„Chciałbym, aby moi podopieczni wyciągali z treningów jak najwięcej” – wywiad z Radosławem Smykiem (trenerem w APATORZE Toruń)

Fot. Sławomir Kowalski

W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl, Radosław Smyk opowiedział o początkach współpracy z toruńskim klubem, a także sposobach, które stosuje przy swojej pracy. Nie zabrakło także tematów związanych z zainteresowaniami trenera przygotowania ogólnorozwojowego APATORA Toruń.

Andrzej Kowalski (speedwayekstraliga.pl): Tradycyjnie pracujesz nad formą toruńskiej młodzieży. Stajesz się zatem uznaną marką w żużlowym świecie w aspekcie przygotowania ogólnorozwojowego, bo od kilku lat prowadzisz zawodników w okresie zimowym, zarówno grupowo, jak i indywidualnie. Jak to wszystko się zaczęło?

Radosław Smyk: Jeśli chodzi o współpracę z toruńskim klubem, to podjąłem ją za kadencji Jacka Gajewskiego, gdy był prezesem w klubie, a Robert Kościecha był trenerem młodzieży. Jeśli chodzi współpracę indywidualną z zawodnikami, to rozpoczęło się to od braci Pulczyńskich i później cała karuzela z zawodnikami się nakręciła.

Wspomniałeś o braciach Pulczyńskich. Trenując z nimi, znałeś ich doskonale. Śmierć Kamila była dla ciebie, jak i dla wielu toruńskich kibiców, ogromnym zaskoczeniem i szokiem…

Nie ukrywam, że tak. Z braćmi byłem zawsze blisko. Do końca ich karier trzymaliśmy się razem i faktycznie wielkim szokiem było to, że umiera młody, wytrenowany człowiek, i to w dodatku na serce. Kamil wcześniej nie zdradzał objawów kardiologicznych, bo przecież przechodził cały szereg badań, które nie wskazywały, że może to wszystko tak się skończyć. Był to dla mnie szok i wielki cios. Kamila będzie nam na pewno brakować.

Wróćmy na chwilę do treningów przed sezonem 2020. Wiadomo, że pandemia wymusiła zmiany w systemie przygotowań. Były pozamykane siłownie, trzeba było ograniczać kontakty. Co ty, jako trener, zmieniłeś w zakresie ćwiczeń dla zawodników, by należycie przygotować ich do trudów sezonu?

Nic nie musieliśmy zmieniać, ponieważ udało się wszystko tak przeprowadzić, że cały zaplanowany cykl przygotowań nie został zakłócony przez pandemię. Nie było żadnych nerwowych ruchów i wszystko szło zgodnie z planem.

Wielu żużlowców trenuje indywidualnie. Pandemia jeszcze to nasiliła. Trenerzy w tej sytuacji monitorują postępy swoich podopiecznych – na czym on polega?

To zależy od indywidualnych preferencji trenera i zawodnika. Każdy trener ma swój system monitorowania i sprawdzania postępów u swoich zawodników. Wszystko musi opierać się też na wzajemnym zaufaniu, bo w przygotowaniu ogólnym organizmu nie da się oszukać i zawodnicy o tym wiedzą. My jako trenerzy w zasadzie nakreślamy plany treningowe, wskazujemy, korygujemy co poprawić, a cała robota musi być wykonana przez zawodnika.

W samym monitoringu wykorzystujemy dostępne technologie i mam tu na myśli przede wszystkim sprawdzanie zegarków i nie chodzi tu o sprawdzanie godziny (śmiech), a o analizowanie parametrów wydolnościowych, wywiązywanie się z planów treningowych. Zawodnicy przesyłają filmiki z treningów, na bazie których możemy dokonać korekt w poszczególnych ćwiczeniach, podpowiedzieć, jak dane ćwiczenie wykonać lepiej, bardziej efektywnie. Przeciętny trenujący człowiek, bada swoje takie podstawowe parametry jak waga, tętno, natlenienia krwi oraz analizuje, jak to zmienia się w czasie i po treningu. I te informacje również zawodnicy przekazują swoim trenerom.

Miałeś w swojej karierze sportowej żużlowy epizod. Nic z tego nie wyszło, bo skończyło się na sportach sylwetkowych – kulturystyce. Twoje największe sukcesy to…?

Na pewno jednym z większych osiągnięć, jest zwycięstwo w Pucharze Świata we włoskim Rimini w swojej kategorii oraz kategorii OVERAL, czyli wygrana wśród najlepszych z najlepszych i tym samym zdobycie karty IFBB ELITE PRO, a także wicemistrzostwo Europy i nie ukrywam, że wiele satysfakcji mam po ostatnim roku startów na scenie zawodowej, kiedy to zająłem piąte miejsce na świecie w zawodach w Miami i w Chinach. Sporym wyróżnieniem był również dla mnie start w Stanach Zjednoczonych, czyli w kolebce kulturystyki, na zawodach organizowanych przez Arnolda Schwarzennegera – ARNOLD SPORTS FESTIVAL.

Teraz jednak już nie myślę tak intensywnie o kulturystyce i mojej karierze, choć trenuję cały czas. Mam sporo pracy, wspaniałą rodzinę, którą w trakcie kariery siłą rzeczy trochę się zaniedbuje. Rok temu urodziło mi się drugie dziecko, tym razem syn, i trzeba wybierać priorytety. Zatem moja kariera sportowa jest na drugim planie, choć nie mówię nie. Może za dwa, trzy lata, jak czas pozwoli, powrócę na kulturystyczną scenę.

Nawiązałem do twoich żużlowych doświadczeń i kulturystyki, bo oba sporty mają swój punkt styku w siłowni. Powiedz, czym różni się trening żużlowy od treningu kulturystycznego?

Łatwiej było by powiedzieć czym się nie różni, bo zajęłoby to mniej czasu. Tu nawet nie ma co porównywać. Tu nie ma żadnego wspólnego mianownika treningowego. To są dwie różne dyscypliny, dwa różne sportowe światy w zakresie przygotowania, a to co można nazwać częścią wspólną, to sportowa determinacja i walka z samym sobą, by wejść na wyższy pułap sportowy.

Na początku tego roku w APATORZE Toruń odbył się nabór do szkółki żużlowej. Za pośrednictwem mediów społecznościowych młody chłopak zapytał, jakie predyspozycje ogólnorozwojowe powinien mieć ktoś, kto chce zostać żużlowcem?

Trudno na to pytanie odpowiedzieć, bo przede wszystkim trzeba zobaczyć żużlowego kandydata na torze. Dlatego my współpracujemy z Otopit.pl i chłopcy w czasie naboru mieli dostęp do pit-bike i motocykli żużlowych. Obserwowaliśmy ich, jak zachowują się na tym sprzęcie, jakie mają panowanie nad maszyną. To, czy ktoś ma dobre przygotowanie fizyczne, nie zawsze przekłada się na jazdę na torze. Oczywiście, to na pewno pomaga, ale żużlowy adept po prostu już na początku musi czuć, choć w niewielkim stopniu, motocykl i wiedzieć, jak opanować moc i prędkość. Nie ukrywam, że bardzo ważną cechą przyszłego żużlowca jest odwaga i trochę szaleństwa (śmiech).

Kontynuując pytanie młodego człowieka. Czy ktoś, kto chce zostać żużlowcem, może sobie potrenować z Radosławem Smykiem, zanim trafi do żużlowej szkółki?

Oczywiście że tak. Niemniej, jednak zależy to od tego, w jakim wieku jest adept, co na to rodzice. Nie ukrywam, że aktualnie w Toruniu jest spore zainteresowanie żużlem i dużo chłopaków chce zostać drugim Wiesławem Jagusiem czy Pawłem Przedpełskim. Zatem tak, jeśli ktoś będzie miał ochotę na takie treningi, to jest to możliwe.

W tym roku widać, że trenujesz głównie z juniorami. Prowadzisz dwie grupy. Pierwsza z grup to miniżużlowcy, druga to zawodnicy posiadający licencje w klasie 500cc lub tacy, którzy tę licencję uzyskają w 2022 roku. Czy toruńscy seniorzy też korzystają z twoich wskazówek?

Tak, oczywiście. Jestem w stałym kontakcie telefonicznym i mailowym z zawodnikami z pierwszego składu APATORA Toruń. Wymieniamy swoje doświadczenia, opinie, daje zawodnikom wskazówki. Jednak zwodnicy też mają swoich sprawdzonych trenerów, jak choćby Paweł Przedpełski, który od lat współpracuje z Michałem Wszelakim, którego znam bardzo dobrze – jest to bardzo dobry trener i fizjoterapeuta. Dlatego wiem, że Paweł, jak i pozostali zawodnicy, będą doskonale przygotowani do wymagającego sezonu.

Jak wygląda trening juniorów? Nad czym pracujecie obecne i jak ten trening będzie zmieniał się w miarę nadejścia sezonu żużlowego?

W tym roku mam przyjemność współpracować z moim przyjacielem, bardzo doświadczonym trenerem i fizjoterapeutą, Dominikiem Narojczykiem, z którym wspólnie ustalamy plan działania na najbliższe miesiące. Obecnie spokojnie wchodzimy w okres przygotowawczy, poprawiamy poszczególne cechy motoryczne u zawodników. Styczeń będzie czasem, gdzie, kolokwialnie mówiąc, „podkręcimy obroty” i te jednostki treningowe staną się intensywniejsze. Z biegiem czasu będziemy schodzić z obciążeń, aby zawodnicy w sezon weszli na świeżości treningowej.

Jak widać, każdy z zawodników jest mocno zaangażowany w treningi. Które ćwiczenie, może grupa ćwiczeń, sprawia chłopakom najwięcej trudności?

Trudno powiedzieć ogólnie o całej grupie, bo każdy jest inny. Każdy ma inne potrzeby. Chłopaków już trochę znam i dobieramy tak ćwiczenia, żeby poradzili sobie ze wszystkim i mieli progres, a nie zniechęcenie lub co grosza kontuzję spowodowaną przeciążeniami. Są oczywiście u każdego z nich elementy do poprawy, ale każdy z nich doskonale radzi sobie z każdym elementem treningowym. Ja nie mam powodów do narzekań, jestem naprawdę zadowolony z ich zaangażowania i oby tak dalej.

To w takim razie, które z ćwiczeń sprawia zawodnikom najwięcej frajdy i widać u nich tę zabawę z ćwiczeń?

Na pewną są to ćwiczenia w parach. Pojawia się wówczas wspólna rywalizacja. Jeden przed drugim chce się pokazać. Widać wówczas tą zabawę i że trening sprawia im radość. Oczywiście nie jest lekko w trakcie tych ćwiczeń, ale wydzielają się na pewno wówczas dodatkowe endorfiny i wychodzą z takich zajęć z przysłowiowym „bananem” na twarzy.

Toruński klub planuje obóz integracyjny, który będzie zwieńczeniem zimowych przygotowań. Obóz będzie miał za zadanie zbudować atmosferę w zespole. Czy ty, jako trener, masz już plan na ten wyjazd? Jakie ćwiczenia integracyjne są twoimi ulubionymi i co zaserwujesz swoim podopiecznym?

Na tę chwilę nie myślę o obozie. Skupiamy się na tym, co jest tu i teraz. Zobaczymy, jaka będzie sytuacja pandemiczna, gdzie będzie ten obóz, co będziemy mieli do dyspozycji w trakcie. Przed rokiem obóz, moim zdaniem, był bardzo fajny. Zrealizowaliśmy wszystkie założenia. W tym roku chcemy, aby było podobnie. Postaramy się to wszystko jeszcze ulepszyć, niemniej na temat obozu na tę chwilę nie chciałbym się wypowiadać.

To, o czym mówisz i to co sam zaobserwowałem, wygląda naprawdę optymistycznie. Wielu chłopaków trenuje, marzy o karierze sportowej. Przypomina mi się toruńska szkoła żużla, która gdzieś zniknęła. Teraz widać, że to wszystko jakby „wstaje z kolan”. Jest Krzysztof Lewandowski, Mateusz Affelt i kilku innych, ciekawych zawodników. Jak oceniasz swoją pracę po sezonie? Co zawodnicy muszą osiągnąć, żeby Radosław Smyk powiedział: „wykonałem dobrze swoją pracę”?

Myślę, że ja, a także klub i kibice liczymy na to, że zawodnicy będą rozwijali się z sezonu na sezon. Małymi kroczkami będą szli do przodu. Każdy, kto interesuje się żużlem wie, że drużyna, która posiada mocną formację juniorską, jest w nieco uprzywilejowanej sytuacji. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby zawodnik na torze notował progres w zakresie zdobyczy punktowych i aby w zdobywaniu tych punktów pomagała kondycja, siła czy motoryka, wypracowana w okresie zimowym. Wierzę, że nasza podstawowa czwórka juniorów (Krzysztof Lewandowski, Karol Żupiński, Mateusz Affelt i Denis Zieliński), będą punktowali w PGE Ekstralidze, bo to jest klucz do wygranych meczów. A jeśli tak będzie, to ja będę zadowolony.

Zatem czego można życzyć trenerowi w 2022 roku?

Przede wszystkim zdrowia! (śmiech) A jeżeli chodzi o moją pracę, to aby chłopacy z treningów wyciągali jak najwięcej, żeby był wspomniany progres, który przełoży się na wyniki na torze. Żeby wszyscy byli zadowoleni ze współpracy i każdy miał świadomość, że ciężka praca zimą nie była pracą na marne. Dodatkowo dla mnie, jako trenera, ważne jest to, aby podopieczni osiągali sukcesy, bo to jest taka wartość nadrzędna, w której widać, że praca włożona w zespół, w indywidualne sukcesy zawodnika przynosi efekty. I na takie efekty liczę, bo to na pewno życzenie każdego trenera.

 

Tekst: Andrzej Kowalski (speedwayekstraliga.pl)
Foto: Tomasz Gezela