„Cieszę się, że w drużynie jest sportowa złość” – wypowiedzi MOJE BERMUDY Stali z meczu #WROGOR

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

BETARD Sparta Wrocław w pierwszym meczu półfinałowym PGE Ekstraligi pokonała MOJE BERMUDY Stal Gorzów 46:44. Wicemistrzowie Polski stoczyli wyrównany bój, z którego wychodzą z minimalną przewagą przed drugim meczem. Rewanż pomiędzy tymi drużynami w niedzielę (27.09) w Gorzowie Wielkopolskim.

Wyspałem się, śniadanko, kawka i ruszyliśmy na następne zawody. Jak byłem mały to dużo jeździłem na Simsonie, a on miał taką długą „kanapę”. Specjalnie siadałem z tyłu, żeby jeździć na jednym kole. To oczywiście żart. Nie o to chodzi w żużlu. Raz kiedyś można tak zrobić, jeżeli ma się potrzebę. Jak się jeździ na motocrossie, to czuć tę moc, wagę i dużo większy respekt. Motocykl żużlowy jest bardzo lekki w stosunku do mocy, wygląda niepozornie, ale jak się go prowadzi, to może zaskoczyć. Trzeba mieć świadomość tego, co się robi na motocyklu, bo czasem jest nieprzewidywalny. Trzeba się z nim dobrze kumplować. Rano obejrzałem jeszcze raz finał. Cieszę się, że wygrałem. Wykonałem coś, co nie zawsze się robi i zadziałało z czego się cieszę. Teraz jest jazda od zera i będziemy walczyć – mówił Bartosz Zmarzlik na antenie nSport+.

Miesiąc temu byliśmy w całkiem innej sytuacji. To jednak sport i wszystko jest możliwe. Jeden z naszych pracowników marketingu postawił na mistrzostwo Świata Zmarzlika i że zdobędziemy złoty medal. Ja na pewno bym tak nie powiedział. Wiedziałem, że jest to bardzo daleka droga. Najpierw patrzyliśmy w dół tabeli, żeby odbić się z tego dna. Później zrobił się splot różnych sytuacji, że tych punktów mieliśmy więcej. Zaczęliśmy patrzeć w górę tabeli. Ten mecz, który tu ostatnio wygraliśmy, dla nas był tą wodą na młyn, która spowodowała, że znowu jesteśmy i walczymy o medale. Jak odbiliśmy się od dna i awansowaliśmy do play-off, to już każdy mówił, że zrobiliśmy więcej niż się da. Jeżeli jesteśmy już w tym doborowym towarzystwie, to trzeba tą poprzeczkę trochę wyżej stawiać i mierzyć się z tymi rywalami. Chciałbym, żeby ten mecz był odbiciem tego, który był wcześniej. Gospodarze zrobią wszystko, żeby uniknąć tego samego, gdy wyjeżdżaliśmy stąd z punktami. Zespół, który chce osiągać wyniki, musi mieć lidera. Takim liderem jest Bartosz, choć początek sezonu był bardzo trudny. Wiele rzeczy nie pasowało, jednak wytrwałość i pokora do celu prowadzi. To jego charakteryzuje. Pracowitość i umiejętność wyciągania wniosków – to ma pozytywny wpływ na pozostałych zawodników, którzy mogą z jego wiedzy korzystać i stosować jego rozwiązania, które czasami skutkują, czasami nie. W tym całym toku myślenia najważniejsze jest to, żeby brać dla siebie to, co jest dobre. Mogę podać przykład Wiktora Jasińskiego, który jako młodzieżowiec ma w PGE Ekstralidze trudne chwile, a w drugiej lidze bryluje. To jest efekt pracy, którą wkłada wraz z teamem – wyjaśnił przed meczem trener gorzowian, Stanisław Chomski.

W takim meczu jedziemy o każdy punkt, nie ma żadnej kalkulacji. Każdy wyścig jest na miarę złota. Dużo rozmawiamy, konsultujemy, każdy w podobnym zakresie widzi te ustawienia i zmierza w podobnym kierunku. To dodaje pewności siebie. Środek toru jest mniej więcej podobny do meczu z fazy zasadniczej. Jakiś punkt odniesienia mamy, ale ten tor na pewno nie jest podobny. W każdym wyścigu dajemy z siebie wszystko, nie ma żadnej taktyki. Ciśniemy tyle, na ile nam motocykle pozwalają – powiedział Szymon Woźniak w wywiadzie dla nSport+.

Ściskamy kciuki i walczymy dzielnie. Jeżeli każdy w zespole zdobywa punkty, to na pewno ten komfort dla nas jest dużo lepszy. Czuje się dobrze na tym torze, walczyłem troszeczkę z przełożeniami, popełniłem błąd w swoim ostatnim biegu. Nieco cofnę się do wcześniejszych ustawień, ale jako drużyna wyglądamy naprawdę dobrze. Ścieżka prowadzi głównie środkiem toru. Na ten moment bardzo dobrze się jedzie środkiem toru. Jestem przekonany, że w ostatnich pięciu wyścigach będzie można nieco te linie zmieniać – zaznaczył Anders Thomsen.

Miałem szczęście w tym wyścigu. Pierwsze pole jest nieco gorsze. Cały odsypany materiał jest na zewnętrznej. Wygrałem start i przytrzymałem się wewnętrznej. Czekałem na atak mojego brata albo Gleba Chugunova. To jednak nie nastąpiło i dowiozłem trzy punkty. Wszystko się może zdarzyć. Trzy wyścigi do końca. To nie jest dobra informacja dla gospodarzy, którzy chcieliby uzyskać jak największą zaliczkę przed rewanżem – powiedział Jack Holder.

Mój motocykl zdecydowanie inaczej jechał w pierwszym biegu. Zawsze, jak przyjeżdżałem do Wrocławia, po tym pierwszym biegu przywoziłem zero lub jeden i zawsze się gubiłem. Zrobiliśmy niewielkie korekty i ten motocykl zupełnie inaczej się zachowywał. Udało się wygrać wyścig z Bartoszem na 5:1. Mamy wciąż remis i wszystko może się wydarzyć. Kibicuje swojej drużynie i chcemy to wygrać – zaznaczył młodzieżowiec MOJE BERMUDY Stali Rafał Karczmarz.

Trudniej było wejść w te emocje po dwóch ciężkich dniach. Jak się zaczął dzień, to koncentracja była od nowa i walka na całego. Staram się nie patrzeć na to, czy jadę drugi, trzeci, czy czwarty dzień. Chcemy zrobić swoje, wykorzystać wszystko to, co umiem najbardziej i walczyć na torze, ile się da. Dokonamy wszelkich starań, żeby pomóc Nielsowi, żeby pojechał lepiej. Był bardzo zdenerwowany po biegach. Widać, że nie idzie mu. Stara się i po prostu to wszystko mu ucieka. To nie jest fajne, patrzeć na zawodnika, jak się meczy, a naprawdę się stara. Nie wiem czy trener da szansę Krzysztofowi. Ja ostatnio na treningach długo nie byłem, bo wsiadałem do busa, spałem, jadłem w domu i jechałem dalej. Wiem, że trener mówił, że trenował ostatnio, więc to jego decyzja. Walczymy dalej – mówił w Mix Zone Bartosz Zmarzlik podczas konferencji pomeczowej na antenie nSport+.

Gratulacje dla drużyny wrocławskiej, która wygrała po ciekawym spotkaniu. Myślę, że odrobiliśmy lekcje i wyciągnęliśmy wnioski po poprzednim meczu, wtedy wyrównał się i w drugiej serii dominowaliśmy. Było bardziej remisowo. Decydował ostatni bieg, to jest kwintesencja żużla. To, co kibice uwielbiają. Trzeba się cieszyć z tego. Trzy lata temu też się cieszyliśmy, ale seria błędów w końcowej fazie meczu, pozwoliła wrocławianom nas wypchnąć z finału. Jest niedosyt. Cieszę się, że w drużynie jest sportowa złość. W trzeciej serii trochę punktów pogubiliśmy, ale przy takich znakomitych rywalach, jakimi są wrocławianie, błędy mogą się przydarzać, zwłaszcza, że jedziemy na wyjeździe. Gdzieś to z tyłu głowy zawodnicy mają, przede wszystkim ci, którzy pamiętają rok 2017, że takie błędy popełniliśmy na własnym torze. Przez media składów nie ustalam, każdy ma szansę na występ – zakończył trener Stanisław Chomski.

 

Kamil Szyszkowski