Bartosz Zmarzlik: Rano wstałem, kościół, śniadanie i do warsztatu

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

W sobotę Bartosz Zmarzlik został trzecim Polakiem, który wywalczył tytuł Indywidualnego Mistrza Świata. Czasu na świętowanie nie miał jednak dużo, bo w niedzielę czekało go spotkanie barażowe z ARGED MALESA TŻ Ostrovią Ostrów Wlkp. Kapitan TRULY.WORK Stali Gorzów, jak na mistrza świata przystało,  poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa 60:30, a sam zdobył komplet 15 punktów.

Czy po sobotnim sukcesie wychowankowi gorzowskiej TRULY.WORK Stali trudno było się skoncentrować na spotkanie barażowe? – Na pewno nie było łatwo się skoncentrować. Lubię się troszeczkę wyłączyć, mieć takie klapki na oczach i skupić się na celu. Każdy podchodził, gratulował, robiliśmy zdjęcia. Nie chciałem się też zamykać w sobie i być otwartym na ludzi, i razem świętować. Tego nie ma codziennie – powiedział Bartosz Zmarzlik.

Jak smakuje złoty medal? – To jest niesamowite uczucie, aż ciarki mi idą. Dopiero do mnie tak naprawdę dochodzi, bo nie rozmyślałem nad tym za bardzo. Rano wstałem, kościół, śniadanie, do warsztatu, pranie zrobiłem, wysuszyłem szybko, co na mecz potrzeba. Chłopacy pytali, które silniki. W zeszyty popatrzyłem i był wyjazd. Gdzieś tam na telefonie obejrzałem tylko półfinał, ale w domu mam nagrane i obejrzę we wtorek po Gali PGE Ekstraligi – dodał kapitan TRULY.WORK Stali Gorzów.

Jak to się robi, że udaje się zachować takie skupienie po indywidualnym sukcesie i w meczu swoje drużyny zdobywa się komplet 15 punktów? – Wiedziałem, że każdy stracony punkt będzie odebrany, że się nie przygotowałem, że olałem to spotkanie. To nie jest tak. Ja podchodzę z całym sercem do Gorzowa i zawsze chcę dobrze reprezentować swój klub – zakończył Zmarzlik.

 

Piotr Kaczmarek