BETARD SPARTA Wrocław z Taiem Woffindenem równie silna – wypowiedzi gospodarzy meczu #WROLES

Fot. Ewelina Włoch
Fot. Ewelina Włoch

Mijający weekend upłynął pod znakiem odrabiania ligowych zaległości, w ramach których BETARD SPARTA Wrocław podejmowała w zaległym meczu 4. rundy FOGO UNIĘ Leszno. W składach obu drużyn, w porównaniu do rozegranych wcześniej meczów doszło do istotnych zmian kadrowych.

W szeregach wielkopolan formację młodzieżową wzmocnił Damian Ratajczak. Z kolei w dolnośląskiej ekipie do składu powrócił po kontuzji Tai Woffinden, za którego spartanie w trzech ostatnich meczach stosowali zastępstwo zawodnika, które było na tyle skuteczne, że Anglik mógł spokojnie wyleczyć kontuzjowane więzadła. – Kontuzja, którą odniosłem i jej rehabilitacja, dla przeciętnego człowieka potrwałaby trzy miesiące. Ja jednak już dwa tygodnie temu próbowałem jazdy na motocyklu, ale wówczas to nie był dobry moment na powrót. To jest bardzo przewlekła kontuzja i na jej wyleczenie potrzeba czasu. To nie jest takie proste. Aby uzmysłowić w czym jest problem, powiem tyle, że przebywając w domu z rodziną przygotowywałem mleko dla córki i unosząc lewą rękę z butelką poczułem potworny ból w ramieniu, ale gdy jeździłem w ostatnim piątek na treningu tego bólu nie czułem. Dlatego to, że teraz jadę wynika z tego, że ciało mi pozwoliło, ale zobaczymy jak będzie – wyjaśnił zawodnik BETARD SPARTY na antenie nSport+.

Trener Dariusz Śledź przed spotkaniem cieszył się z faktu, że w meczu miał do dyspozycji wszystkich zawodników. – Spodziewamy się trudnego spotkania. Wiemy, jakim przeciwnikiem jest FOGO UNIA Leszno. Nasze mecze były zawsze zacięte i niemal zawsze trwały do ostatniego wyścigu. Brak zawodnika w składzie na pewno wyzwala dodatkową moc w pozostałych, ale dużo bardziej komfortowo jest mieć do dyspozycji wszystkich zawodników i w pełni sił. Nie przyspieszaliśmy jednak decyzji Taia o jego powrocie na tor, to była decyzja zawodnika i jest z nami – powiedział szkoleniowiec.

Gleb Chugunov po swoich dwóch biegach, na swoim koncie zapisał zaledwie jeden punkt z bonusem. Rosjanin w wywiadzie przyznał, że błędnie odczytał warunki torowe. – Cały czas staram się oczytać ten tor. Rozmawiamy też cały czas na odprawach, Maciej, Tai i Artem mi podpowiadają i walczymy. Sugeruję się też czasami, jakie uzyskują zawodnicy, ale jest tego dużo (telemetria, przyp. red.), bo mamy czas biegu, czas reakcji, czas okrążenia i staram się wybierać te najważniejsze. Na obchodzie przed zawodami wydawało mi się, że jest nieco twardszy niż przed tygodniem i zacząłem kombinować. Było nieco lepiej w drugim moim starcie, ale cały czas szukam ustawień, bo na wrocławskim torze trzeba mieć naprawdę dużo mocy i dobrą szybkość, żeby płynnie jechać i robić punkty – przekazał zawodnik w wywiadzie w nSport+.

Po dziesięciu biegach BETARD SPARTA Wrocław wypracowała ośmiopunktową przewagę nad rywalem, a klasą dla samego siebie był Maciej Janowski, który w kolejnym spotkaniu udowadniał, że w sezonie 2021 poważnie myśli o czymś więcej, niż tylko o ligowym ściganiu, bowiem jego forma wydawała się być wręcz nieosiągalna dla rywali ze światowej czołówki. – Na razie prowadzimy i mam nadzieję, że tak będzie do końca. Musimy jednak uważać, bo FOGO UNIA znana jest ze swej waleczności, ale mam nadzieję, że powoli zmierzamy do celu, jakim jest zwycięstwo. Dyskutujemy na odprawach, bo tor zmienia się co bieg i każdy przekazuje swoje odczucia odnośnie ostatniego meczu u treningu – powiedział kapitan wrocławian.

Kolejne trzy wyścigi ułożyły się po myśli wrocławian, którzy powiększyli swoją przewagę do dziesięciu “oczek”, a biegi nominowane były przysłowiową „wisienką na torcie”, bo zawodnicy FOGO UNII Leszno nie zamierzali odpuszczać i zmniejszyli rozmiary porażki do czterech punktów, czym udowodnili, że ściganie na najwyższym poziomie możliwe jest tylko w PGE Ekstralidze.

Cały mecz był godnym podsumowaniem weekendowego ścigania w PGE Ekstralidze, a jako pierwszy ze spartan w pomeczowym wywiadzie swój występ ocenił Artem Laguta. – W biegach nominowanych jechałem z najgorszego, czwartego pola. Trudno było wyjechać, ale w końcu ścigaliśmy się z mistrzem polski. FOGO UNIA Leszno początkowo nie wiedziała, na jakich przełożeniach jechać, a my z tej sytuacji korzystaliśmy, żeby jak najlepiej jechać i robić punkty, dlatego to zwycięstwo jest dla nas ważne – zaznaczył Rosjanin w Mix Zone na antenie nSport+.

W meczu z dobrej strony pokazali się wrocławscy juniorzy, którzy nie kryli zadowolenia z wygranego meczu i cieszyli się ze swojego dorobku punktowego. – Mecz był na styku i trzeba było być czujnym i dobrze się bronić. Mamy coś do poprawki. Mamy jednak nadwyżkę na rewanż i będziemy walczyć o bonus. Przyjezdni byli bardzo szybcy i dobrze rozegrali biegi nominowane, ale ważne że wygraliśmy. Wszystkie punkty są bardzo ważne zwłaszcza w meczach na styku, bo w PGE Ekstralidze wszystkie drużyny są mocne, a wygraliśmy z tymi najmocniejszymi i to dobry prognostyk na przyszłość – wyjaśnił Przemysław Liszka, zdobywca 4 pkt i bonusa.

– Zrobiliśmy jako juniorzy to, co do nas należało i okazuje się, że w końcowym wyniku są to naprawdę ważne punkty. Czułem się dobrze na motocyklu po upadku w eliminacjach IMEJ. Tor był dobry do ścigania, dość twardy i miło się jechało. W kolejnych meczach będziemy walczyć o kolejne wygrane, ale to jest żużel i trudno coś więcej powiedzieć – zaznaczył Michał Curzytek, który zainkasował 3+2.

Na koniec trener Dariusz Śledź był mówił o małym rozczarowaniu, z powodu roztrwonionej przewagi, ale nie krył zadowolenia z kolejnych punktów meczowych. – Żałuję, że straciliśmy nieco z naszej przewagi w ostatnich biegach, ale najważniejsze, że dwa punkty zostają we Wrocławiu. Cieszy też forma Macieja, bo to co pokazuje zasługuje na szacunek. Cieszy też postawa i punkty juniorów. Teraz przygotowujemy się do spotkania w Zielonej Górze i jedziemy dalej – zakończył szkoleniowiec.

 

Andrzej Kowalski