„Chroniliśmy zdrowie naszych zawodników” – wypowiedzi MOJE BERMUDY Stali Gorzów z meczu #GRUGOR

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

Spotkanie w ramach 7. rundy PGE Ekstraligi pomiędzy MRGARDEN GKM Grudziądz oraz MOJE BERMUDY Stalą Gorzów zostało zakończone po 9. wyścigach wynikiem 29:25 dla gospodarzy. Goście mieli zastrzeżenia co do nawierzchni toru oraz decyzji sędziego, a mając na względzie troskę o zdrowie zawodników sztab szkoleniowy przychylił się do decyzji sędziego o szybszym zakończeniu spotkania.

Przed meczem doszło do zmiany w składzie MOJE BERMUDY Stali Gorzów. W miejsce Szymona Woźniaka wystąpił gość Jack Holder. Jak skomentował ten ruch trener gości Stanisław Chomski? – Zawodnicy naprawdę dużo dają od siebie. Wiele okoliczności wpływa, że jest wynik taki, a nie inny. Nie feruję zbyt szybkich poglądów. Niemniej spoglądamy przez perspektywę różnych sytuacji, jaki skład zostawić najlepszy. Wydawało się, że w dniu meczowym taki jest optymalny, co będzie w następnym meczu to będziemy zastanawiali się po tym spotkaniu. Obiegowa opinia jest taka, że będę się przychylał do tego, że dobrze, że mamy Jacka Holdera. Sytuacja zdrowotna i poziom sportowy, który reprezentował Niels po powrocie na tor, dał nam taki sygnał, że musi być wzmocnienie. Tego zawodnika od razu miałem na pozycji numer jeden i po rozmowie z Tomaszem Bajerskim, nie było chwili zawahania ze strony Jacka i jest z nami – mówił przed spotkaniem trener Stanisław Chomski.

– Ze startu znakomicie wyjechał mi motocykl. Na pierwszym łuku mogłem zacząć wcześniej przycinać do krawężnika, bo tak byłem ugadany z Bartkiem, ale dałem trochę miejsca dla Krzysztofa Buczkowskiego i on to akurat wykorzystał. Na wejściu w drugi łuk wjechałem za dużą piką i motocykl mnie wciągnął do bandy. Pojawiła się złość, że dałem się wyprzedzić, starałem się jeszcze gonić Krzysztofa, ale źle wybierałem ścieżki. Mogłem na ostatnim okrążeniu jechać szerzej i może by to wyszło na dobre. Jadąc ostatnie okrążenie to czułem tę prędkość i mógłbym więcej zdziałać jak jeżdżąc przy krawężniku – skomentował bieg ze swoim udziałem Rafał Karczmarz.

W biegu ósmym goście w osobach Jacka Holdera i Bartosza Zmarzlika podwójnie wygrali z gospodarzami, gdzie za plecami przywieźli Artema Lagutę. – To było bardzo ciężkie, Artem Laguta jest bardzo szybki na tym torze. W pierwszym wyścigu zostałem wypychany przez Nickiego na zewnętrzną. Zrobiliśmy zmiany w sprzęcie, ale nie mam stuprocentowej prędkości. Mieliśmy deszcz przed spotkaniem i muszę przyznać, że bardzo podskakuję na tym torze – przyznał Jack Holder.

Dużo zastrzeżeń do pracy sędziego miał Niels Kristian Iversen. Zdaniem Duńczyka nie było winnego w sytuacji z biegu dziewiątego, kiedy to został wykluczony po kontakcie z Krzysztofem Buczkowskim. – Nie zgadzam się z decyzją sędziego, to była zła decyzja. Podobnie w mojej opinii zła była również decyzja z wykluczeniem Andersa Thomsena. Nie widziałem, żebym zrobił coś złego, w tym momencie byłem przed Krzysztofem, jechałem swoją ścieżką. Nie widzę, żeby tu był błąd Krzysztofa, wiedzieliśmy się wzajemnie, to był początek wyścigu. Nie byłem na torze po przerwie, musiałbym zobaczyć jak wygląda, ale ważne jest żeby było bezpiecznie. Ciągle mamy szansę coś ugrać w tym meczu. Możliwe, że byśmy prowadzili, gdyby nie to – stwierdził Iversen.

W oczekiwaniu na poprawę sytuacji na torze Bartosz Zmarzlik również był pytany o nawierzchnię i wykluczenia kolegów z drużyny. – Widzimy co się dzieje, organizatorzy próbują to zreperować. Zaufajmy gospodarzom, że wiedzą co zrobić w danej sytuacji. Zawody mają dużo brzydkich i nieprzyjemnych zdarzeń. Myślę, że najbardziej odpowiednimi osobami, które mogłyby odpowiedzieć na pytania o wykluczenia Thomsena i Iversena to właśnie ci zawodnicy, którzy brali w tym udział. Z chęcią posłuchałbym chłopaków, bo to oni byli aktorami tego biegu i na pewno mieli swoje odczucia, ale miejmy nadzieję, że sędzia podjął dobre decyzje. Jednym będzie się to podobać, innym nie. W biegu ósmym tak się nastawiałem z tego czwartego pola będę próbował odpychać się pod płotem. Nie wiedziałem, że tak szybko się odepchnę. Motocykl bardzo dobrze „ciągnie”, aż chce się jechać. To fajne uczucie, kiedy motocykl przybiera z kółko na kółko, też fajnie startuje, nawet z gorszego pola. Jakiejś złotej recepty na taki tor nie ma, ale czym więcej gazu, tym lżej. Trzeba zaznaczyć, że musi to być przy dobrych ustawieniach, ponieważ gdy motor jest źle spasowany to strasznie niewygodnie jedzie się w takich dziurach – stwierdził kapitan gorzowskiej MOJE BERMUDY Stali.

Po zakończeniu spotkania po 9. biegach sytuację na gorąco skomentował kierownik drużyny gości Krzysztof Orzeł. – Jako sztab szkoleniowy chroniliśmy zdrowie naszych chłopaków. Ten tor nie był do końca taki, jaki sobie wszyscy wymarzyliśmy. Decyzję o zakończeniu podjęły władze zawodów z panem sędzią i komisarzem toru. To były rozmowy, koledzy z Grudziądza odbierali to jako nacisk. To była grzeczna i normalna rozmowa. Od tego jest komisarz toru i sędzia, żeby podejmować ostateczne decyzje. Przede wszystkim obawiałem się o zdrowie naszych zawodników. Sezon dla nas jeszcze się nie skończył i jesteśmy w trochę ciężkiej sytuacji. Odnośnie stanu toru nie chcę się wypowiadać, od tego są inne organy. Nie mamy obowiązku zabierać lekarza klubowego, inne drużyny też tak robią. Okoliczność upadku Thomsena była dosyć poważna, stąd też decyzja trenerska jak i sztabu, lekarz zawodów też to zasugerował, że zawodnik powinien się udać do szpitala na konsultacje. Nigdy z trenerem nie podjęlibyśmy takiej decyzji, że zawodnika, który jest wpół sprawny lub widzimy w jego oczach, że coś jest nie tak nakłaniać go na wsiadanie na motocykl. Zawodnik bronił się przed szpitalem, nikt nie chce jechać tam w związku z panującą sytuacją z koronawirusem. Wiadomo, że każdy zawodnik chce odetchnąć, zobaczyć jak się czuje, widzieliśmy, że Anders potrzebuje wizyty w szpitalu – podkreślił członek sztabu szkoleniowego MOJE BERMUDY Stali Gorzów.

Krzysztof Frączek