„Czasami dochodzi do takiego momentu, że nic nie zrobisz” – wypowiedzi FOGO UNII z #WROLES

Fot. Ewelina Włoch-Wrońska
Fot. Ewelina Włoch-Wrońska

W niedzielne popołudnie na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu miejscowa BETARD SPARTA podejmowała FOGO UNIĘ Leszno w ramach rewanżowego spotkania półfinałowego. Drużyna prowadzona przez Dariusza Śledzia zwyciężyła 47:43 (96:84) i zameldowała się w wielkim finale PGE Ekstraligi. Triumf wrocławskiej ekipy zakończył złotą hegemonię FOGO UNII w rozgrywkach ligowych.

– Zawsze staram się na sto procent. Mam przeczucie, że możemy odrobić tę stratę i sprawić niespodziankę. Dlatego jesteśmy w play-off, żeby powalczyć o najwyższe cele. Szkoda tej porażki u siebie, ale taki jest sport. Chcemy wygrać ten mecz i naszym celem jest finał. Jesteśmy zawodowcami i każdy z nas dopasowuje sprzęt pod siebie, by to wszystko zagrało. Ja o swoje przygotowanie jestem spokojny. Do meczu przystępuję na tym sprzęcie co w Grand Prix i wierzę w dobry wynik. Chłopaki z Wrocławia są tutaj bardzo szybcy, nazwiska też mają z górnej półki i na pewno będzie ciężko. My jednak też jesteśmy silną drużyną i do końca nie odpuścimy. Do wyrównania brakuje tylko dwóch biegów na 5:1 – komentował przed spotkaniem Emil Sayfutdinov na antenie ELEVEN SPORTS.

– Potrzeba nam dziesięciopunktowego zwycięstwa i byłoby wspaniale, gdyby udało się tego dokonać. Przyjechaliśmy tutaj walczyć, a nie się poddać. Tak naprawdę to są tylko dwa biegi, ale wszyscy wiemy, jak ciężko jest je wygrać w PGE Ekstralidze. Wszystko będzie zależało od tego, czy w miarę szybko i dobrze przeczytamy ten tor. Jeździmy we Wrocławiu często i powinniśmy szybko dotrzeć do optymalnych przełożeń. Cały sezon nerwowo szukamy dobrych silników, by prędkość była zadowalająca. Przyjechaliśmy do Wrocławia przygotowani jak tylko najlepiej potrafimy, ale mecz nas zweryfikuje. Ciśnienie z zawodników nie zeszło. Jest tutaj siedmiu mega zmobilizowanych sportowców, którzy cel mają jeden – oceniał szansę swojego zespołu trener Piotr Baron.

Po prostu wrocławianie są mocniejsi. Chłopaki z drużyny starają się jak mogą, by wygrać te zawody. Sprawa finału raczej jest już przesądzona, a w moim przypadku totalnie te zawody są nieudane. Takie jest życie. Czasami dochodzi do takiego momentu, że nic nie zrobisz i jest, jak jest. Deszcz, który spadł nie miał większego znaczenia. Znaczenie miało to, że byłem po prostu słaby – mówił rozgoryczony swoim występem Janusz Kołodziej.

Nie najlepiej jedzie się na zawody ze świadomością, że dzień wcześniej zepsuło się zawody Grand Prix. W drodze powrotnej praktycznie nie spałem i cały czas zastanawiałem się nad przyczyną tak słabego występu. Przyjechaliśmy do Leszna ok. 5:30 więc tego czasu na regeneracje też nie było za wiele. Jeżeli z takim wynikiem miałbym kończyć zawody (17 pkt, przyp. red.), to nie mam nic przeciwko. Było tutaj bardzo ciężko, zwłaszcza kiedy zaczął padać deszcz i trzeba było wszystkie zmiany dokładnie obserwować. Była jedna linia, po której tak naprawę można było najszybciej jechać. Mój sprzęt naprawdę był fantastyczny i nawet po słabym starcie mogłem powalczyć jak równy z równym. FOGO UNIA Leszno to bardzo prestiżowy klub i bardzo się cieszę, że mogę tutaj startować. Bardzo w Lesznie mi się podoba i jest tutaj wspaniała atmosfera. Jednak BETARD SPARTA okazała się od nas silniejsza i serdecznie im gratuluję awansu do finału – wyjaśnił Jason Doyle, który był gościem w pomeczowej strefie Mix Zone.

 

Błażej Kordiak