Gra o tron na MotoArenie. Historyczna batalia Laguty i Zmarzlika

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

Bartosz Zmarzlik oraz Artem Laguta zupełnie zdominowali tegoroczną rywalizację o Indywidualne Mistrzostwo Świata. Polak oraz Rosjanin zdystansowali rywali i w Toruniu rozstrzygną, kto zostanie najlepszym zawodnikiem globu. Takiej rywalizacji o tytuł nie było dawno!

W klasyfikacji generalnej cyklu FIM Speedway Grand Prix o jeden punkt więcej ma na koncie Artem Laguta. To przede wszystkim pokłosie inauguracyjnych rund w Czechach. Na praskiej Markecie odbył się jedyny w tym sezonie turniej, w którym żaden z pretendentów do tytułu nie wygrał, ani nie wystąpił nawet w finale. Laguta i Bartosz Zmarzlik odpadli w półfinałach pierwszego dnia rywalizacji. Wówczas wygrał Maciej Janowski. Artem dużo lepiej spisał się w drugim, przełożonym na niedzielę turnieju, w którym zwyciężył. Zyskał wówczas sporo punktów względem aktualnego mistrza Świata, który ponownie nie przebrnął przez wyścig półfinałowy.

Od Pragi obaj panowie są już nie na innym poziomie, a raczej na innej planecie. Polaka i Rosjanina oglądaliśmy w finałach siedmiu kolejnych rund cyklu FIM SGP. Po raz pierwszy w historii dwóch żużlowców wygrało po cztery Grand Prix w jednym sezonie. W ostatnich czterech turniejach zajmowali oni dwie pierwsze lokaty, a ogólnie taki scenariusz zdarzył się pięciokrotnie. To również historyczny rekord.

Po pechowej Pradze, Bartosz Zmarzlik rozpoczął pogoń za rywalami. Polak wygrał trzy kolejne turnieje – dwa razy we Wrocławiu oraz pierwszą odsłonę w Lublinie. Na stadionie Olimpijskim dwukrotny Indywidualny Mistrz Świata drugiego dnia wyprzedził na samej mecie właśnie Lagutę, choć wydawało się, że nie będzie w stanie dogonić rywala. Warto dodać, że minięcie lidera cyklu FIM SGP na trasie jest w tym roku wielką rzadkością.

Idealną ilustracją wyrównania batalii pomiędzy Artemem Lagutą a Bartoszem Zmarzlikiem jest bilans bezpośrednich starć. W PGE Ekstralidze oraz cyklu FIM SGP żużlowcy stawali razem pod taśmą 22 razy. Obaj wygrywali w takich pojedynkach jedenastokrotnie. Podziw budzi niesłychana regularność obu żużlowców, nieosiągalna w tym roku dla innych zawodników. Jeśli chodzi o punkty wywalczone na torze, to Laguta jest lepszy o 6 „oczek”.

Po pierwszej rundzie w Lublinie wielu sądziło, że Zmarzlik zacznie powiększać przewagę nad konkurentem, lecz Laguta szybko skontrował i wyrwał triumf Zmarzlikowi podczas drugiego dnia rywalizacji przy al. Zygmuntowskich. W trzech z czterech ostatnich rund Laguta okazywał się lepszy od obrońcy tytułu i po wygranych w Togliatti oraz Vojens, to on jest liderem. Zmarzlik na triumf w Grand Prix czeka od Malilli.

Batalia rozstrzygnie się w Toruniu. Punkt przewagi Laguty sprawia, że to na Zmarzliku ciąży minimalnie większa presja. W ubiegłym roku Polak zdołał wygrać na MotoArenie na zakończenie sezonu, czym przypieczętował złoty medal IMŚ. W tym samym turnieju Laguta był czwarty w finale. Rosjanin najlepszy wynik w Toruniu osiągnął w sezonie 2018, kiedy wygrał wszystkie wyścigi oprócz finału i zajął drugą lokatę.

Tak kapitalnej rywalizacji dwóch zawodników nie mieliśmy jeszcze nigdy wcześniej. I Artem Laguta, i Bartosz Zmarzlik imponują w tym roku swoją postawą i bez wątpienia zasłużyli na miano Indywidualnego Mistrza Świata, jednak triumfator może być tylko jeden. Być może poznamy go dopiero w ostatnich wyścigach sobotniej, decydującej rundy FIM SGP.

Transmisje LIVE z toruńskich odsłon FIM Speedway Grand Prix na antenach CANAL+ Sport 2 (1 października) i CANAL+ Premium (2 października).

Joachim Piwek