Brak bonusa kluczowym aspektem meczu i dalszego sezonu (komentarze #TORTAR)

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

W meczu 12. kolejki PGE Ekstraligi, GET WELL Toruń pokonał GRUPA AZOTY Unię Tarnów 51:39. Ostatecznie żadna z drużyn nie zdobyła punktu bonusowego, ponieważ dwumecz zakończył się remisem 90:90. Ta sprawa najbardziej rozczarowała sterników obu zespołów na pomeczowej konferencji, ponieważ punkt ten może mieć kluczowe znaczenie w końcowym etapie rundy zasadniczej.

Trener Paweł Baran jasno zaznaczył, z jakim celem jego drużyna przyjechała do Torunia. – Mieliśmy piętnaście biegów żeby wywalczyć bonus. Niestety nie udało się. O tym zadecydowało również to, że Nicki Pedersen nie dopisał ani jednej trójki do swojego dorobku. Kiedy brakuje jednego punktu do danego celu, to tych „oczek” możemy wszędzie szukać. Dalej jesteśmy w grze, a nadzieja umiera ostatnia– wyjaśnił szkoleniowiec.

Jednym z kontrowersyjnych momentów był bieg siódmy, w którym doszło do upadku Jacka Holdera na pierwszym łuku. Trener tarnowian odniósł się do tej sytuacji. – Jak rozmawialiśmy na gorąco w parku maszyn, to nie do końca rozumiem niektórych decyzji sędziego, które zadecydowały o końcowym wyniku. Mam przede wszystkim na myśli bieg siódmy, gdzie Jack Holder sam się przewrócił. Wszyscy wrócą do domu, zobaczą to – powiedział Piotr Baran.

Liderem GRUPY AZOTY Unii był Kenneth Bjerre, który zdobył 14 punktów w sześciu startach. Zawodnik nie ukrywał, że toruński tor mu pasuje. Powiedział również o kwestii bonusu dla jego zespołu. – Zawsze lubiłem przyjeżdżać na MotoArenę, bo to dobry tor dla mnie. Jestem rozczarowany, że nie udało się nam zdobyć punktu bonusowego. Może być on bardzo ważny w tym sezonie dla nas. Teraz musimy skupić się na kolejnym meczu w Tarnowie – mówił Duńczyk.

W obozie toruńskim najskuteczniejszy okazał się Niels Kristian Iversen (12 punktów). Reprezentant Danii był blisko kompletu, lecz w powtórzonym biegu nr 15. przejechał linię mety na czwartej pozycji. – Jestem bardzo zadowolony z pierwszych czterech biegów. Na ostatni jestem trochę zły, ale co możemy zrobić? Taki jest żużel. Czułem, że mam dobre pole, potem była powtórka i coś nie zagrało – powiedział zawodnik.

Z kolei menedżer GET WELL Toruń Jacek Frątczak czuł złość, mimo tego, że jego drużyna zwyciężyła. – Kenneth Bjerre powiedział, że jest rozczarowany, a my jesteśmy źli na to, że było tak blisko. Oczywiście spodziewaliśmy się, że ten mecz będzie bardzo ciężkim spotkaniem. Zdajemy sobie sprawę z tego wszyscy, że jedziemy w osłabieniu, aczkolwiek Paweł Przedpełski zaciskał mocno zęby, walczył i zdobył ważne punkty. W pierwszej odsłonie 15. biegu mieliśmy poukładane wszystko. Dziękuję tarnowskiej drużynie, bo stawili dzielny opór i mając wachlarz rezerw taktycznych, a szczególnie przy sporej stracie na początku, jest jakiś komfort manipulacji składem. Nic nie ujmując Pawłowi Baranowi oczywiście. Jak się trafi dwóch, trzech zawodników, to można ten dystans cały czas zmniejszać. Trzymam kciuki za Unię Tarnów, ponieważ z Pawłem mam dobre relacje od lat– dodał Frątczak.

Teraz przed torunianami wyjazd do Wrocławia na mecz z BETARD Spartą, który może okazać się decydującym o szansach na awans do fazy play – off. Szkoleniowiec GET WELL chce skupić się obecnie na tym spotkaniu i dobrze przygotować zespół. – Kolejne spotkanie przed nami. Przede wszystkim jestem spokojny o to, że we Wrocławiu powalczymy. Oczywiście niczego nie możemy obiecać jeżeli chodzi o wynik końcowy. Jedno mogę powiedzieć – zostawimy tam serce. Ten tydzień jest dla nas stosunkowo trudny, ponieważ mamy zajęty tor. Musimy pomyśleć, jak tutaj ustalić przygotowania. Chłopacy są jednak w tak dobrej formie i „najeżdżeni”, że aż żal jakbyśmy nie weszli do play – off – zakończył menedżer klubu.

Kuba Łączkowski