„Chce się znowu jeździć” – wypowiedzi FOGO Unii Leszno z meczu #GORLES

Fot. Radosław Kalina
Fot. Radosław Kalina

Pierwsze finałowe spotkanie pomiędzy MOJE BERMUDY Stalą Gorzów a FOGO Unią Leszno zakończyło się nieznacznym zwycięstwem gospodarzy 46:44. Większość spotkania układała się po myśli gości, którzy przez 13 wyścigów utrzymywali co najmniej czteropunktowe powadzenie.

Przed rozpoczęciem pierwszego finałowego spotkania, o rozmowę poproszono Piotra Barona. Menedżera leszczyńskiej FOGO Unii zapytano, czy ma znaczenie kolejność rozgrywania meczów? Lepiej być najpierw gościem czy gospodarzem? – Trzeba jechać na każdym torze. Obojętnie, czy to będzie na wyjeździe, czy u siebie. Jedni twierdzą tak, a inni inaczej. Ja myślę, ze to nie ma znaczenia. – skomentował na antenie nSport+.

Nie jest tajemnicą, że mecze o medale rządzą się swoimi prawami. Czy trener FOGO Unii Leszno przygotował jakąś szczególną odprawę dla zawodników? –  Odprawa będzie taka, jak każda inna. Omówimy tor, zobaczymy co na nim jest i spróbuję coś podpowiedzieć chłopakom, ponieważ byłem tu już siedem godzin przed meczem. Widziałem, jakie prace wykonywano na torze. To są informacje, które muszą „popłynąć’” do zawodników. Myślę, że każdy wie, o co jedzie i po co się tutaj spotkaliśmy. Tor jest na pewno przyczepny, ale na pewno dobrze przygotowany. Opady odrobinę pokrzyżowały plany gospodarzom, ponieważ wejście w pierwszy łuk jest nieco bardziej „ruchome”. Myślę jednak, że nie spowoduje to różnicy w jeździe – odpowiedział menedżer aktualnych mistrzów Polski, który odniósł się również do treningów leszczynian na domowym torze.

Pierwszego dnia treningów w Lesznie przygotowywaliśmy się na torze bardzo przyczepnym, a drugiego na bardziej śliskim. Staraliśmy się jak najlepiej przygotować do tego spotkania, żeby nie mieć żadnych wyrzutów sumienia, gdyby coś poszło nie tak. Myślę, że jesteśmy dobrze przygotowani. Kwestia przełożeń czy odczytania toru i zobaczymy, na ile nam się to uda. Od jakiegoś czasu trenujemy wieczorami, gdy jest już zimno i myślę, że motocykle są dostrojone. Jednak jadąc na innym torze, trzeba wiedzieć jakie dysze, zębatki i zapłony trzeba ustawić odpowiednio go odczytując. Zawsze trzeba przygotować wszystko od nowa – podsumował Piotr Baron.

Podwójnym zwycięstwem FOGO Unii Leszno zakończył się bieg juniorski, a jako pierwszy linię mety przekroczył Szymon Szlauderbach. – Udało nam się wygrać ten bieg 5:1, co jest najważniejsze dla naszej drużyny. Rafał Karczmarz był bardzo szybki, jednak Dominik Kubera bacznie pilnował drugiej pozycji, dzięki czemu przywieźliśmy podwójne zwycięstwo. – podzielił się wrażeniami z biegu junior leszczyńskiej drużyny.

Po tej gonitwie do Szlauderbacha podszedł Piotr Baron. W jakim celu? – Trener powiedział, że miałem dobrze spasowany motocykl i muszę cały czas obserwować tor. Trzeba pilnować, jak zmieniają się warunki, żeby nadążyć ze zmianami w sprzęcie. Jestem bardzo zadowolony z tego wyścigu i mam nadzieję, że te zawody zapiszę na plus. Rozmawialiśmy z trenerem o przełożeniach i jeździe na torze. Na razie jest wszystko tak, jak powinno być, lecz rywale też dobrze się przekładają. Musimy pilnie strzec naszych punktów i każdy wyścig jechać na maksa. Emocje są ogromne, jednak trzeba je studzić i skupić się na wyścigach – zakończył zwycięzca biegu młodzieżowego.

Janusz Kołodziej w piątkowym meczu prezentował się znakomicie. Miał dobre wyjścia spod taśmy, jak również przeprowadzał skuteczne ataki na trasie. Po dwóch swoich startach miał komplet punktów na koncie. – Staram się cały czas, a to raz wychodzi, a raz nie. Dwa pierwsze biegi wyszły bardzo dobrze, więc oby tak dalej. Pracowaliśmy nad sprzętem do późnych godzin wieczornych i jestem trochę zmęczony. Bardzo bym chciał, żeby wszystko się udało – skwitował lider FOGO Unii Leszno.

Z problemami na gorzowskim torze borykał się Bartosz Smektała, który po swoim drugim biegu postanowił zmienić motocykl. Reporterowi nSport+, Mateuszowi Kędzierskiemu, odpowiedział na pytanie, dlaczego zdecydował się na takie posuniecie. – Prędkość w motocyklach jest, ale wydaje mi się, że ja obieram złe ścieżki. Po tym wyścigu wprowadziłem zmiany i w następnym wyścigu je sprawdzę. Szkoda tego drugiego biegu. Trochę stałem w miejscu, co wykorzystał Anders Thomsen. Wydaje mi się, że mój motocykl był trochę za mocny. Trochę go przekręcało, dlatego zmieniam ustawienia na niższe – odpowiedział Smektała.

Dominik Kubera rywalizację zakończył z dorobkiem czterech punktów i jednym bonusem. Przed biegami nominowanymi został poproszony o komentarz spotkania. – Mam nadzieję, że koledzy z drużyny przywiozą korzystny wynik aby było nieco spokojniej przed rewanżem. Nasza drużyna jest bardzo zgrana. W sytuacji, gdy komuś coś nie wychodzi, to inny zawodnik potrafi to nadrobić. Bardzo dobrze się uzupełniamy i myślę, że to jest nasz najmocniejszy punkt. Cały czas musimy być skupieni i ciężko pracować żeby było dobrze – wyjaśnił junior.

Po zakończonym spotkaniu do strefy Mix Zone został zaproszony Janusz Kołodziej. Jedno z pytań dotyczyło sytuacji z biegu 12., gdzie po trzech okrążeniach, prowadzenie odebrał mu Jack Holder.W momencie, gdy mnie wyprzedzał Jack Holder, chyba dojechałem do bandy i koło się odbiło. Na ostatnim okrążeniu czułem, że motocykl już tak nie odjeżdża do przodu, jak wcześniej. Uciekało z niego powietrze. Bardziej się męczyłem. Natomiast w ostatnim biegu Bartosz Zmarzlik był bardzo szybki od samego startu. Od momentu, gdy zacząłem jechać wąsko poczułem, jakby motocykl wskoczył na drugi bieg, a że miałem trochę za mało powietrza, to musiałem cały czas pilnować krawężnika. Bartosz był na tyle szybki, że nie było szans abym go dogonił – podsumował Rajder meczu.

Pytanie Kołodziejowi zadał również Tomasz Dryła. Za co kocha sport? – Za to, że jest nieprzewidywalny. Każdy sezon jest nowy. Mam nowe problemy, ale to ta walka, czasami z samym sobą , jest właśnie fajna. Naprawdę przez cały sezon staram się jak wszyscy i ciężko pracuję, a nie zawsze mi wychodzi. Podczas pierwszego meczu finałowego wszystko mi się udawało. Szkoda, że nie wygraliśmy. Cieszę się jednak, że w Gorzowie w końcu mi poszło. Powoli się przełamuję i jest mi pod tym względem łatwiej. Chce się znowu jeździć – zakończył żużlowiec.

Martyna Wolnik