Gospodarze zadowoleni z końcówki meczu. Goście wierzą w odrobienie strat (wypowiedzi po #GORLUB)

Fot. Zuzanna Kloskowska

W pierwszym meczu finałowym PGE Ekstraligi, MOJE BERMUDY STAL Gorzów pokonała MOTOR Lublin 51:39. Spotkanie od samego początku było bardzo zacięte i emocjonujące, a trenerzy obu ekip mieli po meczu byli zmotywowani na rewanżowe starcie.

Stanisław Chomski był zadowolony z wyniku i postawy swojego zespołu. – Zaliczka mogła być trochę większa, ale nie bądźmy butni. Każde zwycięstwo brałbym w ciemno, bo przyjechał rywal bardzo zacny. Jednak te 12 punktów to sporo i daje nam nadzieję przed rewanżem w Lublinie. Jeśli chodzi o zastępstwo zawodnika, to trochę pozmieniałem i przestrzeliłem, bo jednak zaryzykowałem. Ręka Martina Vaculika nie jest taka sprawna w stu procentach, ale nasz fizjoterapeuta, Jerzy Buczak, dobrze się sprawił. Fajnie, że nam wyszło. Nie przegraliśmy biegu młodzieżowego 1:5. Szkoda tego 7. biegu, gdzie nie liczyłem, że przegramy 1:5, ale z kolei w 10. wyścigu wygraliśmy 5:1 – przyznał szkoleniowiec w pomeczowej rozmowie.

W czwartek nad Gorzowem przeszła ulewa. Pogoda wyrządziła ogromne szkody w mieście. Na szczęście na stadionie im. Edwarda Jancarza tor zastał odpowiednio zabezpieczony plandeką. Dzięki temu mecz się odbył, a organizatorzy stanęli na wysokości zadania i odpowiednio przygotowali nawierzchnię. – To było takie wróżenie z fusów, ale pogoda reżyserowała w tym tygodniu przygotowanie toru. Trzeba było sporo się napracować i wszystko przemyśleć, jak zabrać się do tego meczu, żeby nie pobłądzić z ustawieniami. Środkowa część spotkania była taka niepewna, ale końcówka była już nasza – zakończył trener MOJE BERMUDY STALI.

Radością po zawodach nie tryskał Jacek Ziółkowski. Lublinianie przegrali 12 punktami, mimo tego, że w drugiej serii startów dominowali i wyszli nawet na czteropunktowe prowadzenie. Menedżer MOTORU Lublin ocenił swój zespół. – Prowadziliśmy przez pewną część meczu. Dominik Kubera trochę opadł z sił. Mateusz Cierniak odjechał swoje biegi i niestety MOJE BERMUDY STAL „klepnęła” nas cztery razy po 5:1 w tych najważniejszych biegach – powiedział sternik klubu.

Rewanż odbędzie się 25 września na torze w Lublinie i to tam poznamy Drużynowego Mistrza Polski. Ziółkowski wierzy w swoją drużynę. – To jest bardzo dużo do odrobienia, ale to jest żużel, co dobitnie pokazują mecze w play-off. W żużlu nigdy nie można być niczego pewnym. Dopóki nie zakończy się ostatni wyścig spotkania rewanżowego w Lublinie, to nic nie jest pewne. My nie złożymy broni i będziemy walczyć do końca – oznajmił menedżer MOTORU Lublin.

Aleksandra Gucia