Czy PGE IMME im. Zenona Plecha stanie się kolejnym skalpem Nickiego Pedersena?

Fot. Dariusz Ryl

Charyzmatyczny Duńczyk dotychczas w PGE IMME im. Zenona Plecha wyjątkowo nie błyszczał. Niemniej, do najbliższego turnieju przystąpi z wilczym apetytem. Duńczyk w rundzie zasadniczej poprzedniej edycji na toruńskiej Motoarenie zgromadził 11 punktów.

W półfinale zmierzył się z Rosjanami, Artemem Lagutą oraz Emilem Sayfudtinovem, a także z Jakubem Miśkowiakiem. Trzykrotny indywidualny mistrz Świata wystrzelił spod taśmy, zakładając wszystkich rywali. Duńczyk po wywalczeniu awansu do finału, został z niego wykluczony po ataku na Janusza Kołodzieja, doprowadzając do jego upadku. Czwarte miejsce pozostawiło niedosyt.

W gdańskich turniejach, Nicki Pedersen zajmował odpowiednio miejsca 14. (2019), 3. (2018), 9. (2016) i 9. (2015). W pierwszej, rozegranej w Tarnowie edycji cyklu, Duńczyk był na 11. pozycji.

Wiele wskazuje na to, że w tym roku w Toruniu powinno być wyjątkowo okazale. Sugerując się zarówno formą Pedersena u progu sezonu, jak i przygotowaniem sprzętu, wnioski nasuwają się same. Duńczyk, jak co roku, bardzo mocno przepracował okres przygotowawczy. Pedersen posiada trzy kompletne motocykle, ma ponadto do swojej dyspozycji pięć silników. Wszystkie przygotowane przez polskiego tunera – Ryszarda Kowalskiego.

W przedsezonowych treningach pokonywał okrążenia grudziądzkiego toru jak w ferworze. Gdy 25. marca br. ZOOleszcz GKM Grudziądz rozgromił na własnym torze Zdunek Wybrzeże Gdańsk w stosunku 54:24, nieomylny Nicki Pedersen wywalczył 12 punktów w czterech startach. Lider grudziądzan, to wciąż jeden z najskuteczniejszych obcokrajowców w PGE Ekstralidze. W ostatnich rozgrywkach został sklasyfikowany na 12. miejscu notując średnią 2,029 punktu na bieg.

Krzysztof Zawadzki