„Czuję, że coś jakby się powoli kończy” – wypowiedzi MRGARDEN GKM Grudziądz z meczu #GORGRU

Fot. Radosław Kalina
Fot. Radosław Kalina

MRGARDEN GKM Grudziądz przegrał kolejne spotkanie – tym razem w Gorzowie. MOJE BERMUDY Stal Gorzów pokonała gości z Grudziądza aż 57:33. Punkt bonusowy pozostał u gospodarzy, a dla grudziądzan porażka oznacza nikłe szanse na awans do fazy finałowej.

Jeżeli się przegrywa 40:20, to rezerwy taktyczne są bez sensu, a jazda zawodnikom pomoże. W niektórych biegach w Lesznie było widać, że Przemysław Pawlicki walczy, a w niektórych biegach miał problemy. Starał się, żeby się odbudować. Mieliśmy gościa, który w Rybniku pojechał dobrze, w Lesznie trochę gorzej. Teraz szansę dostaną inni zawodnicy. Jeżeli chodzi o mecz w Gorzowie, to dałem szansę Pawlickiemu i Buczkowskiemu. Na tę chwilę, gdybym miał skorzystać z gościa, to Krystian Pieszczek dostałby szansę. Plany były inne. Mieliśmy wjechać do play-off, a przegraliśmy je. Nie tak sobie ten sezon wyobrażałem. Budujemy zespół na przyszły rok. Wiem, że niektórzy zawiedli, ale trzeba im dać szansę, bo uważam, że to też trochę problemy sprzętowe. Zobaczymy, co będzie po meczu. Kacper Łobodziński to młody chłopak, ma szesnaście lat, a wcale nie jeździ gorzej od starszych chłopaków. Budujemy juniorów pod kątem przyszłego roku. Jestem zadowolony z niego. Może po wyniku tego nie było widać, ale stara się i to najważniejsze – powiedział przed meczem trener MRGARDEN GKM-u Grudziądz, Robert Kempiński.

Media społecznościowe u mnie umarły. Nie ma za bardzo czym się szczycić i sobie to odpuściłem. Wiadomo, jest bardzo ciężko i w zasadzie od miesiąca czy półtorej, jak jadę w meczu, to jadę dwa wyścigi, chociaż nie daję ku temu powodów, bym jechał więcej. Trudno mi jest i mam nadzieję, że to się kiedyś odwróci i z tego miejsca mogę przede wszystkim przeprosić moją rodzinę, bo oni też to bardzo przeżywają i kibiców, bo ciężko się patrzy na moją formę. Dyspozycja drużyny niestety też nie jest dobra. Kontuzja przed sezonem nie była lekka i te złamanie było dosyć skomplikowane. Lekarze uzbrajali mnie w to, że z formą może być ciężko. Staram się jak mogę, nie myślę o tym. Moje przygotowania może były opóźnione, ale później były bardzo intensywne i myślałem, że koronawirus mi pomoże, a tu jadę bardzo mało i tych wyścigów dobrych jest jeszcze mniej. Nie mam w gestii się tłumaczyć kontuzją czy motorami, bo wszystko mam z najwyższej półki, tylko po prostu nie idzie mi tak, jakbym tego chciał. W tamtym roku jeździłem po 5-6 razy, a w tym roku jadę tylko po dwa biegi i to raz w tygodniu. Tak naprawdę ostatni raz we wtorek trenowałem, bo czy to zawody młodzieżowe w Grudziądzu, czy ćwiczenia szkółki, a treningi samemu to nie jest to samo, co wyścigi. Nie ma tak naprawdę z kim się pościgać, bo każdy jest w rozjazdach. Nie chcę się tłumaczyć. Wiem, że jestem w ciężkiej sytuacji, ale najważniejsze, że ci co byli ze mną, dalej są i staramy się dalej. Ten sezon zbliża się ku końcowi i trzeba wyciągnąć wnioski. Moja przyszłość jest niepewna, nie wiadomo co będzie w przyszłym roku. Nikt tego nie wie. Szkoda, bo tyle lat dla tego klubu, a w ostatnim sezonie straciłem to wszystko. Nie jechałem źle w poprzednich sezonach. Czułem się świetnie i czuję, że coś jakby się powoli kończy. W każdym bądź razie chciałbym podjąć rękawicę jazdą na żużlu, a jak będzie, to zobaczymy. Potrzeba dużo cierpliwości i wytrwałości w tym momencie i ludzi, którzy będą mnie wspierać – powiedział kapitan grudziądzan na antenie ELEVEN SPORTS 1, Krzysztof Buczkowski.

W piątek były inne silniki, teraz też były inne. Jestem zadowolony, że miałem dobre starty. W Lesznie nie pasowało tak, jak chciałem. Może wziąłem nie te silniki. W zeszłym roku ostatnie dwa biegi też pojechałem bardzo słabo, było jedno zero, a w tym były dwa. Tor w Lesznie to dla mnie zagadka. Po trzech seriach stał się dla mnie zagadką, bo moje motory jakby przestały jechać, nie miały prędkości, jak w pierwszych dwóch biegach. Na ten mecz wziąłem nowy silnik, na którym jeszcze nie jeździłem w tym sezonie i pasował. Atmosfera w drużynie wygląda całkiem nieźle, jest wszystko dobrze przed zawodami. Wiadomo, że Krzysztof Buczkowski złamał przed sezonem udo i może dlatego jest w takiej słabej formie. Przemysław Pawlicki ma chyba kłopoty z silnikami. Szósty rok z rzędu nie ma play-off, zostały przed nami dwie kolejki u siebie. Musimy pojechać bardzo dobrze dla kibiców i wygrać dwa mecze u siebie. Jestem wiernym zawodnikiem dla MRGARDEN GKM-u. Co roku ktoś chciał mnie do innej drużyny. Ja zawsze zostawałem w Grudziądzu i chciałem z nimi awansować do play-off, ale nie wyszło. Zobaczymy co będzie dalej. We wtorek mam spotkanie w Grudziądzu, zobaczymy co będzie dalej i co myślą w drużynie. Muszę dojechać sezon i zobaczymy – powiedział lider żółto-niebieskich, Artem Laguta.

 

Kamil Szyszkowski