Bjerre: Zawsze wracam z sentymentem do Wrocławia (wywiad)

Fot. Marcin Kubiak
Fot. Marcin Kubiak

Kenneth Bjerre był niemalże nieomylny przez większą część zawodów na Stadionie Olimpijskim pomiędzy BETARD Spartą Wrocław a MRGARDEN GKM-em Grudziądz. Co czuje żużlowiec, gdy mimo niezłej jazdy i punktu bonusowego na wyciągnięcie ręki jego drużyna wraca do domu z niczym? O tym specjalnie dla speedwayekstraliga.pl opowiedział 35-letni Duńczyk.

Błażej Kowol: Już byliście w ogródku, już witaliście się z gąską, ale ostatecznie musicie obejść się smakiem. Wszystko wyglądało dobrze, aż do samego finału…

Kenneth Bjerre: Dokładnie. Dla mnie to był dobry dzień – 10 punktów i bonus to całkiem przyzwoity rezultat. Być może mógłbym zdobyć jeszcze punkt więcej, ale nie wpłynęłoby to ostatecznie na końcowy rezultat. W 15. biegu próbowałem się napędzić i minąć Jakuba Jamroga, ale ta akcja kosztowała mnie spadek na 4. pozycję i utratę punktów. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że wygrał po prostu zespół solidniejszy od nas. Zabrakło paru oczek do zdobycia bonusa. Fajnie byłoby wyjechać z nim z Wrocławia, ale co się stało, to się nie odstanie.

Wiele ostatnio mówiło się o wrocławskim torze. Tym razem był on przygotowany nieco inaczej, a i pogoda spłatała tutaj figla. Co ty o nim sądzisz?

Myślę, że tor był naprawdę dobry do ścigania. Oczywiście, opady deszczu zmieniły nieco warunki torowe, było przez to trudniej. Jednak ostatecznie nie można mieć większych zastrzeżeń, biorąc pod uwagę ile wody przyjął tor.

Różnice pomiędzy czasem zwycięzcy biegu nr 8 i biegu nr 9 wynosiły aż 4 sekundy. Wszystko to spowodowane było deszczem. Czy to aby nie wybiło was trochę z rytmu?

Niekoniecznie, w dwóch ostatnich biegach wszystko wróciło już do normy i znów było szybciej. To naturalne, że gdy pojawia się spora ilość wody, tor staje się bardziej śliski. Ale ta sytuacja miała miejsce raptem w dwóch biegach, potem jeździło się tak, jak na początku.

Miałeś okazje wielokrotnie jeździć i świętować sukcesy na Stadionie Olimpijskim. W 2004 roku zdobyłeś srebrny medal Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów, a we wrocławskich barwach jeździłeś w latach 2006-07 oraz 2010-11. Trzeba przyznać, że od tego czasu wiele się tutaj zmieniło…

O tak, stadion i tor przeszły prawdziwą metamorfozę. W 2006 roku tor wyglądał zupełnie inaczej – był czarny i bardzo przyczepny. Podczas mojego drugiego pobytu było już na nim więcej piasku, przez co ten uległ zmianie. Mimo tego, ludzie pracujący we Wrocławiu w zasadzie się nie zmienili. To w 80 % ta sama ekipa, która była tu przed laty. Bardzo ciepło wspominam Wrocław i wciąż wracam w to miejsce ze sporym sentymentem. Spędziłem to fajne lata swojej kariery i mogłem jeździć w jednym zespole z Jasonem Crumpem, od którego starałem się pokornie uczyć. Dlatego też to wyjątkowe dla mnie miasto.

Czy ten tor uległ zmianom na lepsze twoim zdaniem?

W 2006 roku zdobyliśmy mistrzostwo, a ja czułem się na nim świetnie. Teraz też jeździ się przyjemnie, ale z perspektywy czasu muszę przyznać, że naprawdę lubiłem ten przyczepny tor.

Straciliście ważny punkt. Czy w ostatecznym rozrachunku może to okazać się kluczowe dla waszej końcowej pozycji w tabeli?

Tak naprawdę każdy punkt w PGE Ekstralidze może być na wagę złota. Mógł to być ten punkt bonusowy, czy inny. Już w pierwszym starciu tego sezonu w Lublinie prowadziliśmy 8-10 punktami, a koniec końców doznaliśmy porażki. Nie powiem, że strata punktów w meczu z BETARD Spartą będzie decydująca. W ubiegłym sezonie też wszystko ważyło się do ostatniej kolejki i ostatniego wyścigu, więc dopiero wtedy zobaczymy, co nasza jazda pozwoliła nam osiągnąć.

Za wami miesięczna przerwa od rozgrywek PGE Ekstraligi, ale nie była to przerwa od żużla. Czy udało ci się w tym czasie jakoś wypocząć?

Niezbyt. Wciąż czekała mnie jazda w Anglii i Szwecji, więc nie było czasu na dłuższy odpoczynek. Do tego doszły zawody w Gdańsku w ramach PGE IMME. Odpoczęli natomiast moi mechanicy, którzy też ciężko pracują na co dzień i  parę dni przerwy na pewno dobrze im zrobiło. Dobrze jednak, że jest taka możliwość. 

Czy po meczu w Toruniu, pierwszym zwycięstwie po 21 latach na wyjeździe, nie miałeś ochoty, aby już na drugi dzień walczyć o punkty w grudziądzkich barwach?

Nie odczułem tego w ten sposób, bo tak jak mówiłem, miałem swoje rozgrywki w Anglii i Szwecji. Było sporo jazdy, 3 mecze w tygodniu. Dla mnie to wystarczająco.

W ubiegłym tygodniu odbyły się finały FIM Speedway of Nations z udziałem reprezentacji Danii. Ty brałeś w udział w tych rozgrywkach w ubiegłym roku we Wrocławiu, a teraz nie było cię w drużynie. Było to lekkie rozczarowanie?

Prawdę powiedziawszy, nawet nie chciałem brać w tym udziału, więc nie odczułem żadnego rozczarowania.

 

Błażej Kowol