Inna nawierzchnia w Grudziądzu? Pawlicki: tu nie ma żadnego tłumaczenia

Fot. Łukasz Trzeszczkowski
Fot. Łukasz Trzeszczkowski

MRGARDEN GKM Grudziądz przegrał w spotkaniu 12. rundy PGE Ekstraligi ze STELMET Falubazem Zielona Góra 44:46. Była to pierwsza porażka podopiecznych Roberta Kempińskiego przed własną publicznością w tym sezonie. Wynik piątkowego meczu mocno skomplikował sytuację żółto-niebieskich w walce o awans do fazy play-off. – Spędziliśmy sporo czasu na treningach, aby te motocykle grały jak najlepiej – powiedział po meczu Przemysław Pawlicki w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl.

Zrobić kolejny krok do fazy play-off – taki był cel MRGARDEN GKM-u Grudziądz przed piątkowym pojedynkiem ze STELMET Falubazem Zielona Góra. Goście skutecznie pokrzyżowali plany miejscowym i zgarnęli do tabeli całą pulę. Kibice z pewnością zauważyli, że nawierzchnia przy Hallera 4 nie była tą samą, która pozwalała na walkę przy samej bandzie. Jedną z przyczyn mogły być prace torowe, które przeprowadzono podczas wakacyjnej przerwy. – Tor był trochę inaczej przygotowany niż zawsze, może również z tego względu, że ostatnio na tor zawitała równiarka, która miała wyrównać te nierówności, które mieliśmy na prostej – zdradził po meczu Przemysław Pawlicki.

Wychowanek FOGO Unii Leszno zapisał na swoim koncie zaledwie dwa punkty, jednak nie zrzuca winy na przygotowanie toru. – Tor był taki sam dla wszystkich. „Nie kleiła” zewnętrzna, to powinno nam „kleić” po krawężniku, więc tu nie ma żadnego tłumaczenia. Byliśmy w tym meczu słabsi. Zielonogórzanie byli super spasowani i pokazali, że byli na naszym torze lepsi od nas – powiedział zawodnik w rozmowie dla speedwayekstraliga.pl.

Po wyjazdowej wygranej MRGARDEN GKM-u w Toruniu wydawać się mogło, że ciężko będzie zatrzymać drużynę Roberta Kempińskiego w drodze do upragnionej czwórki. Przegrana ze STELMET Falubazem była jednak drugą z rzędu po wakacyjnej przerwie. – To był ponad miesiąc przerwy od jazdy na naszym torze. Może i to też jest małą przyczyną tego, że nie byliśmy tutaj najszybsi – szukał przyczyny słabszej postawy Pawlicki. – Przygotowywaliśmy się jednak do tego meczu jak do każdego innego. Spędziliśmy sporo czasu na treningach, aby te motocykle grały jak najlepiej. Niestety nie wyszło – mówił wyraźnie rozczarowany.

Gdyby grudziądzanom udało się pokonać drużynę Adama Skórnickiego, to z pewnością znaleźliby się w dużo bardziej komfortowej sytuacji. Nadal jednak wszystko jest w rękach gospodarzy piątkowego spotkania. – Każda przegrana oddala drużynę od sukcesu. Teraz trzeba myśleć o tym, aby jak najlepiej pojechać w Częstochowie i przywieźć stamtąd trzy punkty. Na tym się teraz musimy skupić – powiedział Pawlicki. – Na większości torów czuję się dobrze. Nie ma w Polsce toru, na którym czułbym się źle – odpowiedział zawodnik zapytany o obiekt w Częstochowie. – Wiadomo jednak jak to jest. W Grudziądzu na torze również czuję się bardzo dobrze, a tym razem nie poszło, jakby się tego chciało. Jeżeli uda się dwa najbliższe spotkania wygrać za trzy punkty, to będziemy w fazie play-off – zakończył.

 

Kamil Rychlicki