Ilona Termińska: Kibicowanie ma się we krwi (wywiad)

Fot. Wojciech Tarchalski, materiał archiwalny
Fot. Wojciech Tarchalski, materiał archiwalny

O początkach w żużlu, czy jest ciężko w tym sporcie i jakie to uczucie być prezesem klubu żużlowego. W rozmowie dla speedwayekstraliga.pl Ilona Termińska z EWINNER APATORA Toruń w cyklu wywiadów z kobietami żużla.

Paulina Wiśniewska (speedwayekstraliga.pl): W żużlu działa niewiele kobiet i pani jest jedną z nich. Jak się pani czuje w tym świecie, uznawanym za męski sport?

Ilona Termińska (eWinner Apator Toruń): To może tak wyglądać na pierwszy rzut oka, lecz kobiet w żużlu jest dużo. Być może wynika to z tego, że ich po prostu nie widać. Prezesem klubu żużlowego jestem tylko ja, natomiast bardzo dużo kobiet pracuje w czasie przygotowań do sezonu, a później w sprawach organizacyjnych. Wystarczy spojrzeć na nasz klub. U nas przeważają kobiety. Dyrektorem klubu jest Joanna Sikorska, a w marketingu pracuje Monika Kmieć, także naprawdę super. W trakcie meczu kobiety podejmują różne zadania funkcyjne, więc to nie jest tak, że tylko ja w tym żużlu jestem.

Spotkała się pani z jakimiś stereotypami, że kobieta nie powinna pracować w żużlu, bo czegoś nie wypada? Co kobieta może wiedzieć o żużlu i wiele innych…

Nie przypominam sobie takich sytuacji. Niemniej uważam, że człowiek uczy się całe życie. Wszystkiego można się nauczyć, jeśli człowiek jest otwarty na przyswajanie wiedzy i na informację, którą się podaję. Wystarczy odpowiednio wszystko przeanalizować.

Jest pani prawdziwą bizneswoman w tym świecie. Trudno nią być w żużlu?

Prowadzimy z mężem szeroką działalność, ale nie ujęłabym tego w ten sposób.

Właściwie jak to się stało, że trafiła pani do tego świata i skąd miłość do żużla?

Mieszkamy w Toruniu, gdzie kibicami żużlowymi są prawie wszyscy mieszkańcy naszego miasta. Jednak trzeba powiedzieć, że kibicowanie ma się we krwi, także trudno tym kibicem nie być. My po prostu żyjemy żużlem. Nam po sezonie 2014 trafiła się okazja kupienia klubu i tak też się stało.

To w takim razie jak wyglądała pani kariera na początku po kupieniu klubu?

Zaczęło się od przyglądania, bo na początku prezesem był mój mąż. Zobaczenia, jak wyglądają sprawy organizacyjne oraz wszelkie procesy, które miały miejsce. Zaskoczenie było takie, że generalnie w klubie nie pracuje dużo osób. Natomiast podczas spotkań każdy ma swoje zadanie i wie, co ma robić. Za to osób funkcyjnych jest naprawdę spora liczba i naprawdę jest to nieprawdopodobne, jak wszyscy się ze sobą bezproblemowo komunikują.

Który etap w swojej karierze uważa pani za najtrudniejszy, a który za najłatwiejszy do tej pory?

Tu są różne wyzwania i czasem bywają zaskakujące. Ciężko też ocenić, które z nich były najtrudniejsze, a które najłatwiejsze. Trudnych elementów i momentów było dużo. Jednym z nich był spadek do eWinner 1. Ligi Żużlowej, ale później powrót do PGE Ekstraligi i triumf były fantastyczne. Z drugiej zaś strony jest z tym związane mnóstwo problemów. Pandemia również nie pomaga i to był chyba kolejny gorszy moment, gdy w zeszłym roku się dowiedzieliśmy, że liga nie rusza. Trzeba jednak zauważyć, że to nie tylko my, ale cały świat zamarł. Na szczęście życie się toczy i aktualnie, odnoszę wrażenie, że wszystko zmierza w  dobrym kierunku.

Odnosząc się do wspomnianej przez panią pandemii, to nasuwa się pytanie, jak ciężko funkcjonuje się klubom w tym okresie?

Jest bardzo ciężko. Po pierwsze restrykcje, które są związane z regulaminami sanitarnymi, a po drugie brak możliwości poruszania się między państwami. Każdy kraj ma różne obostrzenia, a jak wiemy, nasi zawodnicy pochodzą z różnych stron świata. Nie tylko z samej Europy, ale również z Australii. Koordynacja tych wszystkich działań, aby dla klubu było jak najlepiej jest ciężka w obecnych czasach.

W okresie pandemii, jaką zatem rolę odgrywają w tym wszystkim kibice?

Obecność kibiców na stadionie i ich doping są nieocenione. Jako pierwsi na stadionie wprowadziliśmy dźwięk kibicowski, który się pojawił przy pustych trybunach, a który był zaskoczeniem dla wszystkich. Staraliśmy się dopingować naszych zawodników, lecz jednak kibice są bardzo ważnym elementem przychodowym dla klubu. Związane jest to z zakupem biletów i karnetów przez fanów. Budżety wszystkich klubów, nie tylko żużlowych, zostały mocno nadwyrężone, ponieważ w pewnym momencie zabrakło tego elementu.

Uważa pani, że jest szansa na to, aby stadiony zapełniły się w tym lub kolejnym sezonie do 75%?

Szczerze powiem, że nie mam pojęcia. Patrząc na luzowanie obostrzeń, które teraz wprowadzono, to liczę, że i kibice pojawią się na stadionach w większej liczbie. Już nie mówiąc o 50%, ale o obsadzeniu całego stadionu. Byłoby to fajne, ponieważ MotoArena tym żyje i kibice są tutaj nieodzownym elementem.

Na sam koniec zapytam, czy gra pani w Eliga Manager?

Ja osobiście nie, ale słyszałam ostatnio u nas w klubie dyskusję na ten temat i powiem, że budzi to różnego rodzaju emocje. Nawet jest klasyfikacja i szczerze powiem, że zdziwiła mnie liczba uczestników tej gry. Mamy lepszych i gorszych grajków, ale podobno jest nie najgorzej (śmiech). Fajnie, że coś takiego powstało. 

Może w takim razie planuje pani założyć drużynę w tej grze?

My mamy „w realu” drużynę i tego się trzymajmy. To nie jest gra, ale na pewno jest mega emocjonująco (śmiech).

 

Paulina Wiśniewska