Janusz Kołodziej: W pewnym momencie gdzieś się pogubiliśmy

Fot. Patryk Kowalski

FOGO UNIA Leszno poniosła trzecią domową porażkę z rzędu. Dobre zawody zaliczył za to Janusz Kołodziej, który wywalczył 12 punktów i zanotował tylko jeden słabszy wyścig. Po meczu kapitan leszczynian przyznał, że zespół się pogubił.

Spotkanie z ZIELONA-ENERGIA.COM WŁÓKNIARZEM Częstochowa było dla FOGO UNII Leszno istotne. Zwycięstwo pozwoliłoby uniknąć starcia ze zwycięzcą rundy zasadniczej – MOTOREM Lublin. Gospodarze długo pozostawali w walce o triumf, jednak trzy podwójne zwycięstwa częstochowian zburzyły marzenia o komplecie punktów.

Janusz Kołodziej był jednym zawodnikiem leszczynian z dwucyfrową zdobyczą, ale także jemu do dorobku wkradło się zero. Czterokrotny Indywidualny Mistrz Polski w 9. biegu przyjechał do mety za Bartoszem Smektałą i Leonem Madsenem. Wyjątkowo był to pierwszy wyścig po równaniu nawierzchni. – W pewnym momencie gdzieś się pogubiliśmy. Było też przesunięte równanie toru i ono nam trochę poprzestawiało. Później deszcz, ale właściwie wtedy to już było po meczu. Po opadach było trudno o ściganie. Decydował głównie start – tłumaczył po meczu.

Po przerwie spowodowanej opadami deszczu, Kołodziej zanotował dwa indywidualne zwycięstwa, a gospodarzom udało się nieco zmniejszyć straty. Wynik mógł być ciut lepszy, ale upadek w 15. biegu zaliczył Jason Doyle. – Szkoda Jasona, bo jechał chwilę na drugiej pozycji, ale no nie udało się. Jak jechałeś z tyłu, to nic nie widziałeś i trudno było cokolwiek zrobić – zaznaczył żużlowiec.

Tor po deszczu był bardzo wymagający, a materiał mokry i ciężki. Niektórzy zawodnicy wykorzystali wszystkie zrywki z gogli i decydowali się na zdjęcie okularów. – Piotr Pawlicki i Kacper Woryna zrzucali gogle, bo nic nie widzieli. Lepiej mieć tam jakieś uderzenia w oczy, niż w ogóle nic nie widzieć – wyjaśniał trudy jazdy w mokrych warunkach kapitan FOGO UNII Leszno.

W ostatnim czasie Kołodziej spisywał się ciut słabiej, a wpływ na jego formę z pewnością miały upadki w środkowej fazie sezonu. 28-latek zrobił sobie krótką przerwę i nie czuje już żadnego dyskomfortu. – Tak, wszystko jest już w porządku. Dużo dała mi przerwa. Dobrze się czuję. Porażka skazała leszczynian na walkę z MOTOREM Lublin. W rundzie zasadniczej PGE Ekstraligi biało-niebiescy zupełnie nie poradzili sobie z owalem przy Alejach Zygmuntowskich i przegrali 32:58. Jeśli chcą awansować, to muszą się znacznie poprawić. – Zbyt wybitnie to mi ten tor nie pasuje. To będzie druga szansa na wyjazd do Lublina. Mamy notatki z wcześniejszych zawodów i teraz będziemy to wszystko odrabiać, żeby jak najlepiej przygotować się do spotkania – zakończył Janusz Kołodziej.

Joachim Piwek