Ciekawe zawody w cieniu urazu Taia Woffindena – wypowiedzi BETARD SPARTY z #GRUWRO

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

W piątkowy wieczór rozegrano zaległe spotkanie pomiędzy ZOOLESZCZ DPV LOGISTIC GKM Grudziądz, a BETARD SPARTĄ Wrocław, które było ostatnim meczem w ramach pierwszej rundy spotkań PGE Ekstraligi. Liderem gości był Maciej Janowski (14+1), zdobywca tytułu Rajdera Meczu.

Przed meczem trener gości, Dariusz Śledź, był optymistą i komplementował gospodarzy za przygotowanie nawierzchni. – Tor jest dobrze przygotowany, mamy nadzieję na dobrą walkę i fajne widowisko – powiedział. Na pytanie o nieco słabszą formę u progu sezonu Rosjanina z polskim paszportem, która to może mieć wpływ na losy spotkania, szkoleniowiec był jednak pozytywnie nastawiony. – To jest początek sezonu i Gleb wskoczy na dobre tory i będzie robił dobre wyniki, do których nas przyzwyczaił i na które go stać. Nie załamujemy się i póki co będziemy mu pomagać jak tylko możemy – wyjaśnił Śledź.

Gleb Chugunov na torze pojawił się już w pierwszym biegu dnia, po którym odniósł się do swojej formy. – Tak naprawdę nie wiem, co jest nie tak. Na motocyklu czuję się dobrze. Dotychczas jechałem jednak na twardych torach i muszę nieco przedstawić swoje motocykle, które są ok, silniki też. Po prostu trzeba trochę pojeździć”. Tor jest dużo twardszy i nawet, jak jest twardo w Grudziądzu i twardo we Wrocławiu, to są dwa różne tory – zaznaczył zawodnik w rozmowie dla ELEVEN SPORTS.

Niestety już w trzeciej odsłonie dnia Tai Woffinden nie był zdolny do dalszej jazdy. Tuż po starcie upadł wspólnie z Przemysławem Pawlickim i opuścił z grymasem bólu park maszyn, bowiem narzekał na ból w ręce. Brytyjczyk był zastępowany przez kolegów z drużyny, którzy w pełni wzięli odpowiedzialność za losy spotkania. Przewodził w tym ubiegłoroczny lider grudziądzan, Artem Laguta, który po sześciu latach bycia gospodarzem przy ul. Hallera, tym razem przyjechał do Grudziądza w roli gościa. Choć Rosjanin pojawił się bez swoich mechaników, to trener wrocławian nie robił z tego faktu większego problemu. Potwierdził sam zawodnik, wygrywając cztery z pięciu swoich biegów i skutecznością równał do wrocławskiego lidera Macieja Janowskiego, który w wywiadzie przed 11. biegiem opowiedział o swoim sprzęcie i występie w meczu.

Startuję na GM-ach, są to normalne silniki. Mam też normalne czarne opony z dużym bieżnikiem, na których teraz jeździ pół Polski. W biegu dziewiątym myślałem, że z czwartego pola lepiej wystrzeli mnie to miejsce, które wybrałem, jednak musze trochę inaczej wybierać je. Motocykl sprawuje się świetnie, czuję naprawdę super szybkość, dlatego też mogę pozwolić sobie na takie akcje w moim wykonaniu i bardzo się z tego cieszę, że mogę tak się ścigać. W żużlu bardzo ważna jest prędkość motocykla i jeśli masz taką, to zupełnie inaczej i zdecydowanie przyjemniej się jeździ. Na pewno również mój team wykonuje świetną robotę. Już od paru lat dogrywamy go coraz bardziej i jestem z nich bardzo dumny, bo moje punkty w dużej mierze są również zależne od ich pracy – zaznaczył lider wrocławian.

Po dziesięciu biegach BETARD SPARTA Wrocław jednak przegrywała trzema punktami i kapitan gości odpowiedział na pytanie co zrobić, aby z Grudziądza wrócić z wygraną. – Na razie walczymy, ale czujemy brak Taia. Każdy jest zmotywowany, wiemy że przydałyby nam się te punkty, ale jest jak jest. Na pewno damy z siebie wszystko do końca i zobaczymy co nam ten wieczór przyniesie”. W każdym sezonie, w każdym biegu walczę. Czy to PGE Ekstraliga, czy to Grand Prix, czy to inne zawody. Do każdego biegu wyjeżdżam bardzo zmotywowany. Szlifuję moją formę z Mariuszem i staram się pokazywać jak najlepszy i najprzyjemniejszy żużel – wyjaśnił Janowski.

Choć piętnasta gonitwa należała podwójnie do gości, to ZOOLESZCZ DPV LOGISTIC GKM Grudziądz cieszył się z zaledwie jednopunktowego zwycięstwa w meczu. Gościom na pocieszenie został tytuł Rajdera Meczu dla Macieja Janowskiego, który w wywiadzie z Marceliną Rutkowską w Mix Zone podsumował spotkanie. – Na pewno mój dobry występ przysłania sytuacja w naszej drużynie. Czekamy teraz na informację od Taia, jak z jego stanem zdrowia, mam nadzieję, że nie będzie tak, jak wszyscy przypuszczają, że może to być uraz obręczy barkowej i będzie to tylko mocne poobijanie. Odnośnie tego, jak jeździć na twardym torze w Grudziądzu nie mogę nic powiedzieć, bo jest to tajemnica zapisana w zeszycie i schowana głęboko w busie – zakończył żużlowiec.

Swoją postawę ocenił też Gleb Chugunov, który był rozczarowany porażką i podkreślał brak kontuzjowanego Taia WOFFINDENA. Odczuwaliśmy brak Taia, widać to po wyniku. Przegraliśmy zaledwie jednym punktem i naprawdę bardzo nam żal. Teraz będziemy musieli zastanowić się, co robić dalej. Nie wiem ile ja nazbierałem punktów, ale chcę już wygrać bieg i myślę, że wszystko zmierza w dobrą stronę. Było jednak bardzo twardo, to był tor więcej niż betonowy. Dobrze, że na starcie było trochę przyczepniej, ale ogólnie było ok – powiedział zawodnik.

 

Andrzej Kowalski