Jacek Ziółkowski po meczu w Toruniu: Mieliśmy sporo pecha. Trzeba było kombinować

Fot. Marcin Karczewski

MOTOR Lublin został przyparty do ściany po pierwszym półfinałowym meczu na Motoarenie. – Mam nadzieję, że limit pecha wyczerpał się przynajmniej do niedzieli – zaznaczył Jacek Ziółkowski, menedżer lubelskiego zespołu.

Jakub Keller (speedwayekstraliga.pl): Jest pan zadowolony z wyniku, którego wywozicie z Torunia?

Jacek Ziółkowski (menedżer MOTORU Lublin): Przegraliśmy, a my zawsze chcemy wygrywać. Było pechowo. I to zanim tak naprawdę wszystko się zaczęło. Później musieliśmy kombinować.

Analizował już pan upadek Mikkela Michelsena podczas próby toru? Co tam dokładnie się stało?

Odciążył motocykl, pociągnęło go i upadł na plecy. Motor uderzył go ponadto w stopę, powodując uraz.

Mikkel Michelsen został przez kibiców wybrany Rajderem Meczu. Pana zdaniem to słuszny wybór? Czy jednak zasłużył na to ktoś inny? Na przykład Dominik Kubera?

Moim zdaniem to odpowiedni wybór. Mikkel wygrał dwa biegi, jadąc z urazem nogi. Trzeba to docenić. Warto podkreślić, że w 14. biegu zatarł mu się silnik. A kto wie, jak by mu poszło, bo dobrze puścił sprzęgło spod taśmy.

Wygląda na to, że miał wyjątkowo sporo pecha tego dnia?

Mam nadzieję, że limit się wyczerpał. Przynajmniej do niedzieli.

Mateusz Affelt przywozi pierwsze punkty w karierze pokonując dwa razy Mateusza Cierniaka, notabene lidera klasyfikacji przejściowej IMŚJ. Jest pan rozczarowany postawą swojego juniora?

Przyznam, że nie spodziewałem się, że Cierniak dwa razy przegra z Affeltem. Młodemu zawodnikowi z Torunia natomiast pogratulowałem występu. Dobrze się spisał.

Po kontuzji Mikkela Michelsena przeszło panu przez myśl, żeby dać szansę Fraserowi Bowesowi?

Nie, nie było takiej możliwości.

Torunianie zaskoczyli torem?

Tor był przyczepny. Trudny, ale do walki. Można było na nim jeździć i się ścigać. Zawodnicy wykręcali bardzo dobre czasy.

Ale chyba pod koniec pogubiliście się z ustawieniami?

Musieliśmy wzmocnić motocykle, ale pod koniec meczu nie było już aż tak przyczepnie. Torunianie lepiej to odczytali, ale zazwyczaj gospodarzom jest łatwiej dopasować się do własnej nawierzchni.

Sporo waszych kibiców przyjechało do Torunia. Było czuć ich wsparcie w parkingu?

Oczywiście. Dziękujemy, że nie tracą w nas wiary nawet kiedy zdarzają nam się porażki. To dla nas bardzo ważne, że są z nami na dobre i na złe.

 

Jakub Keller