Janusz Ślączka o Breumie Ankersenie: dostanie jeszcze szansę

Fot. Marcin Karczewski

W piątkowy wieczór FOR NATURE SOLUTIONS APATOR Toruń pokonał w derbowym spotkaniu ZOOLESZCZ GKM Grudziądz 56:34. Gospodarze praktycznie od początku meczu prowadzili i nawet przez chwile ich zwycięstwo nie było zagrożone. Wśród gości najlepsze wrażenie po sobie pozostawili Przemysław Pawlicki, Krzysztof Kasprzak i Frederik Jakobsen. – Nie da się zastąpić Nickiego Pedersena – mówił po meczu w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl szkoleniowiec żółto-niebieskich – Janusz Ślączka.

W drużynie prowadzonej przez Janusza Ślączkę tylko trzech zawodników podjęło walkę z podopiecznymi Roberta Sawiny. Pod nieobecność Nickiego Pedersena w składzie gości pojawił się Emil Breum Ankersen, który bardzo dobrze radzi sobie w rozgrywkach U24 Ekstraligi. 20-letni Duńczyk w piątek dostał aż cztery szanse na zaprezentowanie się publiczności na Motoarenie. – Nie najlepiej czuł się Norbert Krakowiak i należało kimś te dziury łatać. Dałem więc szansę Emilowi Breumowi – tłumaczył Ślączka w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl. – Chciałem go sprawdzić, a ten mecz nie układał się dla nas dobrze. Trudno byłoby go ocenić, gdyby przyjechał i dostał tylko jeden bieg. Chciałem również, aby też poznał, jak jest w PGE Ekstralidze – mówił.

Duńczyk w piątek zdobył dwa punkty, ale jak przyznał menedżer ZOOLESZCZ GKM-u, nie był to najgorszy debiut. – Na torze nie wyglądało to najgorzej, ale za ładną jazdę nie ma punktów. Trzeba jechać dobrze od startu do mety. Liga jest bardzo trudna i Emil się o tym przekonał. Jest to młody chłopak i w polskiej lidze jeździ dopiero od tego roku, a w Toruniu jeszcze chyba nigdy nie startował. Trudno go już ocenić. Na pewno dostanie jeszcze szansę – zapowiedział Ślączka.

Kibice żółto-niebieskich na pewno liczyli na dużo lepszy występ Norberta Krakowiaka, który świetnie zaprezentował się w poprzednim meczu w Grudziądzu. Tym razem jednak Krakowiak pojawił się na torze zaledwie dwukrotnie, zdobywając tylko jeden punkt. – Norbert nie najlepiej czuł się po upadku w Lesznie (podczas zawodów U24 Ekstraligi – dop. red.), dlatego nie chciałem go więcej eksploatować – tłumaczył trener grudziądzan.

Wśród gości w piątek najlepiej spisywali się Przemysław Pawlicki i Krzysztof Kasprzak. – Dobre spotkanie pojechał też Frederik Jakobsen – zwrócił uwagę Janusz Ślączka. Jakobsen na swoim koncie zapisał dziewięć punktów i dwa bonusy. – Na pewno nie można mu odmówić woli walki. To jego pierwszy sezon w PGE Ekstralidze, więc ta zdobycz punktowa również była dobra – dodał.

Grudziądzanie indywidualnie wygrali w Toruniu tylko trzy wyścigi. Również w tych biegach odnieśli zwycięstwa drużynowe. To właśnie brak wygranych biegów był największą bolączką żółto-niebieskich. – Brakowało indywidualnych zwycięstw, ale nie da się zastąpić Nickiego Pedersena. Gdyby był z nami Duńczyk, to ten wynik na pewno byłby inny – powiedział Ślączka.

Goście mieli trudności z odczytaniem warunków panujących na toruńskim torze. Jednak trener Ślączka nie tłumaczył tym porażki swojej drużyny. – Tor trochę się odsypywał, ale czy był mocno przyczepny? Myślę, że na sparingu przed sezonem było dużo bardziej przyczepnie. Gospodarze byli w tym meczu po prostu lepsi i trzeba im pogratulować – wyjaśnił.

Przegrana w Toruniu bardzo mocno skomplikowała sytuację w tabeli ZOOLESZCZ GKM-u Grudziądz. Czy awans do fazy play-off wydaje się być coraz mniej realnym scenariuszem? – Prawdziwy sportowiec walczy do końca. Czy to nam się uda? Zobaczymy na koniec sezonu – zakończył Janusz Ślączka.

 

Kamil Rychlicki