Wiktoria Garbowska – pierwsza zawodniczka w barwach wrocławskiego klubu (wywiad)

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

Wiktoria Garbowska to zawodniczka BETARD Sparty Wrocław którą do świata żużla wprowadził Andreas Jonsson. Wcześniej, z sukcesami, startowała 7 lat na motocrossie. W zeszłym roku zdała licencję żużlową w barwach wrocławskiego klubu. Specjalnie dla speedwayesktraliga.pl zawodniczka opowiedziała o żużlu ze swojej kobiecej perspektywy.

Alicja Labrenc: Za nami runda DMPJ we Wrocławiu. Jak podsumujesz te zawody?

Wiktoria Garbowska: Jest dużo lepiej. We Wrocławiu to wiadomo, że czuję się znacznie lepiej i pewniej. Jesteśmy tu już bardziej objeżdżeni, trener jest, wszyscy są na miejscu, więc zawsze można się o coś zapytać. Chłopacy z drużyny we wszystkich zawodach też zawsze coś podpowiedzą, pomogą. Także na tym torze czuję się dużo pewniej. Tory, na których byliśmy pierwszy raz, budziły mój lekki niepokój. Najważniejsze, że jest coraz lepiej.

Podczas 11. rundy, przez większość 4. biegu byłaś na drugiej pozycji, a w pewnym momencie było nawet blisko prowadzenia, niestety podczas próby wyprzedzenia Osyczki upadłaś. Jak oceniasz ten wyścig?

Na razie staram się jechać najlepiej jak potrafię, jak najwięcej się nauczyć, nie ma presji na zdobywanie punktów. Nie ukrywam jednak, że byłam zła po tym biegu, bo było tak blisko zwycięstwa. Najważniejsze, że widać postępy.

Jak wspominasz egzamin na licencję żużlową w Rzeszowie, to było twoje drugie podejście?

Tak, ogólnie obawiałam się trochę, że mogę nie zdać. Miałam bardzo mało treningów. Przed pierwszą próbą zdania licencji, było ich zaledwie trzy na bydgoskiej Polonii. Przed tym drugim podejściem miałam z trzy, cztery treningi w Bydgoszczy i chyba trzy intensywne we Wrocławiu. Nie byłam za bardzo objeżdżona. Pomyślałam sobie – “co za kosmos ten sport”! Jeszcze na dodatek tata rozgrzewa motocykl, a tam filtr się zapalił, bo metanol się cofnął z gaźnika. Mówię – “dobra pakujemy się i jedziemy do domu”. Trener przyszedł i powiedział – “wyczyść to szybko, zdejmuj ten filtr i ruszamy”. Założyli mi nową oponę, zębatki na dół. Jakby tego było mało, to jeszcze trochę popadało w Rzeszowie. Jak zrobiłam próbny start to „poleciałam w kosmos”. Jeszcze jadę i myślę – “no nie, ale tym motocyklem się ciężko jedzie”. Zmieniliśmy jednak zębatki, pojechałam drugi trening i od razu się motor łatwiej się prowadziło, ale wydawało mi się, że wolno pojechałam i na pewno nie zdałam. Trener powiedział – “spokojnie na pewno zdasz”. I udało się, czas był dobry. Jedziemy dalej, czwarty wyścig, na trzecim okrążeniu ktoś się przewrócił, więc mówię – “no nie, to jeszcze raz trzeba będzie wystartować”. Wszystko jednak dobrze się skończyło.

Co było dla ciebie najtrudniejsze kiedy zaczęłaś przygodę z żużlem, ślizg o którym tak wielu wspomina?

Gdy pojechałam do Szwecji, to nawet nie za bardzo wiedziałam jak sprawdzić, czy tor jest twardy, czy miękki. Na motocrossie to kopnę i wiem: twardy, przyczepny, to jest różnica, a tutaj takiej wiedzy po prostu jeszcze nie miałam. Na dodatek tor był taki mokry – Szwecja, listopad, 2 stopnie Celsjusza, deszcz padał, było ślisko.Wypuścili mnie na taki mały tor…na motocrossowym jest przecież kompletnie inaczej. Zdziwili się chyba, że jadę szybko. Ja jednak nie potrafiłam się na tym małym torze złamać, a na dużym udało się za pierwszym razem. Najtrudniejsze było przełamanie się, żeby jechać na pełnym gazie, bo wtedy jedzie się dużo łatwiej niż jak się zamyka na prostej. Ale jeszcze jest dużo błędów, które trzeba wyeliminować, także będziemy nad nimi pracować.

Jak wygląda u ciebie kwestia dopasowania motoru? Czy fakt, że jesteś dziewczyną ma znaczenie, trzeba było jakoś inaczej dostosować sprzęt do możliwości np. siłowych?

Właśnie ja z tą siłą mam takie szczęście, że już się ściągałam. Ten motocross jest w tym momencie bardzo pomocny. Tym bardziej, że tam niektóre wyścigi trwają 20 lub 30 minut, więc nie jest to jakiś szczególny problem, żeby tutaj pokonać cztery okrążenia w dużo krótszym czasie. Natomiast miałam z tego sportu taki nawyk kładzenia się na kierownicy. Cały czas muszę pamiętać i uważać na to, że dużo bardziej na niej wiszę. Czasami też motor za mocno kładę i gazem czasami jeszcze nie operuję tak, jak powinnam. Głównie te nawyki muszę wyeliminować, poprzez dużą ilość treningów.

Potrzeba jeszcze czasu, żeby pojawił się taki automatyzm podczas jazdy?

Tak, właśnie, ten automatyzm jest ważny, muszę go sobie wyrobić, ale mam nadzieję, że rzeczywiście uda się to z czasem.

Dlaczego zdecydowałaś się właśnie na wrocławską drużynę?

Pokomplikowały się sprawy w Polonii Bydgoszcz, a dostaliśmy propozycję od wrocławskiego klubu, żeby przyjechać na trening i tak już zostaliśmy.

Miałaś okazję bliżej poznać całą drużynę BETARD Sparty Wrocław?

Tak, byliśmy ostatnio na festynie u naszego sponsora Chemeko-System, pograliśmy trochę w mini golfa, także też było fajnie.

A jak ci poszło w golfa? Odkryłaś swój kolejny talent?

Cztery razy trafiłam za pierwszym razem! To chyba nie najgorzej. To może rzeczywiście teraz na golfa się przerzucę (śmiech).

Jak wyglądają twoje treningi? Bierzesz udział w tych organizowanych dla całego zespołu?

Jak są treningi we Wrocławiu to wiadomo przyjeżdżamy, zwykle z Matim jeździmy sobie tutaj. W Toruniu czasami się zdarzy, chociaż nie mieliśmy ostatnio czasu, bo chodzę jeszcze do szkoły i trzeba było nadgonić wszystkie zaległości, bo koniec roku się zbliżał. Jednak dzięki kochanej pani dyrektor i wyrozumiałym nauczycielom udało się. Teraz kończą się już młodzieżowe zawody, więc będziemy ostro skupiać się na trenowaniu, żeby było jak najlepiej na początku przyszłego sezonu.

Do której klasy teraz uczęszczasz?

Druga dopiero, jeszcze muszę maturę zdać, jakbym nie chciała, to już teraz bym się nie starała. Szkoła jest bardzo ważna, plan B musi być.

Czy wcześniej miałaś styczność z żużlem, interesowałaś się tym sportem?

Styczność miałam, bo sporty motorowe „przyjaźnią się” ze sobą w miarę. Oglądałam mecze, wiedziałam kto jest najlepszy, jaki klub, zawodnicy, zwłaszcza Polacy, ale tak dogłębniej to nie za bardzo. Teraz już bardziej jestem obeznana.

Kto jest w takim razie twoim idolem sportowym?

Z motocrossu to m.in. Jeffrey Herlings, Cole Seely, bo jest zegarmistrzem i dojeżdża pięknie tyle lat wszystkie wyścigi. Z żużlowców to Tai Woffinden oczywiście pięknie jedzie. Tomasz Gollob, piękny styl jazdy, legenda. Bartosz Zmarzlik – bardzo mocno mu kibicuje, uważam, że należy mu się tytuł IMŚ w tym roku.

Pewnie nie raz spotkałaś się z opinią, że kobiety nie powinny jeździć na żużlu. Czy w środowisku jest to powszechne przekonanie?

To zależy, ale większość jest raczej pozytywnie nastawiona. Raczej mówią, że to fajnie, że dziewczyna jeździ.

Jak w takim razie odnajdujesz się w męskim świecie, dla ciebie to chyba nie jest nowość?

Właśnie, mam z tym styczność od dłuższego czasu. Dobrze znamy się z chłopakami z motocrossu, od dziecka praktycznie. Głównie przebywam właśnie w męskim świecie, także nie widzę jakieś dużej różnicy. Dla mnie to też bez znaczenia, czy są dziewczyny, czy chłopacy. Jestem przyzwyczajona do jazdy z chłopakami.

Nie jest pewnie łatwo łączyć naukę ze sportem. W tym roku Przemysław Liszka zdawał maturę, po jej napisaniu był zadowolony, ale przyznał, że nie było łatwo tego wszystkiego pogodzić…

Naprawdę jest ciężko. Wszyscy myślą sobie, że jak nie chodzisz regularnie do szkoły, bo masz inne obowiązki, treningi, to jej nie szanujesz. Nie rozumieją, że dużo ciężej jest zaliczyć poszczególne przedmioty, bo wiele trzeba samodzielnie nadrobić, nauczyć się w domu.

Czego ci w takim razie życzyć?

Przede wszystkim, żebym nie upadała, a w przyszłym sezonie by było widać postępy.

 

Alicja Labrenc