niczym zapominać albo coś za długo rozpamiętywać. Przede wszystkim przygoda we Władywostoku, gdzie jeździłem przez dwa sezony, a później Stany Zjednoczone. To również ludzie, których poznałem przez te wszystkie lata. Można by było opowiadać i opowiadać.

Co teraz? Będzie pan chciał zostać blisko żużla? Czy będzie pan oglądać żużel z bocznej perspektywy?

Na ten moment nie mam sprecyzowanych planów. Obecnie jestem w trakcie kursu na instruktora sportu żużlowego. Na pewno chciałbym zostać przy żużlu oraz robić coś w tym kierunku. To nie jest tak, że z dnia na dzień coś się kończy i trzeba uciekać od tego. Żużel jest częścią mojego życia.  Nie chcę niczego deklarować. Zobaczymy, jak to się wszystko poukłada.

Sezon 2018 PGE Ekstraligi dobiegł końca. Jak pan ocenia tegoroczne wyniki? Było coś, co pana zaskoczyło?

Tutaj raczej zaskoczeń nie było. FOGO Unia Leszno była stawiana w ciemno do tytułu Drużynowych Mistrzów Polski. Formacja juniorska, czyli przede wszystkim Bartosz Smektała i Dominik Kubera robili swoje. Również w CASH BROKER Stali Gorzów fajnie się chłopacy rozwijają. To młodzież zawsze robiła różnicę. Szkoda mi GRUPA AZOTY Unii Tarnów, która próbowała walczyć, szło to w odpowiednim kierunku, jednak w końcówce sezonu przyszedł kryzys i wiemy, jak to się skończyło.

Powiedział pan, że juniorzy byli tym, co decydowało o sile zespołu. W czasie pana jazdy na poziomie ekstraligowym były takie przypadki?

Pamiętam jak jeździłem w Toruniu w 2005 roku, to nie mieliśmy może za silnego składu. Był Wiesław Jaguś, Jason Crump i ja. Mieliśmy za to Karola Ząbika i Adriana Miedzińskiego. Czasami Crump z Andy Smithem robili w pierwszym biegu wynik 3:3 lub 4:2, a oni dokładali w kolejnym 5:1, potem wynik poprawiał Jaguś. Zdarzało się na wyjazdach lub u siebie, że prowadziliśmy na początku spotkania ośmioma punktami. Wtedy rywale starali się nas dogonić. Nagle ni stąd, ni zowąd mieliśmy dobry wynik. Trochę zabrakło jednak wtedy do brązowego medalu.

W ostatnich latach do światowego żużla weszło nowe pokolenie polskich zawodników, m.in. Bartosz Zmarzlik, Maciej Janowski, Patryk Dudek, który obecnie są w czołówce stawki i walczą o medale. Czy myśli pan, że niedługo znów tytuł zdobędzie Polak i dołączy do Tomasza Golloba oraz Jerzego Szczakiela?

Tak mi się wydaje. Żyjemy w czasach, że mamy dostęp do najlepszego sprzętu i jestem pełen pozytywnej myśli, że to nastąpi. Bartosz Zmarzlik zawsze ma początek ciężki, potem jak „załapie”, to jest nie do zatrzymania. Ten żużlowiec to fenomen. Ta jego sylwetka jazdy powoduje, że ręce same składają się do oklasków. Tak samo u Patryka Dudka. Chce się oglądać taki speedway. Oni jadą, gdzie chcą oraz trzeba jechać. Robią postępy i mają już takie doświadczenie, że to kwestia czasu, kiedy sięgną po tytuł.