Tomasz Jędrzejak we wspomnieniach uczestników Memoriału Jego imienia

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

We Wrocławiu sezon zainaugurowano w sposób szczególny – Memoriałem Tomasza Jędrzejaka, który odbył się 31 marca. Dochód ze sprzedaży biletów oraz cegiełek został w całości przekazany Jego rodzinie – żonie Karolinie oraz dwóm córeczkom: Oliwii i Lilly.

Specjalnie dla speedwayekstraliga.pl: Krzysztof Buczkowski (MRGARDEN GKM Grudziądz), Piotr Protasiewicz (STELMET Falubaz Zielona Góra), Jakub Jamróg (BETARD Sparta Wrocław) oraz Janusz Kołodziej (FOGO Unia Leszno) opowiedzieli Alicji Labrenc, o tym jak wspominają wieloletniego kapitana BETARD Sparty Wrocław.

Tomasz Jędrzejak, urodził się i wychował w Ostrowie, gdzie w 1995 roku, w wieku 16 lat zdobył licencję żużlową. Wśród jego sukcesów można wymienić m.in. tytuł Młodzieżowego Mistrza Polski Par Klubowych oraz Młodzieżowego  Drużynowego Mistrza Polski, medale w Mistrzostwach Polski Par Klubowych (złoty srebrny i dwa brązowe). Dwukrotny medalista Indywidualnych Mistrzostw Polski: brązowy w 2003 roku w Bydgoszczy oraz złoty w Zielonej Górze w 2012 roku. Startował w klubach z: Ostrowa, Częstochowy, Wrocławia, Tarnowa oraz Rzeszowa. Najwięcej, bo aż 12 lat, spędził w klubie z Wrocławia, skąd pochodzi jego żona. Z drużyną, której przez wiele lat był kapitanem, czterokrotnie zdobywał medale: w 2002 i 2007 (brąz) oraz w 2015 i 2017 (srebro).

To suche fakty, nie oddające tego jakim wyjątkowym, nie tylko sportowcem, ale przede wszystkim człowiekiem był Tomasz Jędrzejak. Z Piotrem Protasiewiczem i Januszem Kołodziejem nie mieli okazji jeździć w jednym klubie. Pamiętają go jednak jeszcze z czasów juniorskich, pierwszy z nich z początków lat 90., kiedy obaj stawiali pierwsze kroki w tym sporcie.

Pierwszy raz zobaczyłem Tomasza, bodajże, w jednym z Turniejów o Łańcuch Herbowy Miasta Ostrowa Wielkopolskiego. Jeśli dobrze pamiętam wyjeżdżał on między biegami, jako adept tamtejszego klubu. Był ode mnie trochę młodszy, więc wtedy zaczynał dopiero swoją przygodę, to był mniej więcej 1993 rok. Wtedy zobaczyłem go pierwszy raz. Jeździł tam wtedy też jego kolega z klubu, chyba Tomasz Poprawski. Nie znaliśmy się jeszcze wtedy, dopiero około 1995 roku zaczęliśmy się ścigać. Nie było między nami dużej różnicy wieku i to wtedy właśnie bardziej się zakolegowaliśmy – wspomina kapitan STELMET Falubazu Zielona Góra.

Gdy zaczynałem przygodę z żużlem Tomasz był już jednym z najlepszych polskich juniorów. Poznałem go na zawodach młodzieżowych i moim marzeniem było, żeby kiedyś go pokonać. Z czasem tak też się stało i to na samej kresce! – dodaje zawodnik FOGO Unii Leszno.

Krzysztof Buczkowski i Jakub Jamróg wspominają początek znajomości z Jędrzejakiem z czasów kiedy sami dopiero zaczynali swoją przygodę z żużlem. Tarnowski wychowanek miał okazję jeździć z nim w swoim macierzystym klubie w 2010 roku.

Nie znałem Tomasza może zbyt dobrze, ale startowaliśmy razem w Tarnowie, więc przez rok miałem okazje go poznać. Byłem wtedy juniorem. Pamiętam jednak, że był pogodny i bardzo sumienny, i świetnie radził sobie ze wszystkim za co się wziął – mówi obecny wrocławski zawodnik.

Trudno mi podać konkretną datę, czy nawet rok, w którym poznaliśmy się z Tomaszem. Jeżdżę od 2002 roku jako pełnoprawny zawodnik i od tego czasu spotykaliśmy się, ale nie byliśmy przyjaciółmi. Bliżej poznaliśmy się kilkanaście lat temu, kiedy tak jak on, zacząłem jeździć w Szwecji. Tomasz Jędrzejak był starszym, bardziej doświadczonym zawodnikiem i jeździł w ligach zagranicznych od dawna. Jak ja zacząłem w nich występować, to  podczas podróży było więcej okazji do tego, żeby się poznać. Co prawda nie jeździliśmy w żadnym klubie razem, ale myślę, że dobrze się znaliśmy – zaznacza kapitan MRGARDEN GKM Grudziądz.

Człowiek wielu talentów, kochający nie tylko żużel, ale również inne dyscypliny sportu. Ścigał się na motocrossie, jednak nie tylko sporty motorowe były bliskie jego sercu. Jako piłkarski kibic upodobał sobie Manchester United, w młodości trenował karate. Swoich sił próbował m.in. na murawie, parkiecie i stoku.

Jak większość zawodników lubił motocross. Gdy spotykaliśmy się podczas różnych zawodów, rozmawialiśmy o wyjazdach np. do Włoch czy Hiszpanii. Porównywaliśmy, był to chyba główny temat, który pojawiał się nawet ostatnimi czasy. Tematy sportowe na pewno były wiodące – wspomina Buczkowski

Świetnie grał w piłkę nożną, koszykówkę. Tak naprawdę był człowiekiem wielu talentów i nigdy nie zapomnę z jaką łatwością przychodziło mu uprawianie tych sportów – mówi Jamróg.

Trochę lepiej udało mi się poznać Tomasza, kiedy trafił do mnie do domu, bo nabawił się kontuzji kolana (na snowboardzie, dop. red.) podczas zimowych przygotowań do sezonu. W Tarnowie mieliśmy fachowca, który mu wtedy pomógł – dodaje Kołodziej.

Podczas zawodów widoczna była jego pasja do żużla, zaangażowanie w każdy bieg. Obserwując go w parku maszyn odnosiło się jednak wrażenie, że ma nerwy ze stali. Na jego twarzy rysowały się spokój i skupienie.

Raczej zawsze był stonowany i starał się koncentrować na danym wyścigu, meczu. Na torze widoczna była ekspresja, ale w parkingu już chłodna kalkulacja i cały czas skupienie – zauważa kapitan MRGARDEN GKM Grudziądz.

Nie wiem na ile była to kwestia opanowania emocji, na ile gromadzenia ich w środku i czy w pewnym sensie nie spowodowało to tego, co się stało. Także może czasami lepiej było coś z siebie wyrzucić, powiedzieć, bo może byłoby wtedy trochę lżej. Nie wiem, trudno powiedzieć, teoretyzuje sobie, ale może aż za bardzo dusił to w sobie, nie chciał pokazać. A, że przeżywał to sprawa oczywista, bo był mega ambitnym facetem, sportowcem. Kochał to co robił, co było widać po tym jak podchodził do sportu, przygotowań itp. Jak również przeżywał wszelkie niepowodzenia – przyznaje kapitan STELMET Falubazu Zielona Góra.

Ambicja to mogłoby być jego drugie imię. Mimo, że zazwyczaj trzymał emocje na wodzy, gdy chodziło o konkurowanie, zawsze chciał być najlepszy. Przez to trudno było mu nieraz pogodzić się z niepomyślnościami. Sam podkreślał: nie ważne w jakich zawodach biorę udział, zawsze chcę rywalizować, a na końcu wygrywać.

W pamięci pozostanie na pewno jego ambicja i wola walki. Pamiętam finał Indywidualnych Mistrzostw Polski z ubiegłego roku (4 sierpnia 2018, dop. red.) kiedy przyjechał jako pierwszy rezerwowy. Ktoś pojechał za niego, a on dalej był rezerwowym. Pamiętam jak to przeżywał, trochę podyskutowaliśmy, bo zarówno na parkingu jak i w parku maszyn był koło mnie. Nie sądziłem, że aż tak mocno go to podirytuje. Naprawdę mocno był zdenerwowany, przeżywał to. To był właśnie taki wykładnik jego podejścia i filozofii sportu. Mega ambicje, oddanie, poświęcenie. Chyba czasami aż za bardzo w sobie duszone, także to był dla mnie taki wizerunek Tomasza, który zapamiętam na zawsze – wspomina Piotr Protasiewicz.

Emocji nie ukrywał również 6 lat wcześniej w Zielonej Górze, gdzie w 2012 roku osiągnął swój niewątpliwie największy sukces w karierze, zdobywając tytuł Indywidualnego Mistrza Polski. Zwycięstwo odniesione w fantastycznym stylu, po zdobyciu 14 punktów (3,3,2,3,3), czekał na nie 9 lat od ostatniego medalu IMP. We wspomnieniach większości kibiców był to niebywale wzruszający moment, uhonorowanie wielu lat jazdy, zostawionego na torze serca. Duży apetyt na medal miał wtedy również wychowanek zielonogórskiej drużyny.

Finał IMP w Zielonej Górze, gdzie też byłem jednym z faworytów, zapadł mi w pamięci. Bardzo liczyłem na dobry występ, nie udało mi się, ale jeśli miał ktoś mi go zgarnąć to cieszę się, że był to Tomasz Jędrzejak. Był wtedy bardzo szczęśliwy, a ja mu bardzo kibicowałem. To był jego drugi medal w IMP, na dodatek złoty, wcześniej zdobył jeszcze brąz w Bydgoszczy. To zwycięstwo było bardzo mocno przez niego wyczekiwane, śledziłem przebieg rywalizacji. Samą radość i zawody bardzo dobrze pamiętam, jeśli mnie się miało nie powieść to cieszyłem się, że tytuł zdobył zawodnik, który tak bardzo na to czekał i tak bardzo mocno cieszył się z tego wyniku. To było piękno tego sportu jeśli chodzi o te zawody – wspomina zielonogórski zawodnik.

Lepiej w zawodach wypadł Krzysztof Buczkowski, który o mały włos nie zdobył wtedy tytułu wicemistrza. Tego dnia można było się również przekonać jak bardzo lubianym zawodnikiem był Jędrzejak, nie tylko wśród żużlowców, ale i kibiców.

Ten finał pamiętam doskonale, ponieważ pojechałem wtedy bardzo dobrze i mało brakowało, i byłbym drugi, zaraz za Tomaszem. Podczas tych zawodów był poza zasięgiem, ten dzień i finał był po prostu dla niego. Po wygranej wszystkie emocje w nim puściły i ta radość z kibicami, innymi zawodnikami. Widać było, że był bardzo lubiany, był pozytywną postacią, polskiego i światowego speedwaya. Trzeba zapamiętać Go takim, jakim właśnie był – dodaje kapitan MRGARDEN GKM Grudziądz.

Kibicom imponował swoją nieustępliwością, wolą walki i oddaniem, ale również niebywałą sylwetką, stylem jazdy, w których próbował naśladować Marka Lorama. Wszystko to sprawiało, że dla innych żużlowców był niewątpliwie trudnym rywalem, zawodnikiem kompletnym, walecznym, przy czym zawsze jadącym fair-play.

Tomek zawsze był postrzegany jako zawodnik walczak, nienaganna sylwetka na motorze, powiedziałbym wręcz idealna, do tego bardzo dobry startowiec. Przede wszystkim jednak charakterystyczna dla niego waleczność, dzięki której nie odpuszczał do końca wyścigu. To co najlepsze, to Tomasz miał – ocenia Buczkowski.

Na pewno był bardzo waleczny na torze, tutaj we Wrocławiu również, nawet jeśli nie zawsze wychodziło to on nigdy nie odpuszczał – zauważa Jamróg

Od momentu kiedy zaczęliśmy ścigać się jako juniorzy, zaczęła się nasza ciekawa, zdrowa rywalizacja. Często ścigaliśmy się na zawodach młodzieżowych, potem już jako seniorzy – mówi Kołodziej.

Tomasz był dobrym startowcem. Miał dystans do wszystkiego i był normalnym chłopakiem przez całą karierę. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek miał z nim konflikt, ja nie miałem. Był ambitny, zadziorny, walczak, ale potrafił zachować granice, zawsze fair, to było bardzo widoczne. Nie znam osoby, która mogłaby mu coś zarzucić z tego sportowego punktu widzenia, czy kontaktu z innymi zawodnikami. Tu był zawsze wygranym, jednym z najlepszych jeśli chodzi o te sprawy. Dlatego tym bardziej bardzo bolało to, co się wydarzyło – zaznacza Protasiewicz.

W swoją karierę, którą rozpoczął już w wieku 13 lat w ostrowskiej szkółce żużlowej, włożył niebywale dużo pracy. Mimo wspomnianych atutów i wielkiego talentu trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nie udało mu się osiągnąć sukcesów na miarę swoich możliwości. Zabrakło osiągnięć międzynarodowych, chociaż w 2008 roku był o włos od stałego uczestnictwa w Grand Prix. Zabrakło wtedy zaledwie jednego punktu w Grand Prix Challenge w Zielonej Górze.

Miał w sumie też trochę pecha podczas swojej kariery, bo czegoś brakowało, żeby wspiąć się na wyższy poziom, mimo że miał potencjał, aby osiągnąć dużo więcej w sporcie niż osiągnął – zauważa Piotr Protasiewicz.

Myślę, że był trochę takim zawodnikiem od “czarnej roboty”,  jak obserwowałem go we Wrocławiu i doskonale się w tej roli sprawdzał – dodaje Krzysztof Buczkowski.

Był człowiekiem o wielkich ambicjach, takim liderem drugiej linii, ale zawsze chciał uzyskać jak najlepszy wynik. To pokazuje jak bardzo chciał jeździć i osiągać wielkie sukcesy. Aczkolwiek czasami tak bywa, że chce się przenosić góry, ale głową muru się nie przebije. Z perspektywy toru myślę, że tak właśnie go zapamiętam – przyznaje Jakub Jamróg.

Śmiało można go nazwać  cichym bohaterem, nie tylko w odniesieniu do jego postawy wobec innych na torze, ale również poza nim. Tomasz Jędrzejak wielokrotnie zaznaczał, że ze wszystkimi chce żyć w zgodzie. Równie pozytywnie, jak on traktował innych, z szacunkiem i otwartością, teraz mówią o nim inni.

Tomasz był człowiekiem, który zawsze pomagał. Sam kiedyś potrzebowałem pomocy i on mi jej udzielił, jestem mu za to bardzo wdzięczny. Z jednej strony był skory do porozmawiania i podzielenia się spostrzeżeniami. Z perspektywy czasu muszę jednak przyznać, że był osobą, która wolała swoje sprawy załatwić samodzielnie – wspomina Buczkowski.

– Pamiętam, jak byliśmy wspólnie na pożegnalnym turnieju jednego australijskiego zawodnika, spędziliśmy wtedy dwa dni w Anglii. Było już po sezonie, więc mogliśmy spędzić trochę czasu razem, wyjść na piwo. Potem razem wracaliśmy, jakoś ten wyjazd miło wspominam. Wtedy potwierdziło się, że to, co było widać w jego postawie na torze, czy w parkingu to taki też był prywatnie. Nie mogę powiedzieć złego słowa i chyba nie ma osoby, która by mogła, bo był zawsze dobrym kolegą. Tomasz ogólnie był bezkonfliktowym gościem. Także gentleman na torze i poza nim – podsumowuje Protasiewicz.

Wyjątkowy człowiek, od którego powinno się uczyć postawy wobec drugiej osoby. Niezależnie od tego czy była kolegą z zespołu, rywalem, kibicem. Jego zawsze cechowała bezinteresowna chęć pomagania. Czasy również w sporcie się zmieniały, on pozostawał taki sam.

To był ćwierćfinał Indywidualnych Mistrzostw Polski, w którym nie za bardzo mi szło. Ostatni wyścig musiałem wygrać. Mimo, że Tomasz również brał udział w tych zawodach i chciał jak najlepiej wypaść, to i tak pomógł mi w kwestii przełożeń motocykla i wygrałem ten bieg. Nie wiem na ile było to pomocne, ale naprawdę zaimponował mi, że potrafił pomóc rywalowi z toru. Będę zawsze o tym pamiętać. Dla mnie to była bardzo pozytywna, miła sprawa. Ceniłem go za tą szczerość i życzliwość, każdemu był w stanie pomóc, a nie oczekiwał nic w zamian. To wyjątkowe, teraz gdy większość jednak jeździ głównie dla siebie – zaznacza Buczkowski.

Nasze rozmowy sprowadzały się do żużla, niekoniecznie samych zawodów, czy ustawień, ale generalnie do sytuacji jaka jest wokół. Narzekaliśmy na to, bo my jesteśmy z tego pokolenia, gdzie był tylko sport i nic więcej. Teraz mamy politykę, reklamy, regulaminy, morze różnych, dziwnych zapisów. Często o tym rozmawialiśmy, nie stricte o żużlu, torze, ale całej tej otoczce. Kiedyś było dużo sportu w sporcie. Tego nam brakowało, ale tak się pozmieniało nie inaczej i potrafiliśmy się w tym jakoś odnaleźć i dawaliśmy z tym radę – podsumowuje Protasiewicz.

Każdy z czterech uczestników Memoriału ciepło mówił o zmarłym przedwcześnie koledze z toru. Gdyby mieli go krótko opisać użyliby słów takich jak: szczerość, waleczność i oddanie żużlowi, czy też sportowiec z krwi i kości. Wspólnie podkreślając, jak ważne jest, aby uhonorować jego pamięć biorąc udział w zawodach.

Bardzo się cieszę, że dostałem zaproszenie. Kiedy Maciej Janowski spytał, czy byłbym chętny zgodziłem się od razu – przyznaje Buczkowski.

Jak najbardziej wystartuję, aby razem z pozostałymi zawodnikami uczcić jego pamięć – mówi Jamróg.

Nie trzeba było mnie przekonywać, dostałem telefon od Macieja Janowskiego. Sprawa była dla mnie oczywista, tylko kiedy i o której godzinie, nic więcej nie trzeba było dodawać. Oczywista oczywistość, wewnętrzny obowiązek i czysta przyjemność – dodaje kapitan STELMET Falubazu Zielona Góra.

Zgodnie popierali również inicjatywę powstania Krasnala Ogóra, który stanął przy Stadionie Olimpijskim, jeszcze przed Grand Prix we Wrocławiu (3 sierpnia 2019).

Jak najbardziej jestem zwolennikiem takich akcji. Kiedy zawodnik kończy karierę, to często się o nim zapomina. Tomasz co prawda nie zakończył kariery, to co się stało zaskoczyło wszystkich. Ogór będzie upamiętniał Go takim, jaki był i myślę, że ludzie będą go bardzo długo pamiętać – zaznaczał Buczkowski

Dlatego tak ważne jest, aby nie tylko przy okazji takich dni jak Memoriał, mecz, czy innych wizyt na Stadionie Olimpijskim pamiętać o tym wspaniałym, polskim zawodniku. Najlepszym podsumowaniem będą niewątpliwie słowa Piotra Protasiewicza.

Myślę, że najważniejsze to pamiętać, a po tym co po sobie Tomasz pozostawił, kartki w historii żużla, które zapisał, w Polsce i nie tylko, jestem przekonany, że pamięć o nim będzie wieczna – podkreślał zawodnik.

Alicja Labrenc