,,Jestem bardzo zadowolony ze swoich kolegów” – wypowiedzi ELTROX Włókniarza Częstochowa z #RYBCZE

Fot. Arkadiusz Siwek
Fot. Arkadiusz Siwek

W czwartkowy wieczór odbyło się zaległe spotkanie 6. rundy PGE Ekstraligi pomiędzy PGG ROW-em Rybnik, a ELTROX Włókniarzem Częstochowa. Nie bez problemów wygrała drużyna gości w stosunku 41:49. Na torze nie brakowało ciekawych akcji i walki o każdy punkt.

– Na pewno nie jest to szczęście dla nas, że tak długo nie jeździliśmy, ale zrobimy wszystko żeby wygrać. Wygramy dwoma, czterema, czy dziesięcioma to też dla nas dobrze. Jeżeli się chce być w play-offach, to nie można przegrywać meczów w Rybniku, przy całym szacunku dla drużyny PGG ROW-u – powiedział przed spotkaniem trener ELTROX Włókniarz Częstochowa Marek Cieślak.

Myślę, że nie jest źle. Pierwszy bieg, bardzo dobry w moim wykonaniu. W drugim swoim występie trochę zepsułem dojazd do pierwszego łuku, pojechałem za szeroko i z czwartego toru wyprzedził mnie Mateusz Szczepaniak, ale skupiam się na następnym biegu. Jest dużo ścieżek na torze i trzeba być czujnym i spoglądać, jak jadą inni zawodnicy. Ze zdrowiem u mnie już jest dobrze, w miarę ok – powiedział Jakub Miśkowiak po dwóch występach na rybnickim torze.

– To nie jest ten sam silnik, na którym jeździłem tutaj w Rybniku jakiś czas temu. Teraz używam silnika od Flemminga Graversena. W żużlu nigdy nic nie przychodzi łatwo. Podczas obchodu toru rozmawiałem z moim kolegami z drużyny. Starałem się im przypomnieć, że pomimo tego, że PGG ROW ma swoje problemy, to nadal jest to drużyna z dużym potencjałem, bardzo mocna na swoim torze, więc musimy  naprawdę się postarać by wygrać tu – podsumował swój występ Fredrik Lindgren podczas pomeczowej konferencji na antenie nSport+.

– Kilka godzin przed spotkaniem rozbolała mnie głowa, miałem coś w rodzaju migreny. Czułem się bardzo niekomfortowo. Na szczęście pomógł mi nasz fizjoterapeuta, dlatego udało mi się jakoś przetrwać to spotkanie i jazdę na motorze. Jednak nie był to mój najlepszy dzień. Na szczęście wygraliśmy to spotkanie. Jestem bardzo zadowolony ze swoich kolegów z drużyny. Wykonali świetną robotę i jestem z tego bardzo zadowolony. Mamy trochę problemów z twardymi torami, moje silniki są zbyt agresywne do tego typu torów, ale testowaliśmy coś nowego i wydaję mi się, że powoli znajdujemy rozwiązanie, jeśli chodzi o twarde tory na przyszłe starty – podkreślił Leon Madsen.

– Nie wydaje mi się, że mam reputację zawodnika, który jeździ nieczysto. Jeżdżę ostro, ale fair. Dojeżdżając do łuku zauważyłem, że jest luka. Jeśli nie wykorzystujesz tego typu wolnych przestrzeni i możliwości do wyprzedzenia innego zawodnika na torze to nie powinieneś też być dłużej żużlowcem czy kierowcą, który się ściga. Wjechałem w tą lukę, ale nie z zamiarem wciśnięcia Szczepaniaka w płot, jak to ktoś tutaj powiedział. Na pewno nie chciałem, żeby Mateusz Szczepaniak upadł. Mam nadzieję, że wszystko z nim dobrze. Kiedy wróciłem do parku maszyn zostałem zaatakowany przez kilka osób z rybnickiej drużyny. Kacper Woryna użył w stosunku do mnie słów, które nie nadają się do cytowania w telewizji. Starałem się jednak pozostać spokojny. Kiedy sytuacja  trochę się uspokoiła podszedłem do prezesa Mrozka, aby wytłumaczyć pewne rzeczy. Chciałem też porozmawiać ze swoim byłym trenerem z Częstochowy, Lechem Kędziorą. Teraz wszystko jest wyjaśnione i jest znowu dobrze, ale nie chce by ludzie pisali jakieś głupoty na mój temat. Kiedy wróciłem do parku maszyn to nie ja byłem agresywny. Jeśli chodzi o decyzję sędziego to nie muszę się z nimi zgadzać, ale zawsze je akceptuje – podsumował sytuację związaną z wykluczeniem w biegu 13. Leon Madsen.

Rafał Borek