Brady Kurtz: Jestem bardziej przygotowany na walkę z najlepszymi (wywiad)

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

Brady Kurtz to pierwszy z talentów przysłanych do Leszna przez legendę klubu Leigh Adamsa. Z motocyklami nie rozstaje się od osiemnastu lat, a po całkiem udanym debiutanckim sezonie w PGE Ekstralidze zapowiada, że w nadchodzących rozgrywkach pokaże, na co naprawdę go stać. W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl opowiedział o początkach kariery oraz celach na nowy sezon.

Łukasz Woziński (speedwayekstraliga.pl): Można powiedzieć, że byłeś skazany na żużel – na motocyklach ścigał się twój ojciec, a czynnym zawodnikiem jest brat Todd Kurtz.

Brady Kurtz: Mój tata był zawodnikiem, ale występował tylko w Australii. Zacząłem się ścigać, gdy miałem cztery lata. Na początku były to małe motocykle crossowe o pojemności  50cm. Były to wyścigi na tzw. flat tracku. Do dziewiątego roku życia rywalizowałem właśnie na takich torach. Później rozpocząłem zabawę w mini-speedway.

Wiadomo, że aby osiągnąć coś w żużlu trzeba startować w Europie. Kiedy przeniosłeś się z Australii na Stary Kontynent?

W wieku czternastu lat przeniosłem się do Danii. W przeprowadzce pomógł mi Rasmus Jensen, który startuje teraz w EuroFinnance Polonii Piła. Latem on zawsze przyjeżdżał do Australii i zaproponował mi, że mogę zamieszkać w jego domu. Po przylocie przez rok startowałem w mini-speedwayu, który jest tam naprawdę popularny. Później podpisałem kontrakt w drugiej lidze duńskiej, a następnie w Wielkiej Brytanii.

Kiedy w twojej karierze pojawił się Piotr Rusiecki i wątek leszczyński?

Kiedy czułem, że jestem gotowy na debiut w Polsce poprosiłem Leigh Adamsa, żeby skontaktował mnie z Piotrem Rusieckim. Po krótkiej rozmowie spytałem, czy będzie mi w stanie pomóc i tak oto znalazłem się w Lesznie.

Zastanawiałeś się kiedykolwiek, co byś robił, gdyby nie żużel?

Bardzo wiele osób mnie o to pyta. I naprawdę nie wiem. Całe życie chciałem być żużlowcem i tylko tym się zajmowałem. Jestem skazany na żużel.

A jak wygląda twój team?

W Polsce mam dwóch mechaników: „Komina” i Bartka. W Anglii mam też jednego mechanika, który będzie zajmował się tylko ligą brytyjską.

W ramach przygotowań do startu PGE Ekstraligi wystąpiłeś w inauguracji 2. Ligi Żużlowej w barwach Stainer Unii Kolejarza Rawicz. Zaprezentowałeś się bardzo dobrze (16 punktów w sześciu startach), a w ostatnim biegu razem z Damianem Balińskim uratowałeś remis dla drużyny z Rawicza.

Dobrze jest odjechać pierwsze zawody w sezonie z fajnym wynikiem. To było dobre przetarcie przed pierwszym meczem PGE Ekstraligi. Sprzęt spisywał się bez zarzutu i oby tak było w niedzielę na stadionie im. Alfreda Smoczyka. Druga liga wcale nie jest prosta. Jest tutaj wielu szybkich zawodników, więc dobrze było zdobyć kilka punktów.

Już w najbliższą niedzielę 7 kwietnia FOGO Unia Leszno zmierzy się z BETARD Spartą Wrocław. Czeka was ciężki bój o zwycięstwo.

Dla mnie pojedynek z Wrocławiem to najcięższe zawody w całym sezonie. Oni mają bardzo dobry zespół. Jestem jednak dobrej myśli, bo nasza drużyna prezentowała się bardzo dobrze w treningach punktowanych.

Poprzednie rozgrywki były pierwszym pełnym sezonem dla ciebie w PGE Ekstralidze. Czy jest coś, co szczególnie cię zaskoczyło?

Wiedziałem, że muszę być przygotowany na ostrą walkę, więc nie byłem zbytnio zaskoczony. Teraz wiem, jakie to wyzwanie i jak bardzo byłem zmęczony pod koniec sezonu. Startowałem w kilku ligach i chyba nie byłem przygotowany na tak dużo podróżowania. Teraz już wiem, co i jak poukładać, żeby tego zmęczenia nie było i mam nadzieję, że to sprawi, że będę o 100% lepszy niż w zeszłym roku.

Twoja średnia w poprzednim sezonie to 1.423. Czy jesteś zadowolony z wyniku biorąc pod uwagę, że na większości torów startowałeś po raz pierwszy?

Myślę, że to nie jest zły wynik. Miałem kilka bardzo dobrych występów, ale zdarzały mi się również klapy. Mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie będę w stanie utrzymać dobrą formę przez cały rok. Mój sprzęt na pewno będzie odrobinę lepszy, a ja jestem bardziej przygotowany na walkę z najlepszymi.

I na sam koniec. Gdzie widzisz siebie za pięć lat?

 Mam nadzieję, że w Grand Prix. Chciałbym robić to, co teraz. Jeździć w najlepszej lidze świata i spełniać marzenia.

Łukasz Woziński