Hans Nielsen: ORLEN Warsaw FIM SGP of Poland było dla mnie cenne (wywiad)

Fot. Patryk Kowalski

Legenda duńskiego i światowego żużla na żywo miał okazję oglądać zawody na PGE Narodowym. Selekcjoner reprezentacji Danii, w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl, był pod wrażeniem turnieju w Warszawie.

Tomasz Kania (speedwayekstraliga.pl): Jak podobało się panu żużlowe ORLEN Warsaw FIM SGP of Poland?

Hans Nielsen: Bardzo mi się podobało, jak zawsze. Były świetne wyścigi, pełne trybuny, entuzjastycznie reagująca widownia i bardzo dobra atmosfera.

Gdyby musiał pan opisać to Grand Prix w trzech słowach, to jakie by one były?

Zacięta rywalizacja, świetna atmosfera i widownia.

Druga część zawodów przyniosła sporo emocji…

Trzeba pamiętać, że jest to jednodniowy tor i nie da się dokonać cudów na takich torach w ciągu dziesięciu dni. Dlatego trudno jest o takie emocje, jakie można uzyskać na torach stałych. Mimo to, wyścigi były bardzo dobre, a dodatkowo otoczka z udziałem wszystkich widzów sprawia, że zawody zyskują na atrakcyjności. Oczywiście wyścigi będą się odbywać głównie na torach stałych, gdzie możliwość pracy z materiałem jest większa, ale w tych warunkach to wciąż był świetne wyścigi. Wiem, że w niektórych miejscach tor sprawiał trochę niespodzianek, ale moim zdaniem i tak było dużo interesujących akcji.

Któryś z wyścigów szczególnie przypadł do gustu?

Myślę, że na pewno mógł to być oczywiście finał, zwłaszcza że jechało w nim dwóch Duńczyków. Doszło w nim do upadku i kontrowersji. Tak to już jest, kiedy dochodzi do kulminacyjnego punktu zawodów, w którym spotykają się ambitni zawodnicy i każdy z nich chce wygrać.

Ktoś zaskoczył na plus? Ktoś na minus?

Na plus na pewno można zaliczyć postawę Maxa Fricke, który wygrał w finale, jechał niesamowicie przez cały wieczór. W półfinale i finale wystąpił naprawdę dobrze, jadąc po zewnętrznej. Więc tak, jego postawę na pewno można zapisać na plus. Warto też zwrócić uwagę na Bartosza Zmarzlika, który w bardzo trudnej sytuacji opanował motocykl, wielu innych zawodników mogłoby po prostu wpaść w żużlowca przed sobą.

Myślę też, że Leon Madsen zaliczył pięć niesamowitych startów w pierwszych pięciu wyścigach, a potem popełnił kilka błędów w półfinale i finale. Podobnie było z Mikkelem Michelsenem, mimo że zmagał się z problemami na starcie, to awansował do półfinału, a w finale dobrze wystartował. Oczywiście szkoda, że Anders Thomsen zanotował kiepski turniej. Nie jest przyzwyczajony do tego typu małych torów, jego sprzęt też nie był odpowiednio przygotowany.

Czy taki turniej jak ten na PGE Narodowym w Warszawie jest cenny dla managera kadry narodowej pod kątem ewentualnych decyzji?

Takie turnieje zawsze są przydatne, tym bardziej, jeśli masz dwóch swoich zawodników w finale.

Tomasz Kania