JANUSZ KOŁODZIEJ W OGNIU KIBICOWSKICH PYTAŃ

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

Ambitny, pracowity, skromny, lubiany. Tak w skrócie można opisać Janusza Kołodzieja. Zawodnika FOGO Unii Leszno przepytali kibice w akcji #zapytajKoldiego zainicjowanej przez Marcina Glapiaka, jednego z Ambasadorów PGE Ekstraligi z Leszna, przeprowadzonej na jednym z portali społecznościowych.

Dla Janusza Kołodzieja sezon 2018 był czwartym sezonem spędzonym w Lesznie i trzecim, który zakończył złotym medalem DMP. Porównując zdobyte mistrzostwo w 2010 r. i 2018 r. oraz o zmiany na przestrzeni tych lat odpowiedział: – Trochę się zmieniło. Z perspektywy zawodnika i czasu sport ten stał się bardzo perfekcyjny. Mowa tu o ustawieniach motocykla, praktycznie nie możesz się w ogóle pomylić. Ogromny wpływ na to ma też w tym czasie wydech. Ta zmiana sprawiła, że silniki muszą być teraz trzy razy częściej serwisowane, a części od 2010 poszły w górę dwukrotnie. Ale za to mamy więcej relacji telewizyjnych co jest dużym plusem dla kibiców jak i zawodników.

Podczas pierwszej przygody z leszczyńskim klubem żużlowiec szybko stał się ulubieńcem kibiców. Teraz kiedy powrócił po kilku latach sam był ciekawy ich reakcji? – Byłem ciekaw jak zareagują kibice ale nie rozmyślałem nad tym za bardzo. Gdy będę zdobywał jak najwięcej punktów i nasza drużyna wygra to każdy będzie zadowolony i ja też – stwierdził Janusz Kołodziej.

W zakończonym sezonie Janusz Kołodziej często był zawodnikiem doparowym i jeździł w parze z Jarosławem Hampelem. Jednak z tego powodu nie narzekał tylko szczerze odparł: – Wiadomo, że każdy chce mieć jak najlepszy numer i być prowadzącym parę, ale ktoś musi przecież jechać na tych mniej korzystnych numerach. Ja lubię wyzwania i numer 12 w sumie mi odpowiada. Z Jarkiem może nie zawsze się rozumiemy na torze ale na pewno potrenujemy jeszcze na tym elementem.

Kibice pytali również o sprawy mentalne, gdyż powszechnie wiadomo, że sport żużlowy to bardzo stresujący sport i Janusz Kołodziej ma swoje sposoby na rozładowanie stresu. – Staram się uspokajać na różne sposoby ćwiczeniami, wizualizacją, grami PC. Po prostu staram się wyluzować, a nie pompować.

Ponadto sezon żużlowy nie zawsze jest kolorowy i zawodnicy w trakcie sezonu miewają większe i mniejsze kryzysy. Wtedy zawodnicy szukają pomocy wśród przyjaciół lub specjalistów. Janusz Kołodziej ma na to swoje sposoby. – Zazwyczaj staram się radzić sobie sam, bo to przecież jest we mnie i mój problem, ale wiem też, że w tych momentach mogę liczyć na wielu ludzi. W tym roku złapał mnie kryzys pod koniec sezonu i drużyna Unii Leszno mnie z niego wyciągnęła – odpowiedział zawodnik.

Sezon 2018 to pasmo sukcesów. Złoto DMP, brąz IMP. Do tego należy dorzucić awans do Grand Prix, a tam jakie ma oczekiwania? – Chcę jeździć jak najlepiej. Tylko poza mówieniem trzeba to jakoś wykonać. Pracuje nad sobą i naprawdę mi zależy. Ale jak będzie przekonamy się dopiero w przyszłości.

Kibice byli także ciekawi wspomnień z Tarnowa i czasów gdy w Unii jeździli Tony Rickardsson i Tomasz Gollob. – Gdy byłem młodym zawodnikiem, nasz klub był biedny to marzyłem żeby nasz klub się podniósł, a w naszej drużynie jeździli właśnie ci zawodnicy. Minęło kilka lat i okazało się, że te moje marzenia właśnie się spełniły. Byłem bardzo szczęśliwy i bardzo dobrze wspominam ten czas. Przy okazji padło pytanie o powrót do Unii Tarnów. Janusz Kołodziej odpowiedział bardzo dyplomatycznie. – W FOGO Unii Leszno mam 2-letni kontrakt więc w tym czasie na pewno nic się nie zmieni. A co dalej się wydarzy? Tego nie wie nikt, nawet wróżbita Maciej – podsumował Kołodziej.

Wśród pytań oczywiście nie mogło zabraknąć takich związanych z odżywianiem. Jaki jest ulubiony obiad zawodnika? – Tradycyjna polska kuchnia czyli schabowy, ziemniaki, kapusta. Do tego dochodzi kultowa zielona herbata. Tak, jak pije herbatę to najczęściej zieloną – doprecyzował Janusz Kołodziej.

Jako, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia Janusz Kołodziej planuje spróbować świątecznych potraw. – To są w sumie moje jedyne porządne święta w roku i to jeszcze po sezonie więc zawsze mam założenie, że zjem ile popadnie, ale w rzeczywistości mój obkurczony żołądek jednak ma małą przepustowość i niestety wiele nie przerobi – zaznaczył nasz rozmówca.

Janusz Kołodziej został nawet zapytany o to, kim chciałby być przez 24 godziny. To pytanie chyba zaskoczyło naszego bohatera ale z uśmiechem odpowiedział. – Kurcze nie wiem… ale takim psem to bym mógł być te 24 godziny, bo bym sobie porządnie pobiegał i poszczekał – zakończył z radością.

Marcin Glapiak