Buczkowski ponownie szybki w Grudziądzu: Trzeba trzymać rękę na pulsie (wywiad)

Fot. Dariusz Ryl
Fot. Dariusz Ryl

W zaległym spotkaniu 5. kolejki PGE Ekstraligi MRGARDEN GKM Grudziądz pokonał na swoim torze GET WELL Toruń 55:35. Jednym z wyróżniających się zawodników gospodarzy w derbowym pojedynku był Krzysztof Buczkowski, który zapisał na swoim koncie 12 punktów.

Kapitan żółto-niebieskich we wcześniejszych spotkaniach nie zachwycał. – To były dla mnie ciężkie chwile – mówił w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl. Tym razem Buczkowski dał sygnał, że wraca do wysokiej dyspozycji z początku sezonu.

Kamil Rychlicki (speedwayekstraliga.pl): To chyba w końcu było spotkanie, jakiego oczekiwałeś od pewnego czasu…

Krzysztof Buczkowski: Chciałem przełamać tę tendencję spadkową, która towarzyszyła mi dosyć długo. W tym meczu się udało i cieszę się bardzo, że drużyna pojechała bardzo dobrze i wygraliśmy wysoko. Mój wynik jest pozytywny i bardzo się z tego cieszę.

Z czego wynikała ta słabsza dyspozycja? Było to pokłosie upadków, czy może problemy sprzętowe?

Ze sprzętem trzeba pracować cały czas i trzymać rękę na pulsie. Trochę nam to uciekło, ale dzięki panom Ryszardowi i Danielowi Kowalskim, którzy poświęcili swój cenny czas w ostatnich dniach, doszliśmy do ładu z motocyklami. Dziękuję również mojemu teamowi i chłopakom, którzy mi pomagają i wspierają mnie. Miałem trochę obawy przed tym spotkaniem, ale okazało się, że niesłusznie.

Czyli te upadki nie miały aż tak dużego wpływu na twoją postawę na torze?

Nie chciałbym do tego wracać. To były dla mnie ciężkie chwile. Całe szczęście udało się już na piątkowym treningu przed meczem coś sprawdzić. W końcu trening polegał na sprawdzeniu sprzętu, a nie na sprawdzeniu, czy jestem w stanie pojechać.

Jak, z twojej perspektywy, wyglądała sytuacja z Jasonem Doylem w 10. wyścigu? Wyjaśniliście sobie wszystko po tym zajściu?

W pewnym momencie była jedna ścieżka i każdy chciał się do niej dostać. Byłem tam trochę szybciej, zahaczyliśmy się, ale całe szczęście obaj jesteśmy zdrowi. Rozstrzygnęliśmy ten wyścig w sportowej walce i żaden z nas nie czuje do drugiego urazy.

MRGARDEN GKM, pokonując sąsiadów zza miedzy, wykonał kolejny krok do fazy play-off. Widzisz swoją drużynę w walce o medale? Rywale nie śpią.

W PGE Ekstralidze nie znasz momentu, kiedy możesz złapać formę lub ją stracić. To jest bardzo cienka linia. Nie patrzymy na rywali, skupiamy się tylko i wyłącznie na sobie. Chcemy jechać po prostu jak najlepiej we wszystkich meczach.

Dla grudziądzkiej drużyny czerwiec jest bardzo pracowitym miesiącem. Już za kilka dni spotkanie z TRULY.WORK Stalą Gorzów. Jakie są twoje plany na najbliższe dni? Nadal robisz sobie przerwę od ligi szwedzkiej?

Nie odpuszczam Elitserien, ale nie dostałem powołania na spotkanie i muszę poczekać na swoją kolej. Drużyna Vastervik jedzie bardzo dobrze, więc nie ma powodu, aby zmieniać skład. Te upadki niestety spowodowały to, że musiałem odpuścić te mecze w Szwecji i tak się to potoczyło, ale cały sezon jeszcze przede mną, a przydadzą mi się jeszcze dwa – trzy dni na regenerację i odpoczynek. Trenuję cały czas fizycznie, a także ze sprzętem i czuję, że potrzebuję chwili wolnego.

Nie udało się awansować do Grand Prix Challenge. Nie żałujesz, że ten sprzęt zaczął odpowiednio pracować dopiero teraz? Swój główny indywidualny cel znowu musisz odłożyć na kolejny sezon.

To już było i czasu nie cofniemy. Trzeba jechać dalej i patrzeć na to, co przed nami. Mamy jeszcze kilka ważnych imprez, w tym oczywiście zawody ligowe. Może to nie był jeszcze mój czas. Jestem nastawiony tak, żeby ten mój cel długookresowy kiedyś osiągnąć.

 

Kamil Rychlicki