Emil Sayfutdinov: Plan minimum wykonaliśmy (wywiad)

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

BETARD Sparta Wrocław przegrała u siebie z FOGO Unią Leszno 43:47 w pierwszym meczu Wielkiego Finału PGE Ekstraligi. W drużynie gości najlepiej punktującym, po bezbłędnym Januszu Kołodzieju, był Emil Sayfutdinov, zdobywca 13+1 pkt. Specjalnie dla speedwayekstraliga.pl opowiedział o finałowym starciu, ocenił dobiegający końca sezon.

Alicja Labrenc: FOGO Unia Leszno wyjeżdża z Wrocławia z czteropunktową zaliczką. Twoim zdaniem to idealny układ przed rewanżowym meczem na swoim torze?

Emil Sayfutdinov: Tak, plan minimum wykonaliśmy, ale na pewno nie było to łatwe spotkanie. Były różne sytuacje, bardzo się cieszymy, że mamy te cztery punkty zaliczki. To nie jest jednak za dużo. Na pewno pojedziemy u siebie jak najlepiej potrafimy i będzie ciekawa walka o złoto.

Jak oceniłbyś tor?

Są osoby odpowiedzialne za tor. My nie byliśmy skupieni na tym, czy jest odpowiednio przygotowany, czy nie. Chcieliśmy pojechać i zrobić dobry wynik. Poszliśmy na obchód i zobaczyliśmy, jak wygląda, a po powrocie do parku maszyn dokonaliśmy paru korekt w motorach, wybierając ustawienia jakie wydawały nam się optymalne i było dobrze.

W tym roku miałeś w sumie trzy okazje, aby ścigać się we Wrocławiu. Podczas Grand Prix zdobyłeś 14 pkt, w meczu 14. rundy PGE Ekstraligi nieco słabiej – 7+1 pkt, w meczu finałowym znowu świetnie 13+1 pkt. Jaki jest sekret progresu w porównaniu z meczem sprzed 3 tygodni?

Nie, nie było żadnego sekretu (śmiech). Po prostu podczas zasadniczej rundy, w 14. kolejce, źle odczytałem, wybrałem nie ten motor, który powinienem i po prostu tak się stało. Nie chciałem jednak w trakcie spotkania go zmieniać, bo wynik był korzystny, także próbowaliśmy robić wszystko, co się da. W nominowanych biegach pojechali wtedy po prostu inni zawodnicy. Także w ogóle nie było paniki. Natomiast podczas tego finałowego meczu byliśmy przygotowani, wiedzieliśmy od początku, na którym silniku chcemy pojechać i wszystko spasowało.

Przed tobą 2019 Adrian Flux British FIM SGP w Cardiff. Jak nastawienie przed przedostatnią rundą FIM SGP?

Na pewno jest to wyjątkowe Grand Prix, nie jest blisko, ale szczerze mówiąc na razie o tym nie myślę. Dopiero jak będę na miejscu, to zacznę się zastanawiać nad tym, w jaki sposób najlepiej tam pojechać. Teraz natomiast mam czas na złapanie oddechu po tym meczu, spędzić czas z rodziną, przygotować się do kolejnych spotkań, potrenować, także na razie nie myślę o zmaganiach w FIM SGP.

Jesteś zadowolony z dobiegającego końca sezonu?

Miałem też lepsze… jednak w porównaniu z ostatnimi, to na pewno lepszy sezon w moim wykonaniu. Mam dograny sprzęt, widać różnicę. Nie muszę „ciągnąć” tego motoru tylko razem z nim pracuję i to daje efekty. W tym roku współpracujemy z Ashleyem Hollowayem. Mój menedżer dużo z nim omawia i działa, wymieniają silniki, także wszystko idzie w dobrym kierunku. Najważniejsze, że my się staramy, nie poddajemy się. Wszystko dobrze się układa, więc mam nadzieję, że będzie tak już do końca sezonu.

Cieszysz się na Galę PGE Ekstraligi i z nominacji w kategorii Najlepszy Zagraniczny Zawodnik Sezonu?

Oczywiście cieszę się, ale zobaczymy czy coś wygram. Na razie o tym nie myślę, bo mam jeszcze dużo pracy przed sobą, tak więc zobaczymy, jak to się skończy.

Sezon żużlowy pomału dobiega końca, natomiast rok szkolny w Polsce dopiero się zaczyna. Jak wspominasz swoje szkolne lata?

W szkole uczyłem się dobrze, do momentu, aż nie pojawił się żużel, bo później to już myślami byłem przy speedwayu i już nie uczyłem się tak, jak trzeba, bo miałem inne cele, które mam nadal. Na pewno nie wszystko było przyjemne, rano wstawać, siedzieć w klasie po kilka godzin (śmiech), ale dla każdego co innego jest ważne, ma inne talenty, które chce wykorzystywać.

 

Alicja Labrenc