Jacek Frątczak: czy stać mnie, aby podjąć to ryzyko?

Fot. Michał Szmyd
Fot. Michał Szmyd

GET WELL Toruń pokonał CASH BROKER Stal Gorzów 55:35 w meczu XIV kolejki PGE Ekstraligi. Oprócz zwycięstwa, torunianie zdobyli również punkt bonusowy za lepszy bilans w dwumeczu (90:89). Taki wynik sprawia, że drużyna prowadzona przez Jacka Frątczaka ma jeszcze szanse na awans do fazy play-off. Wszystko rozstrzygnie zaległy mecz pomiędzy forBET Włókniarzem Częstochowa a MRGARDEN GKM Grudziądz. – Świetnie, że jest widowisko, pokaz mocy, ale co z tego, jeżeli nie mamy wpływu na to, co się wydarzy w Częstochowie – zaznaczył sternik toruńskiej drużyny.

Ostatni mecz rundy zasadniczej przyniósł niespodziewane rozstrzygnięcie. O ile GET WELL był faworytem spotkania na MotoArenie, to wydawało się, że punkt bonusowy wywiezie zespół z Gorzowa. Ostatecznie trzy punkty zostały w Toruniu, a taka sytuacja daje nadzieje gospodarzom na jazdę w fazie play-off. Menedżer Jacek Frątczak uważa, że jego podopieczni nie mogą zrobić już nic więcej, tylko czekać na wynik spotkania częstochowian z grudziądzanami.

Muszę zebrać myśli, bo już to kiedyś przeżywałem. Gdyby nie zdarzenia z Zielonej Góry, to nie byłoby mnie w Toruniu. Przeżyłem fantastyczne chwile na tamtym stadionie. Chodzi głównie o zwycięstwa, wygrywanie i medale. Świetnie, że jest widowisko, pokaz mocy, ale co z tego, jeżeli nie mamy wpływu na to, co się wydarzy w Częstochowie – powiedział Frątczak.

Przyzwoity występ w meczu z CASH BROKER Stalą zaliczył Igor Kopeć-Sobczyński. Toruński młodzieżowiec zdobył 4 punkty w trzech startach, a dodatkowo wprowadził kibiców w euforię, wyprzedzając na ostatnich metrach Martina Vaculika w 12. biegu. – Podsumuje to jednym słowem – cierpliwość. Ważna jest tylko praca. Ja wiem, na co stać Igora. Czekałem tylko na moment, w którym to „odpali”. Wiem, ile pracy i środków finansowych w to wkładamy. To musiało zaprocentować – wyjaśnił menedżer GET WELL.

Wielkimi krokami zbliża się zakończenie sezonu 2018. Mimo, że przed torunianami widnieje możliwość jazdy w play-offach, to już powoli myśli skierowane są na przyszły rok. Jacek Frątczak nie podejmował jeszcze żadnej decyzji odnośnie przyszłości i skupia się na przemyśleniu wszystkich spraw. – Uważam, że jestem jeszcze coś winny Toruniowi, ale z drugiej strony poziom stresu pracy tutaj i jej ciężar tego był na tyle duży, że rzeczywiście trzeba usiąść w domu z żoną, w firmie i poukładać te wszystkie kwestie. Faktycznie pytanie jest takie, czy jeszcze stać mnie, aby podjąć to ryzyko? – zakończył menedżer.

Kuba Łączkowski