Film „Żużel” lekcją pokory

W przeciągu tygodnia odbyło się kilka pokazów specjalnych filmu „Żużel”, który do kin wszedł 16 lipca. Wielka premiera odbyła się 13 lipca w Warszawie, dwa dni później odbył się pokaz z udziałem twórców we Wrocławiu, a po nim również w Toruniu. Mimo, że film zebrał zróżnicowane recenzje, można w nim odnaleźć wartości, nad którymi warto się dłużej zatrzymać i zastanowić.

Film „Żużel” Doroty Kędzierzawskiej nakręcony został w 2017 roku, jednak jego premiera była wielokrotnie przekładana i ostatecznie dopiero cztery lata później udało się do niej doprowadzić. To druga produkcja filmowa opowiadającą o czarnym sporcie. Pierwsza, „Poza układem”, w reżyserii Jana Rutkiewicza, nakręcona została w 1977 roku.

Aktualna produkcja mogłaby śmiało nosić tytuł „Żużlowiec”. Fabuła skupia się głównie na sylwetce zawodnika, trudności z jakimi musi się w swojej codzienności borykać. Rozczarowany może być ten, kto oczekiwał opowieści bezpośrednio dotyczącej walki na torze, tu walka toczy się głównie w głowie żużlowca.

Głównego bohatera – Lowe poznajemy, gdy wszystko układa się po jego myśli. Jazda na żużlu jest spełnianiem marzeń, a ewentualne niebezpieczeństwo dodaje tylko adrenaliny, której tak potrzebuje. Tak naprawdę, taki często mamy złudny i nieco jednowymiarowy obraz rzeczywistości świata żużlowego i ludzi z nim związanych.

Dzieje się tak dopóki podejmowane ryzyko nie jest do końca uświadomione. Aż do momentu pierwszego, poważnego upadku lub tragicznej sytuacji – utraty życia lub zdrowia przez kogoś bliskiego na torze, jak miało to miejsce w filmie.

Najpierw w lidze zagranicznej ginie na torze jeden z kolegów głównego bohatera, później samobójstwo popełnia drugi, co zupełnie go załamuje. Są to bezpośrednie odnośniki do prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w świecie speedwaya (Derby Ziemi Lubuskiej w 2012 roku i informacja o śmierci Lee Richardsona czy tragiczna śmierć Tomasza Jędrzejaka, oddany mu hołd podczas pogrzebu oraz na stadionach w 2018 roku).

Pojawiają się pierwsze wątpliwości, nie tylko dotyczące wartości w życiu, wiary, ale również poświęcenia dla sportu. Zaczynają powracać pytania dotyczące tego, czy jest się gotowym na to, aby za każdym kolejnym wyjazdem na tor ryzykować swoje życie i zdrowie. To, co teoretycznie jest wpisane w ten sport i z czym zdają się „liczyć” ci, którzy decydują się na uprawianie tego sportu, dopiero w tak ciężkich chwilach staje się namacalne.

Jesteśmy tym samym świadkami pierwszego w życiu zawodnika kryzysu. Zarówno sportowego, jak i moralnego. Nie inaczej jest w prawdziwym życiu, podobne sytuacje zmieniają postrzeganie sportowców, nie tylko odnośnie ukochanego sportu, ale i wartości. Jako poboczni obserwatorzy widzimy zmianę w dyspozycji, zachowaniu zawodnika, poszukując często przyczyn głównie w przygotowaniu fizycznym lub sprzętowym. Tymczasem żużlowcy częściej niż inni muszą zmagać się tego typu z tragediami i łączącą się z nią walką wewnętrzną, dylematami. Nawet kibicowi często niełatwo jest wrócić po takich wydarzeniach do normalności. Mimo to rzadko, po czasie, zastanawiamy się, co i jak długo towarzyszy tym będącym dużo bliżej nich.

Produkcja ta pozwala nam na chwilę towarzyszyć zawodnikowi w jego codzienności i trochę wejść do jego głowy. Przyjąć perspektywę, poczuć te same emocje i kłębiące się w głowie myśli, gdy nie wychodzi, nie ma się wsparcia, siły za to mnożą się wątpliwości i strach. Mimo, że nie potrafi zrezygnować się z tego co najbardziej kocha i dostarcza adrenaliny, ale jednocześnie jest źródłem tych trudności. Pozwala nam to zmienić częściowo perspektywę z krytyka do sprzymierzeńca. W tym momencie bliższe nam jest rozgoryczenie i rozumiemy powody zawodnika. Nie wiedzą lub nie rozumieją ich ci, którzy atakują filmowych zawodników – zarówno słownie, jak i fizycznie. Widzimy jak na dłoni, jak słowa mogą ranić, wyrzucone, często w emocjach, nieprzemyślane, komentarze pod adresem zawodników, które słyszą bliscy lub znajomi siedzący na trybunach. Jak również te, które bezpośrednio trafiają do zawodnika w postaci pytań dziennikarzy czy okrzyków fanów.

W tym momencie dochodzimy do kolejnego ważnego wątku, który dotyka ta produkcja-  podejścia do żużla i związanego z nim poświęcenia.

Pokazane zostały sylwetki zawodników, którzy różnią się podejściem do życia „z” lub „bez” żużla. W odniesieniu do niektórych, pomaga nieco bardziej zrozumieć, dlaczego decydują się na uprawianie tego sportu. Mimo wielu niebezpieczeństw, bólu, ryzyka podejmują się trenowania go. Każdy z innego powodu. Jedni rywalizują, bo jest to wyznacznik ich samych, więc chcą być zawsze najlepsi, ale źle radzą sobie z porażkami – filmowy Cukier. Inni robią to z racji pieniędzy, prestiżu, sławy, trochę zakładając, że wszystko im się należy – Riczi. Jeszcze inni, z i dla samej radości jazdy i wielkiej pasji, nie patrząc na ponoszone straty – Lowa. Również w świecie speedwaya, każdy może sam odnieść te charakterystyki do konkretnych zawodników.

Ukazane są blaski i cienie każdego z tych podejść. Najwyższą cenę ponoszą ci, którzy w pewnym momencie nie potrafią ani sami poradzić sobie ze swoimi demonami, ani szukać pomocy w walce z nimi.

Tym samym wśród bohaterów znaleźli się tacy, którzy bez żużla nie chcą żyć i poświęcają mu wszystko. Inni starają się odnaleźć, pełniąc w nim inną rolę niż zawodnik – filmowy Papa. Jeszcze inni, mimo że sprawia im to ból, który próbują topić w alkoholu, nie potrafią zupełnie o nim zapomnieć – Jędrek. Jeszcze inni, mimo niepełnosprawności spowodowanej kontuzją odniesioną na torze, wciąż zostają przy tym sporcie. Tym samym dzięki pomocy kolegów z klubu „wracają na motocykl” przemierzając na nim parę kółek. Są również tacy, którzy obserwując ich stwierdzają, że woleliby umrzeć, niż tak żyć.

Uhonorowani w ten sposób zostali ci, których ambicje, miłość i poświęcenie dla czarnego spotu zakończyły się tragicznie, czy to przez utratę zdrowia czy życia.

Dlatego właśnie uważam, że ta produkcja to prawdziwa lekcja pokory. Pokazała, z czym muszą mierzyć się przede wszystkim młodzi zawodnicy, ile poświęcić i ryzykować, aby spełniać swoje aspiracje i marzenia. Ukazała wszelkie pokusy i niebezpieczeństwa, z którymi zmierzyć się musieli jeśli nie wszyscy, to większość z zawodników decydując się na ten sport.

Oprócz perspektywy sportowca w filmie ciekawy jest również wątek kibica. Jujek – młody fan, dla którego żużel, ale i wsparcie swojego sąsiada żużlowca jest odskocznią od problemów, z jakimi na co dzień boryka się w domu. Tym samym, młody chłopczyk, na rowerku regularnie przyjeżdża na stadion oglądać swojego idola. Jest na każdym meczu głośno mu dopinguje, ale i przeżywa wszelkie porażki z charakterystycznym, dziecięcym urokiem. Jakże znajomo brzmi ten opis, kiedy co niektórzy kibice przypomną sobie swoje początki pasji do czarnego sportu lub to, co obecnie mogą obserwować na stadionach. Dla innych to przypomnienie, że sport może być, dla niektórych jedyną możliwą ucieczką od problemów.

Ponadto w filmie przemycono kilka żużlowych ciekawostek, jak stara tradycja picia szampana z laczka. Próbowano jak najwierniej oddać rzeczywistość żużlową, poprzez np. podnoszenie ręki przez zawodnika, który w trakcie wyścigu ma defekt motocykla, czy sposób w jaki oddaje się hołd zmarłemu koledze.

Przy kręceniu filmu pomagali m.in. Marek Cieślak, Rafał Dobrucki, Janusz Kołodziej, Piotr senior, Przemysław i Piotr junior Pawliccy oraz Jacek i Oskar Gollobowie, dla których podziękowania pojawiły się w napisach końcowych.

Odtwórca głównej roli – Tomasz Ziętek wskazał natomiast na ścisłą współpracę z byłymi żużlowcami. Łukasz Kaczmarek i Marcel Szymko, którzy wcielili się w rolę mechaników odtwórcy głównej roli, pomogli mu w wiernym oddaniu towarzyszących w parku maszyn zawodnikowi emocji.

Dorota Kędzierzawska wielokrotnie, również podczas premiery we Wrocławiu, podkreślała, jak bardzo żałuje, że zdjęcia do filmu nie mogły zostać zrealizowane na Stadionie Olimpijskim. W tamtym czasie (2015-2017) był on remontowany, a nie było możliwości przesunięcia zdjęć. Dlatego większość ujęć pochodzi ze stadionu w Częstochowie, ale również z obiektów w Tarnowie i Rzeszowie oraz z Przemyśla. Natomiast sceny upadków, trudniejsze do zrealizowania na torze, ze względu na ewentualne niebezpieczeństwo, nakręcone zostały w Centrum Technologii Audiowizualnych CeTA we Wrocławiu.

Sceny zarówno w studiu, jak i na torze zrealizowano przy udziale takich zawodników, jak: Hubert Łęgowik, Michał Gruchalski, Oskar Polis, Artur Czaja czy Patryk Wojdyło. Dublowali oni aktorów na torze żużlowym 7R STOLARO Stali Rzeszów, ale również zawodników filmowej drużyny Czarnych. Na torze UNII Tarnów natomiast mogliśmy zobaczyć zarówno byłych, jak i obecnych zawodników. Wśród nich znaleźli się m.in. Łukasz Kaczmarek, Kacper Konieczny, Tadeusz Kostro, a nawet Jacek Rempała czy Mirosław Cierniak.

Twórcy filmu wskazali na trudności wiążące się z realizacją ujęć ukazujących prawdziwą „walkę” na torze. Zawodnicy mieli z góry określoną kolejność, w jakiej mieli przyjechać, a przez towarzyszące im emocje często o tym zapominali i naprawdę się ścigali, co powodowało wiele dubli.

Jeśli chodzi o kolejne, wrocławskie akcenty to w filmie pojawiły się podprowadzające Cheeleders z BETARD SPARTY Wrocław – Karolina Bury, Ewelina Janiak, Justyna Kowalska i Svitlana Sologubova.

Wspomnieni już wcześniej byli żużlowcy zagrali nie tylko dublując aktorów w czasie wyścigu, ale np. Tadeusz Kostro wcielił się w rolę zawodnika Czarnych (Cukier), Łukasz Kaczmarek i Marcel Szymko natomiast w rolę mechaników Lowy – Dzikusa i Benka. Oprócz nich na ekranie można było również zobaczyć Rafała Trojanowskiego, Krzysztofa Sadurskiego oraz Kamila Cieślara.

Przy okazji filmu powstały dwie żużlowe piosenki, w tym „Czarny sport”. Wykonuje go Janusz Panasewicz z Lady Pank, zespołu, który pierwotnie miał nazywać się właśnie Żużel.

Reżyserka przed projekcją filmu w DCF-ie we Wrocławiu powiedziała, że w motocyklu żużlowym nie ma hamulców, skręcasz w prawo, a jedziesz w lewo, czyli zupełnie jak w życiu.

Myślę, że właśnie tych odnośników do prawdziwego życia, przypomnienia sobie, że żużlowcy, mimo że wydaje nam się, że zbudowani ze stali, są tylko ludźmi. Borykają się z wieloma trudnościami, obciążeniami, a my często trochę za łatwo o tym zapominamy i zamiast spróbować zrozumieć głównie oceniamy.

Alicja Labrenc