Fredrik Lindgren: To nie był nasz dzień we Wrocławiu (wywiad)

Fredrik Lindgren przyjechał do Wrocławia z forBET Włókniarzem Częstochowa z nadziejami, że jego drużyna będzie w stanie wywalczyć co najmniej dwa punkty. Skończyło się raptem na pięciu, ale indywidualnych zdobyczach Szweda, którego drużyna przegrała. Rozczarowany Lindgren specjalnie dla speedwayekstraliga.pl opowiedział o swoim występie, nadziejach związanych z Grand Prix i dalszej fazie sezonu.

Błażej Kowol: Wrocławianie nie pozostawili wam żadnych złudzeń, wygrywając wysoko. Różnica klas była aż nadto widoczna. To trudny dzień dla ciebie i całej drużyny.

Fredrik Lindgren: Dokładnie tak. Od samego początku mieliśmy swoje problemy, nie potrafiliśmy się odnaleźć. potem plan przed spotkaniem był inny, ale nic nie przynosiło efektów. Wrocławianie byli dla nas zbyt szybcy, a niestety większość z nas męczyła się z odnalezieniem dobrej prędkości. Szukaliśmy zarówno odpowiednich ścieżek, jak i ustawień, które pomogłyby nam poprawić swoje wyniki, ale koniec końców zrobił to tylko Leon (Madsen).

W marcu brałeś udział w Memoriale Tomasza Jędrzejaka na tym torze i wówczas wywalczyłeś 10 punktów, lecz tym razem wynik nie ułożył się po twojej myśli. Różnice w przygotowaniu nawierzchni były aż tak spore?

Trudno porównywać ze sobą te sytuacje. Wówczas ścigaliśmy się na początku sezonu żużlowego, temperatury były zupełnie inne, więc zestawienie tych dwóch dni na torze na dobrą sprawę nie pozwoli nam na wyciągnięcie jakichkolwiek wniosków.

Bliżej ci do stwierdzenia, że kłopotem był moment startowy czy jednak uzyskiwanie szybkości na trasie?

Oba czynniki miały znaczący wpływ. Miałem kłopoty na starcie, ale na trasie wcale nie było lepiej. Jak już wyszedłem lepiej spod taśmy, to potem mijali mnie żużlowcy wrocławskiej drużyny. Po prostu nic nie szło tak, jak sobie to zaplanowaliśmy.

W 2012 roku byłeś zawodnikiem BETARD Sparty Wrocław – wiele zmieniło się od tego czasu, nie tylko na torze, ale i wokół niego. Jak obecnie odnajdujesz się na Stadionie Olimpijskim?

Dokładnie, zmiany widoczne są gołym okiem, a stadion zmienił się nie do poznania. Wygląda on naprawdę pięknie, miejscowi fani są głośni i mocno wspierają swoją drużynę, tworząc fajną atmosferę. Tor również się zmienił, ale mimo swojego rezultatu muszę powiedzieć, że jeździ się na nim naprawdę przyjemnie. Zawsze można spodziewać się dobrego ścigania, jest wiele ścieżek. We Wrocławiu wykonano kawał solidnej pracy

Porażka spowodowała, że znajdujecie się poza strefą gwarantującą udział w play-offach, a do końca pozostało 5 spotkań. Nie boicie się, że walka o medale przejdzie wam koło nosa?

Wciąż zostało nam kilka spotkań i wiele punktów do zdobycia. Zdajemy sobie sprawę, że nie będzie to łatwe zadanie, ale nie poddajemy się i wierzymy, że w kolejnych spotkaniach pójdzie nam znacznie lepiej.

W Grand Prix jest nieco więcej powodów do radości dla ciebie. Po trzech rundach jesteś czwarty, do liderów strata wynosi 8 punktów. To chyba dobry punkty wyjścia.

Nie wiem tak naprawdę czy jest to dobry wynik czy zły. Mogło być oczywiście lepiej, nad wieloma aspektami trzeba pracować, ale dalej mam szansę, aby zostać mistrzem świata. Mam nadzieję, że w kolejnych rundach wykonam kolejne kroki, aby ten cel osiągnąć.

W tym sezonie czeka cię jeszcze co najmniej jedna wizyta na Stadionie Olimpijskim, ponieważ już 3 sierpnia odbędzie się tu kolejna runda cyklu Grand Prix. To spotkanie na pewno pozwoli wyciągnąć wnioski przed sierpniowym wydarzeniem?

Wierzę, że tak właśnie będzie. Brakowało mi szybkości, więc następnym razem będę już wiedział, czego nie robić lub co zrobić inaczej. Każdy dzień przynosi jednak nowe nadzieje. Turniej odbędzie się o innej porze niż zakończone spotkanie, pogoda zapewne też będzie się nieco różnić. Sprawdzimy jak prezentuje się tego dnia tor, a następnie wyjadę do zawodów z otwartym umysłem.

Błażej Kowol