Eliga Manager: gra zaskoczeń i rozczarowań [Podsumowanie #2]

W tej rozgrywce górą są gracze z dobrym nosem i umiejętnością obserwacji. Nie da się ukryć, że fani czarnego sportu, którzy na bieżąco śledzą, co dzieje się w poszczególnych drużynach PGE Ekstraligi w Eliga Manager radzą sobie całkiem nieźle. Kluczową rolę w budowaniu pozycji w klasyfikacji generalnej odgrywają po raz kolejny zawodnicy, na których przed startem ligi mało kto stawiał.

Już w ubiegłym tygodniu pisałem w podsumowaniu o trafionym wyborze Maxa Fricke. Australijczyk jeżdżący w tym sezonie dla MARWIS.PL FALUBAZU Zielona Góra, w drugiej rundzie spotkań potwierdził swoją dobrą formę (9+1), a jego KSM u progu rywalizacji wyniósł raptem 6,22. Dobry biznes.

Trudno w tym tekście po raz kolejny wymieniać i chwalić tuzy światowego żużla. Przecież to, że wysokie zdobycze będą notować Zmarzlik, Madsen, czy Woffinden nikogo dziwić nie powinno, a przecież większość z graczy przynajmniej jedną taką armatę w swoim składzie posiada. Dziś, kiedy zaliczyliśmy pełną rundę spotkań możemy pokusić się o szerszą niż przed tygodniem analizę, bo gra w Eliga Managera to – jak w tytule – pasmo spektakularnych zaskoczeń i wielkich rozczarowań. One będą decydowały o końcowej klasyfikacji, a wcześniej determinowały podejmowane przez graczy decyzje o transferach.

W mojej subiektywnej opinii na jak największe uznanie zasługuje Piotr Protasiewicz, który po słabym roku 2020, w obecnym dla swojej drużyny zdobył już 17 punktów. W tej samej perspektywy, na tych, którzy zaskoczyli pozytywnie patrzę na Damiana Pawliczaka, Jarosława Hampela, czy wreszcie Przemysława Pawlickiego. To właśnie starszy z leszczyńskich braci, a obecnie żużlowiec ZOOLESZCZ DPV LOGISTIC GKM-u Grudziądz mógł zaimponować swoim wirtualnym menedżerom. 10 punktów, choć bez trójki na koncie to wynik, dla chcącego się wreszcie odrodzić Pawlickiego, co najmniej zadowalający. W ekipie Janusza Ślączki muszę też wyróżnić Nickiego Pedersena, najlepszego zawodnika w zespole, który w Zielonej Górze wywalczył aż 16 punktów, a tym samym zaczął spłacać pokładane w nim zaufanie w grze. KSM Pedersena przed rozpoczęciem rywalizacji nie należał do najniższych (8,23), więc jego angaż był pewnego rodzaju ryzykiem. Duńczyk udowodnił, że jeszcze potrafi solidnie punktować. A jeśli podtrzyma formę? Można mrozić szampany.

Było o pozytywach, to teraz trochę o rozczarowaniach. Mamy co prawda odjechaną tylko jedną pełną kolejkę, ale punkty w niej zdobyte liczą się w grze tak samo, jak i te zdobyte w kolejce nr 9, 10, czy 11, więc z tej perspektywy warto przyglądnąć się wpadkom niektórych zawodników. A te zaliczył choćby Emil Sayfutdinov, który na torze w Częstochowie zdobył „ledwie” 7 „oczek”. Totalnie nie w stylu Rosjanina, lubiącego wozić się przy Olsztyńskiej po płotach. Zostając pod Jasną Górą mogę bez obaw wymienić w tym miejscu podopiecznych Piotra Świderskiego: Kacpra Worynę (5+1) i Bartosza Smektałę (3+1). Ich debiutanckie występy w ekipie ELTROX WŁÓKNARZA były bardzo słabe i koniec końców przyczyniły się do zwycięstwa gości z Leszna. Bardzo zawiódł kreowany na lidera Fredrik Lindgren (5).

Sporym rozczarowaniem rundy jest także młodzieżowiec MOTORU Lublin Wiktor Lampart, o którym przed sezonem mówiło się nawet jak o najlepszym juniorze w PGE Ekstralidze. Trzy zera na inaugurację to spory potencjał na poprawę, bo przecież to wciąż bardzo solidnie przygotowany do tego fachu sportowiec. W efekcie i patrząc z perspektywy gry Eliga Manager, Lampart z KSM na poziomie 4,36, może być zbyt drogim dodatkiem do całego zespołu i na ten moment stawiam go jako pierwszego do wytransferowania. Czekam na kolejne mecze i z pewnością lepsze wyniki. Okazja do rehabilitacji i pokazania prawdziwych, niewątpliwych umiejętności już w niedzielę na własnym torze.

Kończąc chciałem pogratulować liderowi klasyfikacji ekipie Kolejarz Rawicz, która prowadzi z dorobkiem 132 punktów (4 punkty meczowe). Poważny wyczyn. Gonimy was.

 

Rafał Martuszewski