Janusz Kołodziej: “staram się być bardzo otwartym człowiekiem, jak i zawodnikiem”

Fot. Patryk Kowalski
Fot. Patryk Kowalski

Po meczu 2.kolejki PGE Ekstraligi, w którym ELTROX WŁÓKNIARZ Częstochowa podejmował FOGO Unię Leszno, Janusz Kołodziej został wybrany Rajderem meczu. W rozmowie dla speedwayekstraliga.pl opowiedział, co wpłynęło na lepszą formę podczas wspomnianego spotkania, o tyrystorze oraz w czym tkwi siła zawodnika.

Julia Pożarlik (speedwayekstraliga.pl): Zacznę humorystycznie. Nie da się nie zauważyć, że w tym sezonie ma pan nieco dłuższe włosy. Po meczu w Częstochowie pojawiły się głosy, że im dłuższe włosy, tym lepsza forma. Czy to rzeczywiście wpływa na pana jazdę?

Janusz Kołodziej: Jest to coś nowego, innego i troszkę mnie te włosy denerwują, ale na szczęście podczas jazdy nie ma zbyt wielkich problemów. Ostatnio takim zawodnikiem był Adam Skórnicki. Niedługo zrobi się pewnie trochę ciepło, ale może uda się podtrzymać dobrą passę Adama (śmiech).

Pierwsza runda nie poszła po myśli (5 pkt i bonus), ale za to w drugim spotkaniu z ELTROX WŁÓKNIARZEM Częstochowa wrócił pan w wielkim stylu (13 pkt oraz bonus). Co wpłynęło na lepszą dyspozycję?

Na pewno ten pierwszy mecz, w którym było niepowodzenie. Rzeczywiście jest tak, że w pierwszym meczu też mi zależało, aby dobrze zacząć ten sezon i cieszyć się ze zrobionych punktów. Natomiast totalnie mi nie wyszło, a do tego jeszcze przegraliśmy. Dla zawodnika, który stara się z całych sił, to takie niepowodzenie źle działa, ale pomogło mi to w tym, aby wyciągnąć z siebie jak najwięcej i przygotować się lepiej na kolejne. Starałem się mieć taką sportową złość w sobie, bo pierwsze zawody były nieudane i widać, że się to w miarę opłaciło.

W tym roku po raz pierwszy stanął pan z Bartoszem Smektałą nie w parze, a po przeciwnych stronach barykady. Czy czuł pan, że jest to trochę inna rywalizacja, niż pozostałe?

Wiadomo, że jest dziwnie. Gdybym traktował to inaczej, to przeszedłbym koło tego obojętnie, natomiast wiadomo, że jeździliśmy w FOGO UNII Leszno wiele lat, więc rzeczywiście dziwne uczucie, ale takie jest życie. Każdy jest wolnym człowiekiem, podejmuje swoje wybory i decyzje. Z drugiej strony, jak mamy się nie widywać to fajnie, że możemy ze sobą rywalizować.

Podczas wywiadu w Mix Zone powiedział pan, że „przyjeżdżając na nie swój tor jest się dwa razy bardziej pobudzonym i głowa dwa razy mocniej pracuje”. Są na pana liście tory, na których pan najbardziej stosuje taką motywację?

To dotyczy każdego toru. Wszystko zależy też od naszej dyspozycji, bo na dobry wynik składa się wiele rzeczy, ale każda drobnostka przesądza o tym, czy zrobi się dobry wynik albo słabszy. Akurat w Częstochowie wiele rzeczy zagrało. Na innych torach też staram się jak najlepiej do wszystkiego podejść. Czasami tak jest, że źle się prześpi noc, bo wiadomo, że w tym sporcie jest wiele nerwów i czynników, przez które człowiek nie śpi spokojnie i to są takie rzeczy, które później wpływają na naszą dyspozycję i na tym torze nie jesteśmy tacy rześcy.

Czyli rozumiem, że przed spotkaniem z ELTROX WŁÓKNIARZEM Częstochowa wyspał się pan…

Tak, ale niestety po meczu z Częstochową musiałem podjąć trochę inne kroki, bo mam problemy ze snem. To wszystko przez to, że zaczął się nowy sezon, są nowe oczekiwania i wyzwania, dlatego człowiek zawsze chce wyjść do przodu. Jak nie będziemy patrzeć w ten sposób, to się zawsze cofamy. Czasami coś nie zagra i coś umknie. U mnie są akurat problemy ze snem, ale pracuję nad tym.

Kiedy pan ma w planie przetestowanie tego starszego modelu tyrystora? Wspomniał pan, że patrząc, jak Leon napędza się przy krawężniku, to ma pan dziwne odczucia.

Raczej nie. Ja akurat jeżdżę na starym modelu tyrystora. Natomiast chodzi o to, że w tym albo ubiegłym roku wyszedł nowy. Ja go mam, ale leży w warsztacie i tak naprawdę nie zdążyłem go jeszcze przetestować, ale dopiero w ostatnim biegu zauważyłem, że Leon Madsen ma ten system zamontowany, dlatego też tak palcem pokazałem, bo byłem w wielkim szoku i byłem zdziwiony. Natomiast nie powiem, raduje mnie to, bo z drugiej strony wiem, że to dobrze działa. Kolejna sprawa jest taka, że jak mieliśmy mecz z MOJE BERMUDY STALĄ u siebie, to właśnie Marcus Birkemose zaczepił mnie i powiedział, że to jest fajne urządzenie. Później właśnie troszkę pogadaliśmy, czego on używa, dlaczego i tak samo powiedział, że to nowy model, dlatego to są dla mnie takie kolejne szokujące informacje. Fajnie, że coraz więcej zawodników się co do tych urządzeń przekonuje.

Aktualnie w klasyfikacji zawodników w PGE Ekstralidze jest pan na 9. miejscu, tuż za zespołowym kolegą – Jasonem Doylem. Widać, że Australijczyk bardzo dobrze czuje się w FOGO UNII Leszno.

Tak, Jason to wysokiej i światowej klasy zawodnik. Mam wrażenie, że on gdzie by nie trafił, to będzie się dobrze czuł. Wydaje mi się, że w naszej drużynie nie miałby totalnie na co narzekać, więc myślę, że wszyscy będą w miarę zadowoleni z siebie.

Patrząc na dyspozycję MOJE BERMUDY STALI Gorzów, czuje pan, że tym razem ta drużyna może wam najbardziej przeszkodzić w zdobyciu złotego medalu oprócz BETARD SPARTY Wrocław, która w mediach uznawana jest za najpoważniejszego konkurenta?

Ciężko mi powiedzieć. Jestem pewien, że na naszym torze, to po prostu oni pojechali dobrze, a my byliśmy słabi. Jeszcze nie każdy z nas doszedł do takiego odpowiedniego pułapu. Z resztą jeszcze trochę wcześnie. Widzimy po różnych meczach, ile jest upadków, różnych kontuzji, że po prostu ta pogoda nie sprzyjała jeszcze treningom, ani też sparingom. Jeszcze są takie niedociągnięcia i wydaje mi się, że na takie głębsze oceny musielibyśmy poczekać jeszcze, ale każdego rywala trzeba szanować i traktować poważnie, bo tak naprawdę każdy jest bardzo silny.

Słynie pan ze skromności i zawsze chętnie pomaga pan kolegom. Czy właśnie w tym tkwi siła Janusza Kołodzieja jako żużlowca?

Nie mam pojęcia, ale zawsze mnie uczono, że trzeba być takim człowiekiem, aby dawać to samo, co chcielibyśmy otrzymywać. Staram się być bardzo otwartym człowiekiem, jak i zawodnikiem, żeby sobie pomagać. Wiadomo, że życie pokazuje czasem takie gorsze, mroczne strony i niestety czasem można się zawieźć na kimś i to nie powiem, ale trochę wycofuje człowieka do kolejnych ruchów. Jednak jak wcześniej już wspominałem, trzeba cały czas pracować nad sobą i patrzeć na dobre rzeczy, a z ludźmi to nigdy nie wiadomo, bo czasem mają dobre zamiary, a czasem nie do końca i dopiero później to wychodzi i można się zawieźć. Broń Boże nie narzekam na cokolwiek, jednak im jestem starszy, tym bardziej widzę, że trzeba uważać. Pomagać sobie trzeba, jak najbardziej, tylko trzeba mieć przeczucie, komu można, a komu nie, bo czasem może to zadziałać w drugą stronę.

 

Julia Pożarlik