Bogdanowicz: Póki jest jeszcze sezon, to mogę w jakiś sposób udowodnić swoją wartość

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

W piątkowy wieczór (9 sierpnia) na stadionie im. Alfreda Smoczyka, FOGO Unia Leszno pokonała GET WELL Toruń 64:26. W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl junior zespołu z Torunia, Maksymilian Bogdanowicz, opowiada o odczuciach, co do jazdy w PGE Ekstralidze oraz o zjawisku „hejtu” w internecie.

Paulina Wiśniewska: Pewien rozdział w PGE Ekstralidze dla was jest już zamknięty. Jakie masz odczucia co do jazdy w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce?

Maksymilian Bogdanowicz: Cóż, na pewno się wiele różni od jazdy w Nice 1. Lidze Żużlowej. To jest niebo a ziemia moim zdaniem. Nie ma co porównywać. Tu jest zupełnie inny poziom. Byłem tego świadomy oczywiście od samego początku, natomiast patrząc na wynik nie można go pochlebiać, ale tego już nie zmienię.

Cel, jaki mieliście na spotkanie w Lesznie?

Walczyć do końca, to jedyne co nam tak naprawdę pozostało. Walczyć zawsze trzeba do końca.

Co się stało w biegu numer 10, w którym jechałeś z Jasonem Doylem?

Pojechałem środkiem toru, on jechał z szerokiej do krawężnika i w ostatnim momencie delikatnie o siebie zahaczyliśmy. Moje tylne koło delikatnie uderzyło o Jasona. Oczywiście tutaj też chodzi o skontrowanie motocykla

Klub od dłuższego czasu znajduje się w kryzysie. Jak ty się odnajdujesz w tej sytuacji?

Jakoś trzeba iść do przodu i tyle. Co by nie było, co by się nie stało, człowiek jest do tego zmuszony, ale nie można też żyć przeszłością. To absolutnie niczego nie daje.

Czy widzisz swoją przyszłość w PGE Ekstralidze?

To się tak naprawdę okaże po ostatnim biegu w sezonie tak szczerze, bo póki są jeszcze biegi do objechania w sezonie to mogę, chociaż w jakiś sposób, swoją wartość udowodnić i będę się starał.

W social mediach jest duży hejt skierowany na was, jako drużynę, ale również indywidualnie…

Nie czytam. Nie mogę się więcej wypowiedzieć na ten temat, skoro tego nie widzę i nie mam zamiaru tego widzieć, bo po co? Co mi to da? Wniosków nie wyciągnę żadnych.

Postawiłeś sobie jakieś cele na ten sezon i je osiągnąłeś, czy jest coś jeszcze przed Tobą?

Cel jest właściwie jasny, czyli robić wyniki i się rozwijać, a tego niestety nie dopełniłem, a tak jak mówiłem, mam swoją wartość. Póki jest jeszcze sezon, ostatni bieg do objechania to w jakiś sposób można, chociażby dla siebie ten honor uratować.

Sytuacja ligowa, w której się obecnie znajdujecie ma przełożenie na zawody pozaligowe, czy tam zupełnie inaczej funkcjonuje głowa?

Szczerze mówiąc to zawsze staram się żyć na przód. Mecz w Lesznie to już właściwie przeszłość. Jutro będzie nowy dzień i jedziemy dalej i tak staram się patrzeć na każde zawody – czy to ligowe, czy nie, a czy to się przekłada? Po części tak. Oczywiście łatwiej jest, kiedy wszystko idzie po sznurku i jest dobrze. Człowiek potem nie ma bólu głowy, nie jest obolały, jeżeli jeździ z przodu, ale też nie można powiedzieć, że to się przekłada w ogromnym stopniu. Dobrze jest, gdy to przekłada się w sposób pozytywny, w taką sportową złość i ja takie emocje wolę.

 

Paulina Wiśniewska