„Dla mnie liczy się wynik drużyny” – wypowiedzi EWINNER APATORA Toruń z #TORLUB

Fot. Łukasz Trzeszczkowski
Fot. Łukasz Trzeszczkowski

W meczu 12. rundy PGE Ekstraligi, EWINNER APATOR Toruń minimalnie przegrał z zespołem MOTORU Lublin 44:46. Pojedynek od samego początku był zacięty i dostarczył wielu emocji, a o wyniku spotkania zadecydował bieg ostatni i ataki lublinian na trasie.

Aż do czwartku nie wiedzieliśmy, czy wystąpi Jack Holder. Na treningu wyglądał dobrze. Pojechał cztery okrążenia, troszkę odczuwał jakiś dyskomfort, ale ogólnie wszystko dobrze się skończyło. Pojeździł, potrenował i podjął decyzję, ale nie tylko on. Po badaniach lekarskich została podjęta decyzja, że pojedzie. Jeśli chodzi o zestawienie par, to jak wspomniałem, że w czwartek jeszcze wiedzieliśmy czy młodszy z braci Holderów wystąpi, czy będzie zastępstwo zawodnika i układaliśmy to bardziej pod ZZ. Będziemy robić wszystko, żeby to spotkanie wygrać. Chris Holder od paru spotkań boryka się z problemami sprzętowymi i ciężko mi powiedzieć, czy będzie dobrze. On cały czas coś szuka, zmienia, ale czy będą tego jakieś efekty, zobaczymy na torze. Nie wiem, na jakim silniku pojedzie Chris, nie wiem, jakie silniki ma w ramie. Dla mnie nie ma znaczenia kto, na czym jeździ. Dla mnie liczy się wynik drużyny i punkty danego zawodnika – powiedział w rozmowie przedmeczowej na antenie nSport+ Tomasz Bajerski.

Jeśli chodzi o mojego brata, Chrisa, to może trochę „zardzewiał”. To nie jest tak, że się nie stara. PGE Ekstraliga to bardzo ciężkie wyścigi. Widać, że ma prędkość, ale znajduje się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie, to są takie niuanse, które musimy rozwiązać. W moim pierwszym wyścigu popełniłem błąd, po tym biegu zrobiłem duże zmiany. Godzinę przed meczem mieliśmy tutaj opady deszczu i to zmieniło koncepcję. Teraz jest bardziej przyczepnie niż zwykle. Pozmieniałem i nie byłem do końca zadowolony i wróciłem do tego, co było – oznajmił w trakcie spotkania Jack Holder.

Szkoda, że przegraliśmy. Zabrakło, szczerze mówiąc, tych czterech nieszczęsnych punktów, ale taki jest sport. Każdy z nas gdzieś pogubił punkty w każdym biegu. Jeśli chodzi o tor, to było trochę inaczej, niż wcześniej. Nie ukrywam, że ten krawężnik był mocno namoczony. Koleiny, które nigdy nie robiły się na MotoArenie, teraz się pojawiły. Fajnie było jak, można było je wykorzystać, tylko trzeba było być czujnym. Ten deszczyk te pierwsze trzy metry wewnątrz toru odmoczył i dzięki temu też można było fajnie wyskoczyć z krawężnika, ale też można było mijać szerzej i było sporo tych mijanek. Nie miałem okazji tu trenować, bo liga szwedzka była bardzo napięta, że przyjechaliśmy w piątek o 22:00 – podsumował mecz Paweł Przedpełski.

 

Aleksandra Gucia