Bartosz Zmarzlik gościł w Dzień Dobry TVN

Dzięki rodzicom i dziadkom dostał ziemię, gdzie był kiedyś tor żużlowy. Teraz jest tam dom, w którym mieszka. Nie dał się jeszcze namówić na zabiegi w salonie kosmetycznym narzeczonej, wąsa też nie ma, ale – jak podkreślił – może to kwestia czasu. O życiu prywatnym i sporcie, mówił w niedzielnym Dzień Dobry TVN Bartosz Zmarzlik.

Mistrz świata w programie wystąpił razem z narzeczoną. – Oglądam Bartka cały czas, mocno mu kibicuję, ciężko się nie stresować, gdy patrzę, jak jedzie ponad sto na godzinę bez hamulca, ale ufam mu, bo jeździ z głową – powiedziała Sandra Grochowska.

Co się musiało zdarzyć, żebyś został mistrzem? – pytali zawodnika prowadzący: Marcin Prokop i Dorota Wellman. – Mnóstwo spraw. Cykl Grand Prix trwa od kwietnia do października. Wiele robi dla mnie rodzina, gdy przyjeżdżam do domu, to mogę się odciąć się od sportu i zrelaksować. Sportowo o wyniku decyduje dyspozycja dnia i sprzęt. Rocznie jeżdżę w około osiemdziesięciu imprezach. Wszyscy musimy wykonywać ciężką pracę, mieszkając praktycznie w samochodzie – dodał Bartosz Zmarzlik.

Z programu można było się dowiedzieć, że para jest ze sobą blisko dziewięć lat. Sandra Grochowska podkreśliła, że choć na co dzień prowadzi gabinet kosmetyczny, to nie udało jej się jeszcze namówić Bartosza na zabiegi.

– W domu mamy papugę Kubusia, to prezent mamy na pięćdziesiątkę taty. Mówi tylko brzydkie rzeczy – żartował Bartosz Zmarzlik, który dodał, że chciałbym przekraczać w sporcie kolejne granice, aby jego nazwisko zapisało się wysoko w sporcie.

Wąsa nie mam, ale to może kwestia czasu – dodał w reportażu, który powstał również w jego domu, gdzie na temat początków kariery wypowiadali się tata, brat oraz Bogusław Nowak, a zobaczyć można było m.in. białego Mini Morrisa. – Samochód Jasia Fasoli gości u nas w garażu – opowiedział mistrz świata.