Brak prawa jazdy na motor, koszenie trawy i… kaczki. Bartosz Zmarzlik gościem Kuby Wojewódzkiego (relacja)

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

Bartosz Zmarzlik był gościem w talk-show Kuby Wojewódzkiego. Dziennikarz rozmawiał z mistrzem Świata nie tylko o żużlu – padały też pytania na prywatne tematy np. jak poznał swoją przyszłą żonę czy o zwierzęta w swoim domu.

Kto obejrzał wtorkowy program, znając czy nie znając żużla, musiał przyznać, że gość tym razem przyćmił charyzmatycznego prowadzącego i doskonale wczuł się w klimat jego żartów, zachowując przy tym charakterystyczną dla siebie skromność. Na samym początku został porównany do najlepszych piłkarzy na świecie. – Ja za takie sławy się nie uważam, mam jeszcze dużo do zrobienia – zaczął Zmarzlik. Mimo pokonania Roberta Lewandowskiego w rankingu na Sportowca Roku, zawodnik MOJE BERMUDY Stali przyznał, że był speszony i z wrażenia mówił do słynnego „Lewego” per „pan”. – To była niesamowita zapłata od kibiców. Wygrana z taką osobowością jak Robert to ogromny sukces – mówił.

Wojewódzki był ciekawy, czy i jak żużlowiec korzysta z popularności. – Popularność? Spotykam się z tym na stacjach – powiedział ze śmiechem. – Jest to bardzo miłe, kiedy mogę gdzieś się pokazać. Od dziecka oglądałem ten program i zastanawiałem się, czy kanapa jest wygodna, a teraz mogę sprawdzić – przyznał. Jednak mimo wszystko sława nie jest dla niego wartością nadrzędną. – Jestem szczęśliwym człowiekiem, dla mnie najważniejsza jest rodzina i zdrowie. (…) Rodzina jest azylem i najlepszym psychologiem. (…) Pieniądze to rzecz nabyta – dziś są, jutro ich nie ma – podsumował.

Podczas trwania programu nie mogło zabraknąć nawiązania do czarnego sportu i początków Bartosza. Kiedy zaczęto zauważać, że ma talent? – Gdzieś w wieku 13 lat. Najpierw był mini żużel, potem duży. Na początku to była taka zabawa – spotykamy się rodzinami, jemy żurek, kiełbasę… Tata i dziadek byli takimi złotymi rączkami. Moimi pierwszymi sponsorami byli rodzice i dziadkowie. Miałem napisane na kevlarze – „Mama, Tata, Babcia, Dziadek”. Część z moich dawnych kolegów tak, jak stała pod sklepem, tak dalej stoi. Ja staram się nie otaczać takimi ludźmi – opowiadał.

O samym sporcie żużlowym opowiadał z niemałą pasją i zaangażowaniem. – Najlepiej się czuję w domu i na motorze. Jestem od rana do wieczora w warsztacie. (…) Więzadło, udo, barki, ręce miałem złamane. Wiele wyścigów jest pełnych niesamowitej walki, np. podczas wyprzedzania Woffindena w Grand Prix Czech, usiadłem na błotnik. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, nie wiedziałem czy wyjadę. Przecież jedziesz 120-130 km na godzinę na wejściu w łuk – relacjonował Zmarzlik.

Wojewódzkiemu udało się wyciągnąć również kilka „smaczków” z prywatnego życia zawodnika. Widzowie mogli dowiedzieć się, że nie chodzi on na dyskoteki, jest abstynentem, tak jak jego rodzina, hoduje egzotyczne kaczki i cieszą go normalne, przeciętne obowiązki, takie jak koszenie trawy czy robienie prania. Niemałe zdziwienie malowało się na twarzy prowadzącego, kiedy Bartosz Zmarzlik przyznał, że… nie posiada prawa jazdy na motor!

Jakie są dalsze plany życiowe zawodnika? – Jak będzie mi zdrowie pozwalało i będę miał ambicji i siły, to będę to kontynuował. Chcę pisać historię ze swoim nazwiskiem. Chcę, żeby ci, którzy mi kibicują mieli radość. Sam mam radość wewnętrzną i sobie mówiłem – ja nic nie muszę, ja tylko mogę – mówił mistrz Świata.

Prowadzący przyznał, że sam nie mając rodziny, bardzo szanuje Bartosza za tę normalność i wręcz zazdrości mu tych relacji. Sam zawodnik wielokrotnie podkreślał, że jest to nieoceniony element jego sukcesu. Spotkanie zakończyło się zaproszeniem słynnego dziennikarza nie tylko na mecz, ale i na przejażdżkę motocyklem żużlowym.

 

Daria Jagodzka