„Brakowało nam sprytu i przeglądu sytuacji” – wypowiedzi MOTORU Lublin z #WROLUB

Fot. Ewelina Włoch
Fot. Ewelina Włoch

BETARD SPARTA Wrocław pewnie pokonała na własnym torze MOTOR Lublin 51:39 (89:91) w ramach 10. rundy PGE Ekstraligi. W ekipie gospodarzy największy dorobek punktowy uzyskał Maciej Janowski (13+1), zostając jednocześnie Rajderem meczu. Wśród podopiecznych Macieja Kuciapy najlepiej zaprezentował się Grigorij Laguta (11).

– BETARD SPARTA Wrocław jest u siebie bardzo mocną drużyną, ale my przyjechaliśmy tutaj powalczyć o zwycięstwo. Cały czas pracujemy nad tym, aby wygrywać również mecze wyjazdowe i przygotowujemy się do spotkań z myślą o awansie do pierwszej czwórki PGE Ekstraligi. Ciągle szukamy jazdy na innych torach, niż u siebie i mamy nadzieję, że to przyniesie efekt. Dużo pracowaliśmy nad sprzętem przed tym meczem, nad dopasowaniem motocykli i miejmy nadzieję, że nawiążemy walkę i będziemy jechać, jak równy z równym – mówił przed rozpoczęciem spotkania trener MOTORU Lublin Maciej Kuciapa.

– Zawsze dobrze jechało mi się we Wrocławiu. Lubię ścigać się na tym torze, można tutaj pokazać naprawdę dobre ściganie i dużo walki dla kibiców. Tor jest przygotowany jak zawsze, teraz w PGE Ekstralidze wszystkie kluby starają się przygotowywać nawierzchnię tak, aby można było się pościgać i żeby kibice byli zadowoleni – zaznaczył kapitan gości, Grigorij Laguta.

– W biegu juniorskim mogłem zdecydowanie wcześniej poszukać szczęścia po szerokiej, bo jadąc cały czas jednym torem jazdy zbyt późno przynosiło to efekt i niestety nie zdążyłem wyprzedzić Michała Curzytka. W pewnym momencie udało mi się go założyć, ale nie byłem na tyle szybki, aby wyjechać przed niego i niestety się nie udało. Tor jest przyczepny i bardzo się sypie, więc motocykl potrzebuje dużo mocy. Widać, że Wiktor Lampart poczynił dobre zmiany, bo było widać, że nie tylko wygrał bieg juniorski, ale w swoim kolejnym biegu był naprawdę szybki. W kolejnym wyścigu będę jechał jak najszybciej (śmiech) – przyznał Mateusz Cierniak, junior MOTORU Lublin.

– Wiedziałem, co musimy przywieźć w 14. biegu, abyśmy mogli myśleć jeszcze o punkcie bonusowym. Akurat pola startowe ułożyły się tak, że pierwsze i trzecie pole były naprawdę dobre. Ja wybrałem drugie, bo całkiem dobrze wychodzę w tym roku ze startu, a też nie jestem szybki na trasie, więc wiedziałem, że muszę wyciągnąć z tego startu maksimum. BETARD SPARTA postawiła w tym biegu bardzo dobrych startowców: Taia Woffindena i Artema Lagutę, więc widząc to pomyślałem sobie „okej, muszę wygrać i tyle”. W 3. biegu nie wyszedł mi ten start z czwartego pola i chciałem zatrzymać jakoś Macieja Janowskiego, który był bardzo szybki. Podążałem do ścieżki po zewnętrznej i niestety po drodze zgarnąłem Macieja, absolutnie niechcący i tak wyszło. Dla mnie to też cięższe wejście w zawody, ponieważ zaczynając mecz po zrobieniu startu i przejechaniu jednego łuku, to też dużych wniosków nie można wyciągnąć. Przez to też byłem troszkę spóźniony z ustawieniami co wyścig, ale co zrobić. Po 10. wyścigu wiedzieliśmy już, że robimy wszystko co się da, żeby urwać chociaż punkt bonusowy. Szkoda w biegu 11. taśmy Grigorija Laguty, bo akurat fajnie też ułożyły się dla nas te pola startowe i ten wyścig mógł się troszkę inaczej potoczyć. Początek meczu nie był zły w naszym wykonaniu i jak BETARD SPARTA prowadziła już tylko dwoma punktami, to pojawiła się chęć, aby ostro powalczyć, ale przeciwnicy znowu nam odjechali. Chcąc myśleć o wygranym meczu, trzeba dysponować dużą szybkością i dobrymi startami. U nas ta szybkość nie zawsze była idealna, nie obieraliśmy dobrych ścieżek, brakowało nam trochę sprytu i przeglądu sytuacji. Wynik końcowy jednak jest taki, że wywozimy z Wrocławia ten plan minimum, jakim jest punkt bonusowy – zakończył Dominik Kubera na pomeczowej konferencji prasowej w Mix Zonie na antenie nSport+.

 

Grzegorz Draus