Janusz Kołodziej: Mam nadzieję, że są we mnie jeszcze jakieś rezerwy

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

Jeden z liderów FOGO Unii Leszno, stały uczestnik cyklu FIM Speedway Grand Prix, ulubieniec trybun nie tylko leszczyńskich, dobrze ocenia swoją obecną formę i zapowiada walkę w PGE Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostwach Ekstraligi.

FOGO Unia Leszno wygrała kolejny mecz (57:33) i zdobyła kolejny bonus. Atmosfera w zespole po meczu była też jak zwykle dobra, a do zawodników ustawiały się kolejki ludzi chcących zamienić kilka słów lub zwyczajnie przybić „piątkę” i podziękować za walkę. Jednym z tych zawodników był Janusz Kołodziej, zdobywca 9 pkt w czterech startach w meczu z forBET Włókniarzem Częstochowa i autor dobrej, widowiskowej jazdy. Popularny zawodnik zdaje się być nareszcie w swojej dobrej formie, ale płynie w nim krew prawdziwego sportowca. – Staram się nie skupiać aż tak bardzo na tym, są lepsze i gorsze starty. Teraz wydaję mi się, że jest dobrze, ale każdy chce jak najlepiej i mam nadzieję, że są we mnie jeszcze jakieś rezerwy – powiedział Kołodziej w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl.

Janusz Kołodziej po bardzo dobrych trzech biegach, w wyścigu 13. mimo bardzo dobrego startu, do mety dojechał jako trzeci. – Chyba trochę źle rozegrałem pierwszy łuk. Mój motocykl był już nieco słabszy i nie mogłem z zewnętrznej napędzić się tak, jakbym tego chciał. Fredrik Lindgren to wykorzystał, Emil Sayfutdinov też był szybki. Walczyłem, dojechałem jako trzeci i zdobyłem dla drużyny jeden punkt – zaznaczył.

W ostatniej gonitwie dnia, w biegu nominowanym w miejsce Janusza pod taśmą startową stanął świetnie spisujący się w meczu junior gospodarzy, Bartosz Smektała. – Jesteśmy drużyną. Bartoszowi bardzo dobrze szło w zawodach i zasłużył żeby pojechać w ostatnim biegu – tłumaczył żużlowiec.

Stały uczestnik cyklu FIM Speedway Grand Prix chętnie wraca do swojego wielkiego sukcesu jakim był triumf w Grand Prix w Pradze. – Po wyścigu finałowym bardzo się cieszyłem i zauważyłem, że na trybunach wszyscy kibice bili mi brawo i cieszyli się z mojego zwycięstwa bez względu na to, jakie mieli barwy czy koszulki wspierające poszczególnych zawodników. Myślałem, że to oczy mi szwankują, to było niesamowite uczucie – wyjaśnił Kołodziej.

Jak buduje się taki szacunek wśród kibiców? – Ciężko mi powiedzieć i chyba trzeba zapytać o to kibiców. Natomiast mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy, że tak jest. Nigdy mi nie podobało się, jak inni zawodnicy robili dziwne ruchy w stosunku do klubów, czy to swoich, czy obcych. Ja zawsze pilnowałem, żeby nie zejść na tą drogę – powiedział nasz rozmówca.

Już 12 lipca na torze w Gdańsku rozegrane zostaną kolejne PGE Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi. Wystartuje w nich Janusz Kołodziej, który w ostatnich latach nie notował zbyt spektakularnych wyników w tych zawodach. Jak będzie w tym roku? – Zawsze miałem problem z dopasowaniem się do toru w Gdańsku. Mam wrażenie, że ciągnie się za mną to i stąd te słabe wyniki. Chciałbym to w tym roku przełamać, ale życie pokaże jak będzie – zakończył zawodnik w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl.

Kibice zapytani za pośrednictwem mediów społecznościowych za co lubią i szanują Janusza Kołodzieja odpowiedzieli, że jest sympatycznym, szczerym, pogodnym i kulturalnie wypowiadającym się sportowcem. Człowiekiem, który nigdy nie tworzy dystansu, nie odmawia rozmów, autografów czy zdjęć. Kibice doceniają jego widowiskową jazdę, przy jednoczesnym byciu dżentelmenem na torze. Janusz to stabilny, pewny zawodnik. Niezaprzeczalne jest poczucie humoru i wierność FOGO Unii. Fani wspominają jego sukcesy zarówno indywidualne, jak i te drużynowe z Orłem na piersi, oraz fakt że pomimo tych sukcesów pozostał sobą. Jednym słowem podsumowują też, że za całokształt.

Marta Sobera