Janowski: Nie byłem pewien, czy mogę wrócić do ścigania (wywiad)

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

O powrocie do ścigania po kontuzji, roli kapitana i wsparciu dla drużyny, zwycięstwie po 13 latach w Częstochowie oraz o powrocie do FIM Speedway Grand Prix, z Maciejem Janowskim specjalnie dla speedwayekstraliga.pl.

Piotr Wieszczyk: Na początek chciałem cię zapytać o twoje zdrowie?

Maciej Janowski: Z dnia na dzień jest coraz lepiej. Powoli wracam. Dużo rehabilitacji. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, aby doprowadzić rękę do pełnej sprawności, ale na motocyklu już mogę jeździć.

W meczu z forBET Włókniarzem zdobyłeś 11 punktów plus bonus. Można powiedzieć, że prawie nie było widać śladów po kontuzji. Jak się czułeś na motocyklu?

Jeszcze odczuwam efekty po kontuzji. Czuję dyskomfort, jak jadę na motocyklu. Nie jest to jednak taki ból, który przeszkadza mi w jeździe.

Większość kibiców niemal do samego końca zastanawiała się, czy wystartujesz w meczu przeciwko forBET Włókniarzowi Częstochowa. Czy była to już wcześniej planowana decyzja, czy też może nagły zwrot i determinacja do wsparcia drużyny?

Nie byłem pewien, czy już mogę wrócić do ścigania. Dopiero dzień przed meczem z forBET Włókniarzem miałem okazję pierwszy raz potrenować. Tak naprawdę po treningu była już decyzja o moim starcie.

Podczas meczu przeciwko GET WELL Toruń nie mogłeś sam wystartować. Wspierałeś jednak bardzo mocno swoją drużynę, wypożyczając swój sprzęt oraz swoich mechaników. Skąd taka decyzja?

Niektórzy z zawodników mieli taką potrzebę i ja o tym też wiedziałem. Po prostu czułem, że trzeba pomóc całej drużynie.

Koledzy z twojej drużyny bardzo mocno to doceniają. Twierdzą, że niewielu kapitanów zdecydowałoby się na tak szerokie wsparcie. To z pewnością buduje super klimat w zespole?

Trzeba sobie nawzajem pomagać. Nie ma znaczenia czy ktoś jest kapitanem, czy nie. Liczy się wynik całej drużyny. Chłopacy wybrali mój sprzęt. On im bardzo mocno pomógł. Mnie pozostaje się jedynie z tego powodu cieszyć. Ogólnie były to dla nas super zawody, które dodatkowo wzmocniły naszego ducha zespołu.

Mecz w Częstochowie na skutek wniosku gospodarzy miał zniesiony status zagrożonego. Gospodarze mogli zatem przygotować tor „po swojemu”. Pytanie jak ty oceniasz warunki torowe?

Tor był naprawdę ok. Bardzo fajny do jazdy. W Częstochowie zawsze dobrze się jeździ. Dużo różnych ścieżek. Chociaż czuć było, że spadło na niego wcześniej dużo deszczu.

Z jakimi założeniami przyjechaliście do Częstochowy?

Jak zwykle do każdego meczu przystępujemy z założeniem, że chcemy wygrać. Nie inaczej było tym razem. Pamiętajmy jednak, że forBET Włókniarz to bardzo silny zespół. Walka o punkty w Częstochowie zawsze była dużym wyzwaniem. Cieszę się że po 13 latach udało nam się wywieźć 2 punkty.

Zostałeś wybrany przez kibiców Rajderem Meczu. Blisko 47% kibiców głosowało na ciebie. Jak przyjmujesz tego typu wyróżnienia?

Może to było z litości? (śmiech). Bardzo dziękuję wszystkim kibicom za oddane na mnie głosy. Cieszę się, że się podobało. Fajnie, że są takie wyróżnienia, ale nie podniecam się tym nad wyraz.

Kiedy wracasz do GP? Czy to już w kolejnej edycji Grand Prix Słowenii w Krško?

Tak. Jak najbardziej. Mam nadzieję, że już wtedy będzie wszystko ok. Przez kolejny tydzień mam jeszcze intensywną rehabilitację, wiec wierzę że będzie w porządku.

A jakie cele sobie stawiasz na tegoroczne FIM SGP?

Na razie to chciałbym przede wszystkim tam dojechać i wystartować w pełni sił.

Piotr Wieszczyk