Dwa razy więcej zwycięstw i wciąż 6. miejsce w “dziwnym sezonie” (podsumowanie)

Fot. Przemysław Gąbka
Fot. Przemysław Gąbka

W 2019 roku Motor Lublin był skazywanym na pożarcie beniaminkiem, jednak wtedy bez większego problemu lubelscy żużlowcy zajęli szóste miejsce w tabeli z czterema wygranymi. W 2020 roku wszyscy głośno mówili, że walczą o fazę finałową. Ostatecznie Motor wygrał osiem spotkań i… ponownie zajął szóstą lokatę.

W Lublinie po wielu latach posuchy nareszcie doczekano się klubu, który wie, na czym polega praca w sporcie żużlowym oraz marketingu, który w obecnych czasach jest niezwykle ważny. W zaledwie trzy lata działalności klub znalazł się w PGE Ekstralidze. W 2020 już chciał się bić o medale. Pomóc w tym mieli m.in. nowi zawodnicy – Matej Zagar, Jakub Jamróg, Oskar Bober oraz Jarosław Hampel, który został wypożyczony do Motoru na nieco ponad tydzień przed startem ligi.

Pierwsze spotkanie w sezonie mocno zweryfikowało plany lubelskich działaczy na 2020 rok. Na “dzień dobry” Motor udał się na spotkanie do Wrocławia, aby zmierzyć się z miejscową BETARD Spartą. Oprócz Mikkela Michelsena, który zdobył 10 punktów, nikt z lubelskiej drużyny nie wszedł dobrze w ten sezon. Kibice, jak i działacze, z pewnością liczyli na dużą pomoc ze strony Jakuba Jamroga. Tymczasem wychowanek Unii Tarnów zdobył cztery punkty i bonus. – Sentymentalna podróż do Wrocławia w moim wykonaniu, zwłaszcza że zeszły rok był świetny. W moim drugim biegu totalnie zepsułem start, bo na trasie byłem szybki. Przez chwilę byłem przed Taiem Woffindenem, więc wydaje mi się, że jest dobrze. Tor jest bardzo trudny. Widać, że atut własnego toru w dobie pandemii jest jeszcze większy – powiedział po spotkaniu Jamróg.

MotorLublin w czwartej kolejce udał się do Częstochowy, aby postawić się ELTROX Włókniarzowi. Niewiele osób przewidywało, że podopieczni Jacka Ziółkowskiego i Macieja Kuciapy mogą zagrozić faworytowi do zdobycia mistrzostwa Polski. Kluczową informacją tuż przed pierwszym biegiem było to, że w spotkaniu nie wystartuje kluczowy zawodnik miejscowych – Jakub Miśkowiak. Szansę pokazania się otrzymał Bartłomiej Kowalski, który dopiero rozpoczynał swoją przygodę z dorosłym żużlem i nie był w stanie zdobyć choćby punktu. Bardzo dobry powrót na częstochowski stadion zaliczył Grigorij Laguta. – Tor był bardzo dobrze przygotowany. Kiedyś tu startowałem i niewiele się zmienił. Jeździłem tą samą ścieżką. Cała drużyna jechała dobrze przez całe zawody. Cieszę się mocno i dziękuję wszystkim, którzy nam kibicowali. Ten wynik mógłby być lepszy, gdyby młodzieżowcy dowieźli trochę punktów. Jesteśmy dobrze przygotowani – zakończył Rosjanin.

14 sierpnia do Lublina przyjechał mistrz Polski – FOGO Unia Leszno. Lublinianie marzyli, aby pokonać trzykrotnego w tamtym momencie zdobywcę złotych medali. Szybko te marzenia zostały zweryfikowane. Po pierwszej serii FOGO Unia wygrywała już 17:7 i wszystko wskazywało na to, że Motor sromotnie przegra na własnym torze. Wtedy do gry wszedł przede wszystkim Matej Zagar. Słoweniec, który jechał swój najlepszy sezon w lidze, w drugiej serii spotkań pojawił się dwukrotnie na torze i miał wtedy trzy zwycięstwa na koncie. Motor szybko odrobił straty i po dziesięciu biegach był już remis po 30. Wtedy w Lublinie nastała euforia, ponieważ pokonanie mistrza było na wyciągnięcie ręki. Ostatecznie Motor wygrał 50:40 i przeciągu 11. biegów odrobił 10 punktów straty i dołożył kolejne 10 przewagi. Mecz życia w PGE Ekstralidze zanotował Zagar, który zdobył duży, czysty komplet 18 punktów.

To zwycięstwo cieszy nas ogromnie. Musieliśmy sporo się napracować, aby wygrać ten mecz. Wszyscy punktowali, rewelacyjnie pojechał Matej Zagar. Przywoził bardzo ważne punkty, każdy starał się walczyć, bo doskonale wiemy, jak mocni są moi koledzy z FOGO Unii Leszno. Wiedzieliśmy, jak trudne to będzie spotkanie, dlatego dużo pracy i energii włożyliśmy w to, żeby ten mecz tak właśnie odjechać. Walczymy o awans do play-off i to jest nasz cel nadrzędny – powiedział po spotkaniu Jarosław Hampel.

Gdy się wydawało, że Motor jest na prostej drodze do fazy finałowej, przyszła nieco gorsza końcówka sezonu. Najpierw porażka z ELTROX Włókniarzem Częstochowa (39:51), a później minimalna przegrana w Grudziądzu (44:46) sprawiły, że Motor Lublin w ostatnim meczu bił się o awans do najlepszej czwórki z RM SOLAR Falubazem Zielona Góra. Aby spełnił się sen działaczy i kibiców Motoru, lublinianie musieli wygrać 53:37 z zielonogórzanami. Spotkanie zakończyło się wynikiem 52:38, co oznaczało, że Motorowi zabrakło jednego, małego punktu, aby mieć cztery mecze więcej w sezonie.

Przed sezonem wielu ekspertów mówiło, że Motor Lublin w 2020 roku będzie miał najlepszą parę juniorów w lidze. Tak się niestety nie stało. Wiktor Lampart, jak i Viktor Trofymov zaprezentowali się zdecydowanie poniżej oczekiwań, o czym sami mówili, i nie zbliżyli się chociaż do formy z 2019 roku. Pierwszy z nich uzyskał średnią biegopunktową na poziomie 1.041, a drugi 1.182. To zdecydowany spadek w stosunku do ubiegłego roku – odpowiednio 1.544 i 1.296.


Fot. Przemysław Gąbka

Do plusów tego sezonu w Motorze na pewno nie można zaliczyć drugiego polskiego seniora. Paweł Miesiąc i Jakub Jamróg od pierwszej kolejki rywalizowali między sobą o miejsce w składzie. Ani jednemu, ani drugiemu ta walka nie wyszła na dobre. Obaj w 14 meczach zdobyli zaledwie 64 punkty z bonusami. Prezes Jakub Kępa już zapowiedział, że nie popełni tego samego błędu w 2021 roku i w zespole nie będzie walki o skład. Pozostając przy prezesie Kępie, trzeba rozpocząć od największego plusa tego sezonu w Motorze. Wypożyczenie Jarosława Hampela do lubelskiej ekipy na tydzień przed startem PGE Ekstraligi. Ten ruch był strzałem w dziesiątkę. Wicemistrz świata z 2010 i 2013 roku łącznie z bonusami zdobył 122 punkty i był czwartym najskuteczniejszym zawodnikiem Motoru. W Lublinie pewnie odetchnęli z ulgą, bo bez Hampela mogłoby nie być tak dobrze.

Największym plusem 2020 roku w lubelskim klubie jest postawa Mateja Zagara. Słoweniec przychodził do Motoru po dość słabym sezonie w ELTROX Włókniarzu Częstochowa i cyklu FIM Speedway Grand Prix. W tym sezonie był to zupełnie inny zawodnik, niż kibice i działacze znają. Jak przyznał Jacek Ziółkowski – manager Motoru, Zagar był nad wyraz koleżeński oraz uczynny. Na torze również spisywał się jak nigdy dotąd – odjechał swój najlepszy sezon w życiu, wywalczając średnią na poziomie 2.069. Nowy regulamin i wprowadzenie obowiązkowego zawodnika do lat 24 w składzie drużyn sprawił, że dla Zagara zabrakło miejsca w Motorze.


Fot. Przemysław Gąbka

Przed działaczami lubelskiego klubu tak naprawdę rok próby. W klubie pozostaje człon zespołu – Grigorij Laguta i Wiktor Lampart, którzy mają ważne kontrakty, a po słownym porozumieniu już w lutym był Mikkel Michelsen. W przyszłym sezonie Motor ponownie za cel postawi sobie awans do fazy play-off. Jak wyjdzie tym razem? Kibice liczą, że lubelski klub w końcu zdobędzie medal Drużynowych Mistrzostw Polski.

Michał Mielnik